Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
58% |
| liczba ocen: |
58 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Source of Tide "Ruins of Beauty"
|
Nazwa zespołu: Source of Tide
Tytuł płyty: "Ruins of Beauty"
| Utwory: |
Raven Goddess; Symphony of the Sovereign; The Awakening; Chains of Mythic Fantasy; Autumn Leaf; Final Battle; Ye' Memories of Sad Rebirth; Who Am I? |
| Wykonawcy: |
Targenor - gitara basowa; Lord PZ - wokal; Cosmocrator - instrumenty perkusyjne, syntezatory; Pendragon - gitara prowadząca, syntezatory; Taranis - gitara rytmiczna |
Wydawcy: Candlelight / Mystic Production
Rok wydania: 2000
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10
Niemal zawsze, gdy zaczynam myśleć, że w muzyce metalowej nie można już
stworzyć nic oryginalnego, że wszystkie pomysły zostały już wypalone,
a debiutanci potrafią jedynie podrabiać swych mistrzów, nagle pojawia
się bliżej niezidentyfikowany twór, który zaprzecza tej pesymistycznej
teorii. Udowadnia, że gdzieś w mrocznej otchłani wciąż jeszcze egzystują
uzdolnieni artyści, którzy potrafią wyczarować cudowne i urzekające
dźwięki. Jedni z nich ukrywają się właśnie pod nazwą Source of Tide.
Trudno przypiąć tej muzyce jedną, konkretną etykietkę. Trudno
jednoznacznie zdefiniować styl, jaki zespół tu prezentuje. Jeśli pojawiają
się tego typu dylematy, wiadomo już, że mamy do czynienia z prawdziwą
sztuką i mistrzowskim wykonaniem. I rzeczywiście, wszystko to doskonale
uwidoczniono w każdej kompozycji zawartej na tym albumie. "Ruins of
Beauty" to efektowna i przede wszystkim niezwykle spójna mieszanka
różnych, zdawać by się mogło dalekich od siebie, gatunków muzycznych -
metalowy rdzeń, symfoniczna dusza, gotycka głębia i mrok... Mistyczne,
delikatne klawisze fantastycznie nakładają się na ciężkie, "przybrudzone"
gitary. Szaleństwo i surowość wspaniale splatają się z monumentalnym
klimatem, majestatem i wspaniałymi, głębokimi melodiami. Tempo jest raczej
średnie, choć momentami robi się do szpiku kości norwesko i blackowo
(początek "Final Battle" jakoś tak dziwnie kojarzy mi się z Emperorem -
ta specyficzna melodia). Source of Tide nie jest jednak jeszcze jedną
kapelą spod znaku "symfonicznej czerni". Przez "Ruins Of Beauty"
przenikają także doomowe, a nawet klasyczne heavy metalowe (dalekie
od trendu) wątki. A całość oblana jest niezwykle wzniosłym, prawdziwie
symfonicznym sosem. Momentami przypomina to nawet muzykę filmową. No i
ten mrok, niepokój, dramatyzm... Niby tak potrafi wielu... To prawda,
tyle tylko, że nie wszyscy osiągają tak spójny i wstrzącająco dojrzały
efekt. Nie wszyscy potrafią zamienić dźwięk w spektakl, w niemal
mistyczne przeżycie. Teatralność na pewno podsyca niesamowity głos... I
tu należałoby na chwilę się zatrzymać. Właścicielem zniewalających
wręcz wokali jest Lord PZ znany już z Peccatum. Dopiero teraz jednak tak
naprawdę uzewnętrznił swój talent, w Peccatum bowiem musiał się dzielić
tą rolą z siostrą i szwagrem. Nie wiem czemu, ale gdy słyszę TEN śpiew
przechodzą przez mnie dziwne ciarki... Jest tu trochę blackowej maniery,
ale zdecydowanie dominują epickie, majestatyczne, jedyne w swoim rodzaju
partie. Wszystkim zainteresowanym polecam raczej ten słuchowy kontakt
(zamiast nawet najbardziej arystokratycznych epitetów).
Source of Tide bez wątpienia nagrał bardzo udany i poniekąd nowatorski
album. Album pełen pasji, wyczucia i mistrzostwa. Profesjonalizm w każdym
calu - po prostu.
autor: Margaret
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|