Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
86% |
| liczba ocen: |
181 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Scorpions "Acoustica"
|
Nazwa zespołu: Scorpions
Tytuł płyty: "Acoustica"
| Utwory: |
The Zoo; Always Somewhere; Life Is Too Short; Holiday; You & I; When Love Kills Love; Dust In the Wind; Send Me An Angel; Catch Your Train; I Wanted to Cry (But the Tears Wouldn't Come); Wind Of Change; Love Of My Life; Drive; Still Loving You; Hurricane 2001 |
| Wykonawcy: |
Klaus Meine - wokal; Rudolf Schenker - gitara; Matthias Jabs - gitara; Ralph Rieckermann - gitara basowa; James Kottak - instrumenty perkusyjne; Christian Kolonovits - fortepian; Johann Daansen - gitara; Mario Argandona - instrumenty perkusyjne; Ariane Arcu - wiolonczela |
Wydawcy: Warner Music
Rok wydania: 2001
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7
Kiedy tylko dowiedziałem się o zamiarze nagrania przez zespół Scorpions płyty z
akustycznymi wersjami swoich utworów, byłem wściekły. Najpierw eksperymentalny
"Eye II Eye", potem album z orkiestrą berlińską (skądinąd znakomity), a teraz
"unplugged". I pomyśleć, że zaraz po wydaniu "Moment Of Glory" Rudolf Schenker
zapowiedział, że następny album będzie stanowić powrót zespołu do "naprawdę
ciężkiego i szybkiego grania". Co prawda nie wierzę, że "skorpionów" stać jeszcze
na nagranie albumu chociażby dorównującemu "In Trance" czy "Blackout", ale wierzę
że wciąż stać ich na dobrą heavy-metalową muzykę. Z niecierpliwością oczekiwałem
więc kolejnego "krążka" zespołu, a gdy dowiedziałem się, że będzie to album
akustyczny, wściekłem się i postawiłem na Scorpionsach krzyżyk. Ot, odcinanie
kuponów - pomyślałem...
Mimo wszystko, gdy tylko album "Acoustica" pojawił się w sklepach muzycznych, z
wypiekami na twarzy poleciałem go kupić i w ekspresowym tempie wróciłem do domu.
W międzyczasie zdążyłem rzucić oko na okładkę (duże brawa dla grafika) i
przeczytać spis utworów - a niech to prawie same ballady - będę żałował -
myślałem... Kiedy jednak w końcu "krążek" wylądował w odtwarzaczu i poleciały
pierwsze nuty - zrobiło mi się wstyd. Po raz kolejny okazało się, że Scorpions
nadal są wielcy, a ja "dałem wielką plamę". Zgadza się - brakuje tu
najwspanialszego instrumentu na Ziemi - gitary elektrycznej, ale mimo to albumu
słucha się świetnie. Ale dosyć paplaniny, przejdźmy rzeczy...
Płyta została nagrana podczas trzech koncertów w Lizbonie - z 8,9 i 10 lutego
tegoż roku. Znalazło się na nim 9 wielkich hitów zespołu, 3 nowe utwory i 3
covery. W składzie zespołu drobne zmiany: powrócił basista Rieckermann, a za
fortepianem zasiadł znany z dyrygowania orkiestrą na "Moment Of Glory" Christian
Kolonovits, który wspólnie z zespołem zajął się produkcją płyty.
Pierwsza rzecz, która "rzuca się w uszy" podczas słuchania albumu, to doskonała
zabawa zgromadzonej publiczności. Chóralne okrzyki, klaskanie rytmu i aplauz po
każdym utworze - nie ma wątpliwości, że publiczność entuzjastycznie przyjmuje
każdą kompozycję. Szkoda, że Klaus Meine nie jest zbyt elokwentny i jego
"konferasjerka" ogranicza się tylko do podziękowań i zapowiedzi następnego
utworu. Zresztą można mu to wybaczyć, tym bardziej że jego wokal wciąż zachwyca.
Doprawdy - ten facet ma już 53 lata, a śpiewa tak, jak 20 lat temu!! Bez
wątpienia - w chwili obecnej jest to najmocniejszy punkt grupy. Gitarzyści -
Schenker i Jabs wypadają równie znakomicie. Okazuje się, że ci panowie "bez prądu
pod palcami" czują się tak samo dobrze jak mając "pod wiosłem" kilkadziesiąt
tysięcy watów.
Jeżeli chodzi o nowe wersje starych "kawałków" - wszystkie wypadają wprost
znakomicie. Naprawdę ciężko jest tu wyróżnić jakikolwiek utwór - wszystkie są
świetne. Jednocześnie szkoda, że zespołowi zabrakło odwagi (a może ochoty?) na
zmianę aranżacji piosenek. Szkoda, ponieważ wszystkie innowacje okazały się
"strzałem w dziesiątkę". Najlepiej wypada chyba "Holiday", zagrany z ogromną
werwą i czadem - to chyba najjaśniejszy punkt całego albumu. Ciekawie wypadają
"Send Me An Angel" z doskonale wyeksponowana linią basu (brawa!!!) i
najostrzejszy z wybranych "kawałków" - "Catch your train" - gdzie dodano
harmonijkę ustną i fortepian (choć w porównaniu z oryginałem utwór ten może
śmieszyć). W pozostałych kompozycjach innowacje ograniczyły się tylko do
wprowadzenia wiolonczeli, fortepianu, bądź chórku żeńskiego... Co prawda "Always
Somewhere" czy "The Zoo" i tak wypadają świetnie, ale czuć, że można było coś
tutaj zmienić...
Jedno jest pewne - słuchając tych utworów możemy podziwiać kunszt "skorpionów".
Kunszt i niesamowity talent do tworzenia niezwykle przebojowych i melodyjnych
piosenek. Weźmy na przykład utwór "Rock You Like A Hurricane", który brzmi
doskonale w oryginale, nieziemsko cudownie na płycie z orkiestrą i świetnie w
wersji akustycznej. Majstersztyk...
Doskonale wypadają także 3 covery. Wszystkie stanowią mocne punkty albumu i
słucha się ich z prawdziwą przyjemnością. "Dust In The Wind" zespołu Kansas oraz
"Drive" The Cars to wspaniałe, melodyjne kawałki świetnie wypadające w
akustycznej wersji. Natomiast "Love Of My Life" Queen, to przede wszystkim popis
Klausa Meine, któremu należą się wielkie brawa i słowa uznania. Naprawdę ciężko
jest dorównać komuś takiemu jak Freddie Mercury, a po wysłuchaniu wersji Klausa
można polemizować, która wersja jest lepsza.
Zupełnie nie przekonują mnie trzy nowe utwory. Najlepiej z nich wypada "When Love
Kills Love" z chwytliwym refrenem. W "Life Is Too Short" na wyróżnienie zasługuje
tylko refren, a "I wanted to cry (but the tears wouldn't come)" po prostu nudzi.
Główną wadą nowych piosenek jest to, że w ogóle "nie wpadają w ucho". Poza tym -
ile można pisać piosenek na ten sam temat? Mnie osobiście nie podobają się już
same tytuły. Panowie nie można w kółko o jednym!!
Główną wadą tego albumu jest... brak gitary elektrycznej. Nie, wcale się nie
czepiam. Ten instrument jest po prostu nie do zastąpienia. Kiedy słucham
akustycznych wersji "Still Loving You" czy "Wind Of Change" po prostu brakuje mi
tych świetnych, monumentalnych solówek Schenkera. Oczywiście w każdym utworze
sola występują, ale chociaż niczego nie można im zarzucić (np. "Hurricane 2001"),
to nijak mają się one do oryginałów.
Można czepiać się jeszcze wyboru piosenek (brak "Lady Starlight", tylko jeden
utwór z lat 1972-1978), ale to byłoby szukanie dziury w całym. Zresztą jest
jeszcze wersja DVD z 6 kolejnymi "kawałkami".
"Acoustica" to naprawdę dobry i warty polecenia album. Idealny na złą pogodę, czy
relaks po męczącym dniu (albo całodniowym słuchaniu death metalu). Teraz mam
tylko nadzieję, że kolejny album Scorpionsów będzie już "normalny", a na pomysł
nagrania płyty "unplugged" nie wpadnie Metallica...
autor: Elwood
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|