Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
82% |
| liczba ocen: |
216 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Tiamat "A Deeper Kind Of Slumber"
|
Nazwa zespołu: Tiamat
Tytuł płyty: "A Deeper Kind Of Slumber"
| Utwory: |
cold seed; teonanacatl; trilion zillion centipedes; the desolate one; atlantis as as a lover; alternation x 10; four leary biscuits; only in my tears it lasts; the whores of babylon; kite; phantasma de luxe; moyt marilyn; a deeper kind of slubmer |
| Wykonawcy: |
Lars Skold; Anders Iwers; Thomas Petersson; Johan Edlund |
Wydawcy: Century Media Records
Rok wydania: 1997
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6
Właściwie nie miałem kupować tej płyty. Po tym, co usłyszałem na
Metalmanii, uznałem, ze Tiamat kończy się dla mnie na "Wildhoney". Ale w
końcu przeważył sentyment, no i fakt, że miałem kasę. Kupiłem.
Po pierwszym przesłuchaniu stwierdziłem, że 16 zł poszło w błoto. Płyta
mi się nie podobała, w porównaniu do "Clouds" była beznadziejna. Nie
załamałem się jednak i mężnie przesłuchiwałem ją jeszcze parę razy. O
dziwo znalazłem kilka jaśniejszych stron.
Całość zaczyna "Cold Seed", promowany wcześniej w mediach. Spokojny
początek, a później wejście ostrej gitary, która robi wrażenie klimatu
techno. Na szczęście tylko robi wrażenie. Później "Teonanacatl", utwór w
którym słyszałem dawne Tiamat, jeszcze z "Wildhoney". Bardzo dobry wokal
(może nawet chóralny śpiew) i powolny rytm tworzą naprawdę ciekawy klimat.
Niestety dwa kolejne utwory: "Trilion Zillion Centipedes" i "The
Desolate One" to już techno. Nie słychać gitary, całość opleciona jest
przez powolny, denerwujący rytm. Wokal sprowadzony do postaci szeptu jest
chyba najlepszą stroną tego utworu, ale i tak to najgorszy kawałek na
płycie. Po tych dyskotekowych klimatach usłyszałem szum morza. Tiamat
lubi takie odgłosy natury i to jest też zapowiedź bardzo dobrej,
nastrojowej ballady. Choć podobieństwo nie jest wielkie, to "Atlantis
As A Lover" od razu skojarzyło mi się z "Do You Dream Of Me". W tym
utworze widać (a raczej słychać) fascynacje Pink Floyd. Po zakończeniu
piosenki szum morza nie ustaje - zostajemy przeniesieni do kolejnego
"Alternation X 10". Podobny klimat, choć nieco ostrzejszy refren i
przepiękna gitara. Johana zainteresowały też orientalne klimaty, czego
wyrazem jest "Four Laery Biscuits". Na szczęście nie słychać tam
tradycyjnych orientalnych instrumentów ani zaśpiewów, ale wrażenie jest
dość mocne, choć niezbyt pozytywne. Następne dwa utwory: "Only In My
Tears It Lasts" i "Whores Of Babylon" to znowu techno, techno, techno i
brak powiązania z metalem. I o ile w "Only ..." rytm ten slychać tylko
gdzieś w tle, to w "Whores..." jest już na pierwszym planie i
nie bardzo jest do zniesienia. Później mamy kolejne uspokojenie i śliczną
(inne słowo mi się po prostu nie nasuwa) balladkę instrumentalną "Kite".
Cóż, na jakiejś płycie Clahhad zrobiłaby duże wrażenie, bardzo nastrojowa
ze wspaniałym brzmieniem klawiszy, ale do ogólnego klimaty płyty jakoś mi
nie pasuje. Potem usłyszałem nareszcie coś bardzo znajomego. Pamiętacie
"ptaszki", którymi zaczyna się "Wildhoney"? Też tu są. Rozpoczynają dwa
zdecydowanie najlepsze utwory płyty: "Phantasma de Luxe" i "Mount
Marilyn". Niby nie są niczym specjalnie wspaniałym, ale po kilkukrotnym
przesłuchaniu płyty uznałem, że kupno jej nie jest błędem. I bardzo dużą
rolę odegrały w tym właśnie te utwory. Wreszcie nie słyszę techno tylko
napięty, chrapliwy wokal Edlunda, gitarę w tle i głęboki rytm perkusji oraz basu.
I na koniec tytułowe "A Deeper Kind Of Slumber". Niezły utwór w
stylu Depeche Mode i J-M. Jarre (serio), ale jak na końcówkę i "sztandar"
płyty zdecydowanie za słaby.
To tyle, jeśli chodzi o "analizę". Wrażenia po "A Deeper..." są mieszane. Na
pewno nie spodoba się osobom, które z twórczości Tiamat uznają tylko "The
Astral Sleep" i "Sumerian Cry". Jest po prostu inna. Nie jest taka tragiczna,
jak się by wydawało na początku, ma swoje dobre strony. Jedno jest pewne -
nie jest to ich najlepsza płyta. Ale też nie można powiedzieć, ze Edlund
odwrócił się całkiem od metalu i powędrował w strone techno. Gdyby nie
dwa utwory "The Desolate One" i "Only...", można by powiedzieć, że to po
prostu bardzo lekki i melodyjny doom, może coś w stylu Anathemy i ich
"Eternity". Gdyby...
autor: Tiamat
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|