Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
94% |
| liczba ocen: |
39 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Stone Temple Pilots "Shangri-La Dee Da"
|
Nazwa zespołu: Stone Temple Pilots
Tytuł płyty: "Shangri-La Dee Da"
| Utwory: |
Dumb Love, Days of the Week; Coma; Hollywood Bitch; Wonderful; Black Again; Hello, It's Late; Too Cool Queenie; Regeneration; Bi-Polar Bear; Transmission from a Lonely Room; Song for Sleeping; Long Way Home |
| Wykonawcy: |
Scott Weiland - wokal; Dean DeLeo - gitara; Robert DeLeo - gitara basowa; Eric Kretz - instrumenty perkusyjne |
Wydawcy: Atlantic Recording Corp.
Rok wydania: 2001
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9
"Shangri-La Dee Da" to mieszanka mocnego post grunge'u oraz psychodelicznego
popu. 50% tekstów na płycie traktuje o miłości Scotta do Mary oraz syna Noah.
Najnowszy album Stone Temple Pilots zawiera cząstki poprzednich płyt - "Core",
"Purple", "Tiny Music..." oraz "No. 4", słychać to dośc wyraźnie w wielu
utworach. To płyta od której (jak z resztą od wszystkich płyt STP) po trzecim
przesłuchaniu nie można się uwolnić. Możemy tu posłuchać dojrzałej, głębokiej i
przede wszystkim dobrej muzyki. "Shangri-La Dee Da" to druga (po "Core") płyta
nagrana przez Pilotów na trzeźwo, więc każdy, kto chce się przekonać jak brzmią
STP 100% drug free :), proszeni są o włączenie sobie Shangri.
Płytę otwiera maksymalna rzeźnia, coś jakby mieszanka "Sex Type Thing" z "Down",
czyli "Dumb Love", następnie mamy singlowy "Days of the Week", utwór niemal
popowy, który muzycznie może kojarzyć się z "Tiny Music"..., ale nie musi :).
Trzeci numer "Coma" to kolejny czad - mieszanka solowego Weilanda z "No. 4".
Ostatni kawałek "Long Way Home" może się trochę kojarzyć z numerem "Where the
River Goes" z "Core". Numer wydaje się ciągnąć bez końca, ale w finiszu następuje
zajebisty przeskok tempa - odlot. Kawałki numer 5 oraz 12 do akustyczne ballady,
według mnie wybitne. "Wonderful" - utwór dedykowany żonie Scotta Mary -
prawdopodobnie będzie trzecim singlem, natomiast "Song for Sleeping" to kołysanka
dla syna Scotta, ten numer to chyba najbardziej emocjonalny utwór w historii STP
(nie licząc solowego Weilanda). Teraz nowe wibracje, czyli kawałki numer 6, 7, 8,
9, 10 i 11. Te sześć kompozycji to coś w rodzaju silnej psychodramy, psycho-popu,
nie wiem jak to określić, utwory są bardzo osobiste, muzyka nie jest ostra, ale
nie jest też lekka, wszystkie z tych kawałków są warte uwagi. Od "Bi-Polar Bear"
(mistrzostwo świata), przez "Hello, It's Late" (nieprawdopodobny numer), po
"Regeneration" i "Black Again". Nie mógłbym zapomnieć o "Hollywood Bitch",
numerze utrzymanym w konwencji "Big Bang Baby", w którym wokal jest zabarwiony
podobnie jak w "Crackermanie" z "Core". Kawałek "Too Cool Queenie" to lekki
najazd na Courtney Love, oficjalnie nie pada jej nazwisko, ale wiadomo o kogo
chodzi. Warty przesłuchania jest też song "Transmission from a Lonely Room",
tutaj bardzo czuć atmosferę nowej płyty.
Daję temu albumowi 9 punktów w skali od 1 do 10. Jest to świetna płyta, inna niż
pozostałe dokonania STP, choć nie brak tutaj nawiązań do poprzednich albumów.
Trzeba ją przesłuchać kilka razy by docenić potencjał Pilotów. Trudno określić
styl grania STP. "Core" można podciągnąć pod grunge, "Purple" pod rock/hard rock,
"Tiny Music..." pod 100% psychodelię, "No. 4" pod hard rock, no, a "Shangri-La
Dee Da"? Może rockowa psychodrama? :)
autor: Rafał "FH 3:16" Tomasiak
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
| |
Na płycie nie ma wogóle post grunge
Rufyl (gość, IP: 83.10.227.*), 2008-09-07 00:46:15
| odpowiedz | zgłoś
Widać tu powrót do stylu typowego grunge z lat 80. podobnego do Soundgarden, czy candlebox
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|