Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
79% |
| liczba ocen: |
39 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Sonic Youth "NYC ghosts & flowers"
|
Nazwa zespołu: Sonic Youth
Tytuł płyty: "NYC ghosts & flowers"
| Utwory: |
free city rhymes; renegade princess; nevermind (what was it anyway); small flowers crack concrete; side2side; streamXsonic subway; nyc ghosts & flowers; lightnin' |
Wydawcy: Geffen Records, Inc.
Rok wydania: 2000
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9
Nowa płyta Sonic Youth zaskakuje. Wprawdzie zespół ten nigdy nie rozpieszczał
naszych uszu, jeśli chodzi o przyjazność dżwięku dla przeciętnego rockowego
fana, lecz tym razem struktura "piosenek" nowojorczyków uległa jeszcze
większemu poszarpaniu. Utwory rozwijają się powoli, mozolnie i przeważnie
rozpoczynają je pojedyncze dżwięki gitar, które dopiero wraz z trwaniem
tematu "rokręcają się" niekiedy do niesamowitego hałasu. Właśnie hałas
w postaci różnorakich szumów i jęczeń gitar spotęgowany jest powolnym
tempem przytłaczającej części utworów (z wyjątkiem "streamXsonic subway").
Płytę rozpoczyna dość przystępny "free city rhymes", gdzie ładna
linia wokalna wspomagana jest przez melancholijne brzmienie gitar,
udanie tworzących główny temat (choć mamy tu też trochę hałasu). W
następnym "renegade princess" zespół ostro przyśpiesza pod wielokrotnie
powtarzającego te same linijki tekstu Thurstona Moore'a.
Dalej jest "nevermind...", już ze śpiewającą Kim Gordon, prywatnie panią
Moore i z nieco abstrakcyjnym tekstem w rodzaju: "chłopcy na jowisza/
by stać się głupszymi/ dziewczyny na marsa/ stać się gwiazdami rocka"
- znowu z dysonansami i nietypowymi zagraniami gitar, podobnie zresztą
jak następny w kolejce "small flowers crack concrete". Dochodzimy w
końcu do trzech utworów będących ozdobą tej płyty. Najpierw "streamXsonic
subway", najkrótszy i najszybszy z tego zestawu. Nerwowo wyrecytowany,
zagrany z pasją, przerwany niesamowitym pojedynczym dżwiękiem gitary,
której odgłos przypomina niemalże skrecze z mocno zdartej winylowej
płyty. Jak oni wydusili takie coś ze zwykłej gitary!
"side2side" jest już zupełnie inny. Ciche pobrzękiwanie w tle, smutna
i tajemnicza melorecytacja Kim Gordon różnych często przeciwstawnych
wyrazów, między które wetknięto właściwy tekst kompozycji. Tytułowy
utwór to przede wszystkim nastrój grozy wielkiego miasta, napięcie
i także recytacja fascynującej historii, której finał ma związek z
nowojorskimi duchami (z kwiatami chyba nie). Kompozycja ta rozwija się do
monotonnego rzężenia wszystkich trzech gitar - tego trzeba posłuchać! Po
takiej dawce wrażeń można już spokojnie przebrnąć przez eksperymentalne
"lightnin'", niepotrzebnie zabierającego czas i tak krótkiej płycie
(Gordon niewiarygodnie tu FAŁSZUJE).
Nie ulega wątpliwości, że Sonic Youth to grupa nie zważająca na nic. Gra
swoją właściwie skrajnie niekomercyjną muzykę bez odniesień do modnych
aktualnych trendów. Ba, nawet do swoich wcześniejszych płyt. Ta nie
przypomina żadnej z nich albo co najwyżej rozwija niektóre patenty
brzmieniowe. Jestem przekonany, że nas jeszcze zaskoczą, a tymczasem
cieszmy się ich nową płytą - krótką, lecz nie przegadaną, praktycznie bez
niepotrzebnych dżwięków (może z wyjątkiem "lightnin'"). Jednym słowem
świetna forma!
autor: Andrzej "Endriu" Krawecki
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|