Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
94% |
| liczba ocen: |
36 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Spock's Beard "The Light"
|
Nazwa zespołu: Spock's Beard
Tytuł płyty: "The Light"
| Utwory: |
The Light; Go The Way You Go; The Warer; On The Edge |
Wydawcy: Giant Electric Pea
Rok wydania: 1996
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9
Spock's Beard zadebiutował albumem "The Light" w roku 1996. W niedługim
czasie uznawany był już zgodnie za jeden z najlepszych zespołów
progrockowych lat 90, muzycy zaś zapraszani byli do wspólnych projektów
z największymi (Nick D'Virgilio z Genesis, Peterem Gabrielem czy Tears
For Fears; bracia Neal i Alan Morse z Bruffordem i Levinem; znów Neal
śpiewający z Ayeron, skończywszy na najważniejszym progrockowym bandzie
przełomu tysiącleci - Transatlantic, którego liderem jest właśnie
Neal). Liczne plebiscyty co roku wybierają Spock's Beard grupą roku,
Neala Morse'a zaś najlepszym kompozytorem/muzykiem.
Dlaczego kalifornijska grupa zrobiła taką karierę? Przyczynę słychać już
od pierwszych dźwięków otwierającej debiut piętnastominutowej suity "The
Light". Cudowny liryczny początek, kiedy słuchacz od razu zakochuje się w
głosie Neala Morse'a, przechodzi w wirtuozerski popis rodem z najlepszych
płyt Gentle Giant. Kolejne przenikające się części kompozycji, ballady
idealnie połączone z agresywnymi (w dość oczywiście delikatnym znaczeniu
tego słowa) partiami instrumentalnymi, solówkami gitar i klawiszy na
naprawdę interesującym poziomie, nagłe zmiany tempa, świetne przejścia,
zarazem piękne pasaże. To wszystko od razu daje poczucie obcowania
z czymś wielkim - z grupą która zawojuje świat. I te chórki - znów
przywołujące na myśl Gentle Giant, choć tak naprawdę zespół pokaże na
co ich stać dopiero na następnej płycie. Kiedy nagle wszystko cichnie i
akustyczne gitary rozbrzmiewają w szybkim rytmie flamenco, który stanowi
preludium do pasjonującego "przedstawienia" wokalnego, nikogo to nie
zaskakuje - pierwszych 10 minut wystarcza już bowiem by bezgranicznie
wielbić "Brodaczy". I finał, godny tej niesamowitej kompozycji, po którym
następuje delikatny powrót do rozpoczynającego utwór motywu.
Ktoś oczekiwał rozluźnienia... nie? Znów potężne dźwięki - "Go The Way You
Go". Lecz zaraz po nich najpiękniejszy temat z całego albumu, cudownie
rozmarzony. Lekkie podkręcenie tempa w kolejnym motywie, wybuch. Nie,
jeszcze nie teraz? Już. Świetna gra poszczególnych instrumentów,
która tworzy genialną całość. I następuje śliczna, jakże optymistyczna
ballada. Przechodzi w kolejny piosenkowy motyw, który nie psuje wrażenia,
a stanowi jedynie naturalną progresję kompozycji. Świetne wokale cały
czas wspierane są przez odważną grę instrumentów. Wszystko nabiera tempa,
w końcu nadchodzą dłuższe partie, gdzie mogą pokazać pełnię swej klasy. Na
uwagę zasługują w tej części zwłaszcza jazzowa sekcja i pianino... lekkie
wyczekanie i powrót do balladowego motywu, znacznie mocniejszy tym razem,
później uspokaja się, lecz wszystko cały czas zachowuje przejrzystość i
logikę. Oczywiście rozmarzone chórki i finał. Kolejny mocny powrót - do
początkowego tematu, który teraz przepięknie interpretuje solowa gitara.
"The Water", najdłuższa, 23-minutowa suita. Do pianina dołączają pozostałe
instrumenty i wśród wirtuozerskich popisów wyłaniają się potęgujące
brzmienie chóry. Nagle wszystko wybucha i pojawia się motyw klawiszy,
jeden z tych, które są znakiem firmowym grupy. Dwie świetne, lekkie, lecz
zarazem jednak pełne agresji piosenki, które teraz następują, wieńczy
mocne nie tylko ze względu na tekst "FU". Wolna i naprawdę śliczna ballada
"I'm Sorry", po której wracamy do szybszych piosenek. Cały czas mamy do
czynienia ze świetnymi aranżacjami i żaden instrument nie pozwala sobie
na choćby chwilę odpoczynku. Ostatnia partia - "Reach For The Skye" to
kolejna piękna pieśń, zdominowana przez chóry, po wyciszeniu przechodzi
w patetyczny, lecz jak zawsze pełen optymizmu finał.
Ostatni utwór - "On The Edge" - to interesująco zaaranżowana żywa
piosenka, która rozbudza słuchacza i na koniec wyprowadza go ze świata,
w którym zanurzają go pierwsze trzy kompozycje.
Na dodatkową uwagę zasługują teksty na płycie. Są naprawdę ciekawe,
wzięte z życia, lecz nie nazbyt osobiste. Na pudełku naklejony jest
również napis ostrzegający przed przekleństwami, ale nie należy brać go
zbyt poważnie, odnosi się to tylko do jednego fragmentu, w którym jest
to w dodatku uzasadnione logiką opowieści.
Ta płyta to mus dla współczesnych miłośników rocka progresywnego,
otworzyła ona Spock's Beard drogę do sukcesu. Gdyby ktoś chciał ją
zaszufladkować, użyłby zapewne sformułowania - "prog-soft-lyric-metal",
bardziej ze względu jednak na progmetalową kompozycję, niż na
brzmienie. Zasłużenie wystawiam notę 9.
autor: Dariusz "Brajt" Wędrychowski
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
zespół: Spock's Beard
"Octane"
autor: Tomasz "YtseMan" Wącławski
"The Light"
autor: Dariusz "Brajt" Wędrychowski
|
|