Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
82% |
| liczba ocen: |
56 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Sinister "Aggressive Measures"
|
Nazwa zespołu: Sinister
Tytuł płyty: "Aggressive Measures"
| Utwory: |
Intro (the Upcoming); Aggressive Measures; Beyond the Superstition; Into the Forgotten; Enslave the Weak; Fake Redemption; Chained in Reality; Emerged with Hate; Blood Follows the Blood |
Wydawcy: Nuclear Blast Records / Metal Mind Productions / Mystic Production
Rok wydania: 1998
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9
Sinister powrócił! Ci, którzy mieli mieli koszmary z powodu niepewności
o przyszłe losy Sinistera, mogą w końcu się wyspać. Mam przed sobą ich
nowy album.
Zacznę jednak od któtkiej notki o zespole dla tych nieco mniej
zorientowanych, których dopiero w tym momencie zespół
zainteresował. Otóż Sinister istnieje już spory kawał czasu.
Założony został mniej więcej około roku 1990. Wiadomo - nie to
samo, co Death (jeśli nie wiecie, co to jest Death,
tutaj skończcie czytać recenzję), ale i tak już
8 lat! I jak miło i szybko przy kochanym Sinisterze lata te
minęły. Ich debiutancki album "Cross the Styx" to kawał
solidnej muzy dla prawdziwych mężczyzn (i oryginalnych kobiet,
które zresztą cenię). Rzecz powaliła na ziemię z prędkością
światła, była szybka, techniczna, brutalna, podziemna, czego
więcej trzeba? Mnie w każdym razie niczego więcej. Drugi album
nosił nazwę "Diabolical Summoning" i wzbudzał kontrowersje. Jedni
uważali go za kiepski, inni z kolei podniecali się nim
nieziemsko. Ja zaliczam się do tych drugich, gdyż mamy tam
wszystko to, co na jedynce, plus jeszcze zniewalający klimat (nie
twierdzę, że na "Cross..." nie było klimatu). Poza tym
okładka rządzi (w wersji CD, na okładce kasety nie widać kilku
istotnych szczegółów!). Następnie były takie wydawnictwa, jak
"Hate" (uważany przez gitarzystę zespołu za najlepszy ich album),
oraz EPka "Bastard Saints". Wszystkie miało wspaniałe
okładki.
Teraz o ostatnim albumie. Okładka
nieco w innym stylu, nie tyle rysowana, co komputerowo robiona,
ale kultowo zajebista. I nie tylko okładka w tym wydawnictwie
jest kultowa! Ucieszeni? Sinister-maniacy? Po drodze ze sklepu do
domciu tradycyjnie w tramwaju rozpakowałem i oglądam. Hmmm...
bardzo fajna wkładka. Świetny koncept z tymi zdjęciami, długa
lista podziękowań, w której między innymi mamy kilka literek, które
cieszą, tj. Andy & Damnable... teksty pisane fajną czcionką,
wszystko estetyczne. Ogólnie OK. No, ale nie okładka jest tu
najważniejsza. Pominę te momenty zdenerwowania
i podniecenia jednocześnie, kiedy nie mogłem trafić
kompaktem do odtwarzacza i kiedy to... łups!
Chyba zaczynam opowiadać. Tak więc konkrety panowie i panie!
Numer jeden. Intro. Wtajemniczeni wiedzieć będą, że nie jest to
innowacja w twórczości Sinistera. Wykurwiste!!! Nie za bardzo
tandetne klawisze jako podkład do fortepianu spisują się lekko
mówiąc wspaniale. Dalej oczywiście z zaskoczenia, także
tradycyjnie, łup!!! Za głośno odtwarzacz! Prawie ogłuchłem.
Pierwsze, co przykuwa uwagę, to nowy wokal. Bo nie ma już starego
dobrego Mike'a! Teraz jest Eric. Wokal nieco inny: wyższe tony
nieco, ale mimo wszystko trochę bardziej brutalny. Teksty. Już
nie o satanizmie, co podkreśla sam Eric w wywiadach. Ale i tak
konkretne. A pierwsze wrażenia muzyczne? Niby ten sam styl,
a jednak trochę inaczej grają koledzy. Charakterystyczne zagrywki,
akcenty, solówy itp. zostały, ale wszystko inne jest zmienione.
Bez wątpienia album od pierwszej do ostatniej piosenki śmierdzi
swoim charakterystycznym klimacikiem. Jak zauważyliście, słowo
"charakterystyczny" bardzo do Sinistera pasuje. Tempo z reguły
stałe, ale jak kręcą, to już solidnie. Nie, nie aż tak jak na
"Legion" wiadomo kogo, ale i tak solidnie. Czyste (w końcu!)
brzmienie sprawia, że wszystko jest jakby brutalniejsze. Jednym
zdaniem: stara jazda Death Metalowa. I tak sobie idzie
"Aggressive Measures". Nie wiedzieć czemu, od razu z nowym
wokalistą zacząłem ich sobie na koncercie wyobrażać.
I stwierdziłem, że koncertowo to to musi wypaść rozpierdalająco!
Jak zajebiście się do tego drze ryja (wiem z praktyki)! Ja tu
gadu gadu, a tym czasem już kończy się "Beyond the Superstition"
i zaczyna się moja ulubiona "Into the Forgotten". Najmniej
melodyjny utwór tego albumu, ale za to najbardziej mnie chwyta
za jaja i gniecie. I znów wizja koncertu. Ja w tłumie razem
z wokalistą: "Into the Forgoooten, into the darkneess, into the
Abyyysssss, paralysed You stand by my side!!!" Killer! W tym
kawałku jest chwila, w której słychać sam bas. Jego brzmienie mi się
nie podoba, także tu minus dla Sinistera. Za to chwilę
później, mniej więcej w środku utworu, takie przyspieszenie
z nadwyżką wszystko rekompensuje, wywołując uśmiech na mojej twarzy.
Za chwilę zwolnienie daje się uszom we znaki. I znowu przyspieszenie. Wow!
To jedyne, co będziecie w stanie powiedzieć słuchając tego. Po
tym kawałku mamy nieco spokojniejsze "Enslaved the Weak", ale
przyspieszenie tradycyjnie być musi. Przeskoczymy co nieco teraz
i jesteśmy przy "Chained in Reality". Świetnie się zaczyna,
ale Was po tym, co napisałem wyżej, to chyba nie zdziwi.
"Emerged with Hate" macza stopy w stylu Hardcore'a,
oczywiście tego najbrutalniejszego. Na koniec prezencik. "Blood
follows the Blood" ma wspaniały tekst, ale przede wszystkim jest
wolne, walcowate i brutalne. Świetnie zamyka album.
Cóż mam powiedzieć? Podsumowanie? Po co? Lećcie do
sklepów, bo warto, album zabija i jest tym, który przyczynia się
powoli do przywrócenie wielkiej potęgi Death Metalu na scenie
metalowej. Jeśli nie rewolucja, to na pewno ewolucja (z którejś
reklamy to zerżnąłem). Do sklepów!!! Ale już!!!
autor: Beastorizer
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|