Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
86% |
| liczba ocen: |
137 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Roger Waters "In The Flesh? - Live"
|
Nazwa zespołu: Roger Waters
Tytuł płyty: "In The Flesh? - Live"
| Utwory: |
In The Flesh; The Happiest Days Of Our Lives; Another Brick In The Wall, Part 2; Mother; Get Your Filthy Hands Off My Desert; Southampton Dock; Pigs On The Wing, Part 1; Dogs; Welcome To The Machine; Wish You Were Here; Shine On You Crazy Diamond (Parts 1-8); Set The Controls For The Heart Of The Sun; Breathe (In The Air); Time; Money; The Pros And Cons Of Hitch Hiking Part 11 (aka 5.06 a.m. - Every Stranger's Eyes); Perfect Sense (Parts I and II); The Bravery Of Being Out Of Range; It's A Miracle; Amused To Death; Brain Damage; Eclipse; Comfortably Numb; Each Small Candle |
Wydawcy: Columbia Records / Sony Music
Rok wydania: 2000
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10
Nie dość, że na nową płytę Watersa przyszło czekać ponad osiem lat,
to jeszcze nie jest to album z premierowym materiałem, a tylko z
zapisem koncertu. Nie ma jednak co narzekać, gdyż jest to pierwsza
płyta koncertowa (nie liczę "The Wall - Live In Berlin" nagranej z
gośćmi) jednej z największych muzycznych postaci minionego stulecia.
Przede wszystkim jednak powodem do zadowolenia jest sam poziom tego
wydawnictwa, które jak wszystko, co wychodzi spod rąk Watersa, nosi
znamiona geniuszu...
Wszystkich fanów cieszy na pewno fakt, że znów coś zaczęło się dziać wokół
Floydów i Watersa. Zespół według półoficjalnych informacji przymierza
się już w studiu do pracy nad następcą płyty "The Division Bell" (1994),
a i Waters po zakończeniu pracy nad operą "Ca ira" wszedł do studia, by
pracować nad kolejną, tym razem zrealizowaną w rockowym składzie, płytą.
Album "In The Flesh" składa się z dwóch płyt. Pierwszą z nich wypełniają
utwory wyłącznie z przeszłości Pink Floyd, na drugiej 6 z 12 utworów
pochodzi z solowego dorobku Watersa. Jest tu piękne "Every Stranger's
Eyes" z solowego debiutu "The Pros And Cons Of Hitch Hiking", aż 4
utwory z ostatniej jak dotąd studyjnej płyty "Amused to Death" oraz jeden
premierowy utwór utrzymany w stylistyce tejże płyty - "Each Small Candle"
- rzecz bardzo udana zresztą. Jeśli chodzi o wybór nagrań zespołu, to mamy
tu silną reprezentację płyt "The Wall" oraz "Dark Side Of the Moon" (po 5
kawałków), 3 najważniejsze pieśni z "Wish You Were Here", po dwa kawałki z
"Animals" oraz "The Final Cut". Zaskakujące jest, przynajmniej dla mnie,
sięgnięcie po utwór sprzed ponad 30 lat - "Set The Controls For The Heart
Of The Sun", którego wykonanie rozwiewa jednak wszelkie wątpliwości -
jest po prostu powalające. Znakomicie wypadła tu partia solowa saksofonu.
Co można jeszcze powiedzieć o płycie, na której prawie wszystko jest
doskonałe? Na przykład to, że wcale nie brakuje ani gitarzysty Davida
Gilmoura, którego godnie zastąpili równie znakomici Snowy White i Andy
Fairweather-Low (wystarczy posłuchać solówek choćby w "Another Brick
In The Wall Part 2", "Comfortably Numb" i "Dogs"...), ani pozostałych
członków Pink Floyd. A więc może Waters bez Gilmoura, może i Gilmour
bez Watersa (choć gorzej...).
Szczególnie zachwyca na tej płycie, poza znakomitym zgraniem muzyków,
doskonałe opracowanie aranżacyjne poszczególnych utworów, które w
większości mogą się równać z idealnymi wydawać by się mogło wersjami
studyjnymi. Nie zabrakło charakterystycznych dla twórczości Watersa i
jego byłego zespołu wszelakich dziwnych odgłosów puszczanych z taśmy
("In The Flesh", "Money", "Get Your Filthy Hands Off My Desert", "It's A
Miracle"). Wspaniale wspomagają artystę i zespół wokalistki w chórkach
- utwory często zyskują dzięki nim nowe, frapujące brzmienie ("Dogs",
"Welcome To The Machine"). Prawdziwy popis daje P. P. Arnold w "Perfect
Sense", co potrafi zresztą docenić publiczność.
Nie wspomniałem ani słowem o tym, co w twórczości tego pana najważniejsze
- o wielkim ładunku emocjonalnym zawartych tu utworów, o fakcie,
że słuchając ich doznajemy wielu silnych wzruszeń, że przeżywamy
je wraz z artystą, który jest autorem wszystkich zamieszczonych tu
kompozycji. Czego nie mogą o sobie powiedzieć dawni koledzy z Pink Floyd,
którzy w większości tylko odgrywają na koncertach utwory, które napisał
Roger Waters.
To naprawdę płyta, jaka zdarza się raz na kilka lat, dlatego warta jest
każdych pieniędzy. Miłego słuchania.
autor: Tomasz Kwiatkowski
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|