Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
94% |
| liczba ocen: |
655 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Slayer "South Of Heaven"
|
Nazwa zespołu: Slayer
Tytuł płyty: "South Of Heaven"
| Utwory: |
South Of Heaven; Silent Scream; Live Undead; Behind the Crooked Cross; Mandatory Suicide; Ghosts of War; Read Between the Lies; Cleanse the Soul; Dissident Aggressor; Spill the Blood |
| Wykonawcy: |
Tom Araya - wokal, gitara basowa; Kerry King - gitara; Jeff Hanneman - gitara; Dave Lombardo - instrumenty perkusyjne |
Wydawcy: American Recording Company
Rok wydania: 1988
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9
Jeśli rzucę okiem na półkę z kasetami i uważnie przyjrzę się niektórym z nich, nie będę miał wątpliwości, że najbardziej zmaltretowaną wkładkę i połamane pudełko ma "South Of Heaven" Slayer. Płyta ta jest dla mnie wyjątkowa. Darzę ją wielkim szacunkiem i sentymentem, stawiam ją wyżej niż "...And Justice for All" Metalliki(!?) oraz "Alison in Hell" grupy Annilihator. Dlaczego? Posłuchajcie...
Album rozpoczyna kawałek tytułowy - "South Of Heaven". Zaczyna się powolną melodią, która wraz z kolejnymi minutami nabiera prędkości. Tekst jest typowo dekadencki, traktuje o śmierci... Kolejny track "Silent Scream" to typowa thrashmetalowa młócka, zmuszenie jednak do refleksji na temat aborcji. Czy pozostaniecie obojętni na cierpienie drugiego człowieka? Jedziemy dalej, trochę wolniejszy "Live Undead". Araya śpiewa zachrypniętym głosem. Następny jest "Mandatory Suicide". Zarówno muzycznie, jak i tekstowo jest dla mnie doskonały. Powolny, ale ciężki, melodia szybko wpada w ucho. Pod koniec słyszymy żołnierza, który wspomina okropności wojny. Mnie osobiście ten numer kojarzy się z "One" Metalliki. Po "Obowiązkowym samobójstwie" następuje czas na "Ghosts Of War". Szybki, thrashowy numer, nie jest tak ciężki jak poprzednik, ale również wpada w ucho, liryk to jeszcze kilka słów w wojnie... "Read Between The Lies" jest typowym manifestem chęci wyrwania się z okowów głupoty i ciemnoty. To atak na różne grupy religijne oraz ich kapłanów, zbawienie za pieniądze i puste obietnice. Zarówno wokal jak i muzyka są agresywne, "jęczace". "Spill The Blood" - podmiot liryczny może być naszym przewodnikiem, ukazuje nam przeszłość, przyszłość, teraźniejszość... Daje nam doświadczyć wielu rozkoszy, zdobyć doświadczenie... Jedynym jego wymaganiem jest poświęcenie ofiary - z własnego życia.
Specjalnie na koniec zostawiłem sobie utwór "Dissident Aggressor". Wielu z was, ale może nie wszyscy, wiedzą iż jest to cover słynnego w heavy metalowym światku zespołu Judas Priest. Kawałek jest świetny w wersji oryginalnej (z tym charakterystycznym piskiem Halforda), slayerowa interpretacja jest również niczego sobie. Warto wspomnieć przy okazji coverów, że utwory "Silent Scream" oraz "Mandatory Suicide" zostały nagrane przez dwa polskie zespoły, odpowiednio Vader i Decapitated. I muszę przyznać, że oba wyszły znakomicie (słyszałem także wersje koncertowe).
Jak zapewne zauważyliście, cały ten album jest swego rodzaju manifestem, protestem przeciwko społeczeństwu, otaczającej nas rzeczywistości. Zmusza do refleksji, przemyśleń. Jeśli lubicie thrash i te charakterystyczne brzmienie rodem z Bay Area, musicie tej płyty posłuchać. Polecam.
autor: Trygław
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
| |
Slayer "South Of Heaven"
Marcin Kutera (gość, IP: 46.112.105.*), 2011-11-18 16:42:57
| odpowiedz | zgłoś
Powyższa recenzja słaba!!!. Jak można pisać "nie wiem czy wszyscy wiedzą że jest tu cover Judasów (...)". K...a!!! wszyscy wiedzą!!!! o co Ty posądzasz fanów Slayer????!!!! SOH to jedno z ponadczasowych dzieł w historii światowego rocka a Ty dajesz tylko 9 punktów????!!!!
Gościu ta płyta jest jedną z najbardziej ekspresyjnych a zarazem technicznych płyt. Tu słychać ciężkie gitarowe brzmienie, genialne naprzemienne solówki do tego wręcz jazzowe wystukiwanie Lombardo w rytm ciężkich jakże rytmicznych, równych i mrożacych krew w zyłąch riffów Hannemana i Kinga.
South of Heaven wchodzi w skład wg mnie tzw "Trylogii" Slayer.
1. Reign in Blood
2. South of Heaven
3. Seasons in the Abyss
|
| |
re: Slayer "South Of Heaven"
scum (gość, IP: 87.204.206.*), 2012-05-16 11:25:18
| odpowiedz | zgłoś
nic dodać nic ująć
|
| |
South Of Heaven
vonsmroden (gość, IP: 178.73.48.*), 2010-10-09 23:59:57
| odpowiedz | zgłoś
czy Reign In Blood, która lepsza nie umiem wybrać. Ale to właśnie od south of... zacząłem słuchać Slayera i diabła zasadniczo, wiec obiektywny być nie potrafię. Miazga!
|
| |
Tak
misia basia (gość, IP: 83.2.8.*), 2010-06-20 12:13:45
| odpowiedz | zgłoś
To wspaniała płyta.Ponadczasowa.
|
| |
Paradoks!
barnabas (gość, IP: 79.173.5.*), 2010-03-09 22:29:36
| odpowiedz | zgłoś
Najbardziej przerażająca i zarazem najbardziej zabawna płyta jaką kiedykolwiek słyszałem :) Nie ma prawa się znudzić!
|
| |
Najlepszy album Slayera
Pablo Poznań (gość, IP: 79.186.40.*), 2010-01-13 15:47:28
| odpowiedz | zgłoś
Mistrzostwo świata w ponurych, chorych riffach. Mistrzostwo również za odwagę, za udany eksperyment po ultraszybkim RiB, zwycięstwo artystów nad modą na prymitywne łojenie. Niemal każdy riff na tym krążku to dzieło sztuki, to dowód że aby zbudować atmosferę nie potrzeba lipnych chórków, trąbek i jakiś zjebanych wstępów. Partie garów na tym albumie hmmm wiecie jakbym nawet słuchał samych garów z tej płyty, byłoby to wielką przyjemnością. Wszyscy się zachwycają RiB, dla mnie to też dobra płyta ale SoH bije ją kompozytorsko na głowę.
|
| |
re: Najlepszy album Slayera
vaderhead (gość, IP: 83.27.49.*), 2010-01-13 15:51:40
| odpowiedz | zgłoś
zgadzam się w 100 % !!! ta płyta podoba mi się dzisiaj tak samo jak te 20 lat temu, wtedy, gdy usłyszałem te bębny, solówki byłem w szoku
|
| |
re: Najlepszy album Slayera
Priest Kris (gość, IP: 83.238.92.*), 2010-01-22 23:03:55
| odpowiedz | zgłoś
Ja akurat jestem fanem Judas Priest i ciekawe jest to, że nieświadomymi prekursorami speed/trash metalu w kilku kompozycjach na różnych wczesnych płytach byli właśnie chłopcy z Priest. Dissident Agressor to kawałek z 77 roku, a w wersji oryginalnej jest naprawdę niezły i ciężki, zupełnie odmienny od innych kompozycji z płyty Sin After Sin. No a teraz do Slayera. Oczywiście, znałem coś tam słyszałem ale nigdy nie słuchałem. Powiem Wam, że płyta South Of Heaven mnie po prostu rozjebała. Jedynym minusem to słabe solówki - ale tutaj chłopaki nigdy nie brylowali. Natomiast riffy, to jest jeden zmasowany, finezyjny i w pełni dopracowany atak. Zmiany tempa i co ciekawe fragmentami tylko podwójna stopa Lombardo co uznaje za wielki atut (podwójna stopa od zawsze zamulała mi brzmienie, jak była przesadnie stosowana) to kolejny plus. Reasumując, mnie przypadła o wiele bardziej do gustu niż wychwalana Reign In blood.
|
| |
re: Najlepszy album Slayera
wlodar (gość, IP: 87.204.210.*), 2012-05-15 14:06:57
| odpowiedz | zgłoś
Słabe solówki? No bez jaj! Są genialne, idealnie pasują do chorego i paranoidalnego charakteru muzy Slayera! Kerry i Jeff są dużo bardziej pomysłowi od takiego Hammetta! Po prostu mistrzostwo!!
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|