Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
90% |
| liczba ocen: |
178 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Theatre Of Tragedy "Velvet Darkness They Fear"
|
Nazwa zespołu: Theatre Of Tragedy
Tytuł płyty: "Velvet Darkness They Fear"
| Utwory: |
Velvet Darkness They Fear; Fair And Guiling Copesmate Death; Bring Forth Ye Shadow; Seraphic Deviltry; And When He Falleth; Der Tanz Der Schatten; Black As the Devil Painteth; On Whom The Moon Doth Shine; The Masquerade and the Phoenix |
Wydawcy: Massacre Records / Morbid Noizz
Rok wydania: 1996
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9
Nigdy nie przekonałam się do debiutanckiej płyty Theatre Of Tragedy. I
ten dystans pozostał do dziś. Wciąż uważam, że był to kolejny wtórny
krążek, a muzyka jaka go wypełniała zbyt mocno kojarzy się z pewnymi
(wiadomo jakimi) grupami. Ponieważ pierwsze wrażenie zwykle jest bardzo
ważne i czasem trudno zatrzeć niemiłe wspomnienia, długo zwlekałam przed
zapoznaniem się z kolejną płytą Theatreów. W końcu "Velvet Darkness
they Fear" pojawił się obok mnie. Bez większego entuzjajzmu postanowiłam
jednak zaryzykować, by sprawdzić, kogo zespół skopiuje tym razem...
Jakież było moje zdziwienie, gdy zamiast bezmyślnego powielania
Paradise Lost czy My Dying Bride do moich uszu rozlała się niezwykle
majestatyczna, uczuciowa i wzniosła muzyka. Owszem, Theatre Of Tragedy
nadal pozostawał pod wpływem swych poprzedników, ale jednocześnie ukazał
coś dotąd nieznanego, coś zarezerwowanego tylko dla nich. Zestawienie
mocnego, surowego growlingu Raymonda z pięknym sopranem Liv Kristine
zaczęło nasuwać skojarzenia z piękną i bestią. Dziś tego typu rozwiązania
wokalne nie są zbyt oryginalne, a często wręcz męczące i zbyt oczywiste,
ale w momencie ukazania się "Velvet Darkness They Fear" było to w jakimś
stopniu nowe i niepowtarzalne. Nie nowatorskie, wszak już wiele zespołów
wcześniej stosowało podobny patent. "Velvet Darkness They Fear" był na
pewno jednym z pierwszych albumów, na których tak odważnie wykorzystano
kobiecy głos. Wcześniej śpiewająca dama w zespole doomowym była raczej
ciekawostką, dodatkowym uzupełnieniem, tu natomiast sopran na równi
współistnieje z growlem. Świat kontrastów - po prostu... Podobna rzecz
ma się z dźwiękami. Delikatne klawisze splecione z ciężkimi, doomowymi
gitarami, pełne romantyzmu melodie, okryte całunem mroku... Ta muzyka to
teatr, sztuka, poezja. Przypomina dotyk uśpionej nocy, kwiecisty poemat,
okraszony wonią namiętnej erotyki... Mnóstwo w tym wszystkim rozmarzenia,
bliżej nieokreślonej tęsknoty, piękna, głębi... Tą płytą Theatre Of
Tragedy udowodnił, że Norwegia ma wiele twarzy, a mroczny black metal
tak naprawdę jest tylko jedną z nich. Udowodnił także (właściwie przede
wszystkim), że mimo niezaprzeczalnych inspiracji (zresztą od pewnych
wzorców trudno uciec, ktoś zawsze jest pierwszy...) potrafi wykreować
wyjątkowy klimat, własny niepowtarzalny styl. I trudno się z tym nie
zgodzić obserwując współczesną "klimatyczną" scenę. Trudno nie dostrzec,
że to właśnie Teatr Tragedii stał się jedną z największych inspiracji
dla nieco młodszych wykonawców.
Nie ma wątpliwości, że obecie "Velvet Darkness they Fear" to klasyka
"klimatycznego" grania. Nie ma wątpliwości, że ta płyta zapewniła
Theatre'om wyjątkową pozycję w bardziej wrażliwych serduszkach. I nie ma
wątpliwości, że właśnie tu zespół się odnalazł, tworząc coś absolutnie
przepięknego, monumentalnego i ujmującego. A pomyśleć, że z takim
sceptyzmem podchodziłam do tego dzieła...
autor: Margaret
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|