Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
84% |
| liczba ocen: |
13 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Rough Silk "Mephisto"
|
Nazwa zespołu: Rough Silk
Tytuł płyty: "Mephisto"
Wydawcy: Massacre Records / Morbid Noizz
Rok wydania: 1998
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9
Ta kaseta natchnęła mnie wiarą w muzykę metalową. Nareszcie jakaś
ciekawa produkcja! Inspirowana "Faustem" Goethego mega metalowa podróż
pełna niespodzianek!
Całość otwiera miłe, grane na pianinie intro "Mystery Bay". Ian
Barnett pięknie śpiewa i to ŚPIEWA. Nie tam deathowo growlinguje,
blackowo charczy, czy heavy-metalowo wibruje w wysokich partiach. Śpiewa
zupełnie normalnie :). Intro trwa jedynie chwilkę i już przekształca
się w "Recall". Zaskoczeniem mogą być dość ciężkie gitary (nie ostre,
ale ciężkie...). Wydawać by się mogło, że nie pasują, ale właśnie to
one nadają tej muzyce taki mocny wymiar.
"Recall" płynie sobie dalej. Mijamy ciekawy refren i kilka
części. Większość utworów stara się przeczyć manierze zwrotka-refren,
mamy tu wiele części, które niestety się powtarzają, no ale nie można
mieć wszystkiego.
Teraz tytułowy "Mephisto". Pięknie budowany przez keyboardy (bardzo
klasyczne - pianinko i Hammondzik) i Laibachowski (z "Jesus Christ
Superstars") riff gitary. Dalej "Subway Angel's Caravan", balladka z
pięknym orkiestralnym wstępem, który zaraz zostaje złamany przez ostre
gitary. Chwilę potem zaskoczenie... Sama perkusja, głos i syntetyczne basy
w stylu disco '70... Eeee? Można się do tego przyzwyczaić, chociaż ciągle
dziwnie mi to brzmi. Ale na szczęście refren wszystko nam wynagradza,
człowiek ma ochotę sam unieść się gdzieś między anioły.
Ach! Teraz w pewnym sensie najbardziej budujący utwór na tej kasecie. Cała
kaseta raczej wprowadza w nastrój "walki ze światem", ale piosenka
"My Last Farewell" jest do tego najlepsza. Jej słowa to 60% "I Hate
Your..." :). Jeżeli jesteś na kogoś zły to koniecznie posłuchaj -
podnosi na duchu i wprowadza w taki nastrój, że masz ochotę złapać za
miecz i siec dyskoli. A propos dyskuctwa - w tle tego utworu słychać
technociarski bassdrum... :)
Na uspokojenie, na końcu pierwszej strony, mamy balladkę "Dust
to Sand". Spokojna z bardzo miłymi skrzypcami (jak najbardziej
"naturalnymi").
Drugą stronę otwiera znany czytelnikom magazynu Morbid Noizz (numer 2/98,
jedenasty na płycie) "Glissando". Ten utworek jest esencją progresywności
na tym albumie. Częste zmiany, dużo dziwnych przejść akordów,
ogólnie ciekawie (i te ciężkie gitarki!). Potem już rozpędzeni mijamy
"Stay Gold" (fajne zwrotki, gorszy refren...) i "Far Away from Home"
(balladka). Zatrzymujemy się dopiero na "The Day of the Loner", kawałek z
tych bardziej "ulubieńszych". Zaczyna się wolno i pianinkowo, oczywiście
zaraz się rozpędza i będzie już tak biegł do końca. "He always wore
a long black coat and some real old working shoes". Następny bardzo
"budujący" i podnoszący nastrój kawałek. Całość kończy "Wheels of Time"
- rosnący, rosnący i wreszcie wybuchający w refrenie.
"Mephisto" jest produkcją, według mnie, zasługującą na określenie
art-metal. Niemalże napisałbym art-rock, ale na to gitary są trochę za
ciężkie (choć keyboardy czasami sprawiają wrażenie żywcem wyjętych z
Deep Purple). Myślę, że każdy człowiek, lubiący te klimaty i lubiący
muzykę ambitną, powiniem tego posłuchać, a nawet kupić, postawić na
półce i ładować się tą muzyką co pewnien czas.
autor: szalony KaPelusznik
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
zespół: Rough Silk
"Mephisto"
autor: szalony KaPelusznik
|
|