Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
94% |
| liczba ocen: |
992 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Tool "Lateralus"
|
Nazwa zespołu: Tool
Tytuł płyty: "Lateralus"
| Utwory: |
The Grudge; Eon Blue Apocalypse; The Patient; Mantra; Schism; Parabol; Parabola; Ticks and Leeches; Lateralus; Disposition; Reflection; Triad; Faaip de Oiad |
Wydawcy: Pomaton EMI
Rok wydania: 2001
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8
Na nową płytę grupy Tool czekaliśmy z utęsknieniem cztery lata. Ostatnia
"Aenima" zdążyła nam się już osłuchać i znudzić. Tym bardziej wielkie
zainteresowanie wzbudził uboczny projekt Mynarda Jamesa Keenana pod
nazwą A Perfect Circle, który jak do tej pory może się poszczycić jedną,
ale za to jakże wartościową płytą "Mer De Noms". A Perfect Circle tak na
prawdę (dla mnie) nie różni się zbytnio od pierwszych dokonań Tool. Ten
sam wokal, podobny bas, gitara... No, ale zawsze to coś innego i nie mi
tu osądzać...
Powiem wprost: "Lateralus", najnowsze dziecko Tool, powala od pierwszego
przesłuchania. Powala tak, że aż trudno podnieść się z podłogi. Jest
niczym rozkrzyczany bachor. Wiecznie głodny i bez końca wydzierający
swoją mordkę.
Płytę rozpoczyna "The Grudge" - chyba najlepszy kawałek na początek, choć
ja mam swój inny typ, ale o tym później... W "The Grudge" najbardziej
zaskakuje wstęp. Keenan śpiewa, tak jakby go przepuścili przez maszynkę
do mielenia mięsa. W ogóle nie wiadomo, kto i co... Dopiero po krótkiej
chwili dociera do nas właściwa barwa jego głosu. Od pierwszej sekundy
wiadomo z kim mamy do czynienia. Wszystko, co typowe jest dla Toola, ma
tu swoje ujście: barwa głosu, bas, gitara, bębny... Dla mnie "The Grudge"
to jakby jakiś protest. Mam wrażenie, że komuś się nieźle obrywa. Keenan
krzyczy, jak oszalały. Tego jeszcze nie było...
"Eon Blue Apocalypse" mógłby spokojnie rozpocząć jakiś nigdy nie nagrany
utwór Metalliki. Średnio wysokie solo gitarowe we wstępie - wydaje mi się,
że gdzieś je słyszałem, ale może się mylę. Tak, na pewno się mylę.
Skomlenie - chyba tylko w ten sposób można określić "Patient". Chwila
wytchnienia po pierwszej dawce czadu. Zaczyna się wolniutko, ale tylko
przez chwilę. Refren znacznie ostrzejszy niż reszta piosenki. Im dalej,
tym szybciej i ostrzej. Pod koniec moc muzyki spada na nas, jak grom
z jasnego nieba. Chwila spokoju zostaje gwałtownie przerwana walką o
przetrwanie. Keenan szepce "Be patient", lecz pozostali muzycy
efektywnie mu w tym przeszkadzają. "Mantrę" możemy ominąć.
Singlowy "Schism" ukazuje nam pewien schemat. Już po pierwszym
przesłuchaniu można sobie uzmysłowić, że większość utworów została
skomponowana w stylu: wolno i cicho - szybko i głośno - wszystko w jednym
i tak na przemian. Utwór wydaje mi się jakby był stworzony dla potrzeb
restauracji orientalnej, niekoniecznie chińskiej. Trochę z innej epoki...
Pierwsze pięć utworów nie przykuwa uwagi, tak bardzo jak następne
dwa. A może jeden? "Parabol" i "Parabola" stanowią niby całość, choć
na krążku zostały umieszczone jako dwa osobne fragmenty. Niby ten sam
tekst i melodia, ale w sumie to coś innego. W pierwszym ogarnia nas
charakterystyczny dla zespołu niepokój i atmosfera napięcia. Nie wiemy co
za chwilę nastąpi. Keenan bawi się głosem, dając tym naszej wyobraźni
szerokie pole do popisu. "...pain is an illusion..." i już
jesteśmy w "Paraboli". Napisałem, że te dwa utwory to praktycznie jeden,
ale tu dopiero widzimy różnicę. Jeżeli mam bawić się w proroka, napiszę,
że to może być hit na miarę "Prison Sex" albo "Aenemy". Ostro, surowo,
głośno i krzykliwie. Riff Adama Jonesa zapewne wielu z Was pozostanie
na długo w głowach. Świetnie zagrana solówka. Widać, że muzycy Toola
wspaniale bawią się tym, co robią. Co tu więcej mówić? Trzeba posłuchać...
Kolejny czad na płycie to "Ticks and Leeches". Perkusja, jakiej nigdy
dotąd nie było nam dane usłyszeć na wcześniejszych płytach Toola. To
chyba największy atut tego utworu, jeżeli pominiemy przeraźliwy krzyk
Keenana "Suck and suuuuuuuuuuck". Właśnie takiego wydzierania
się brakowało mi na poprzednich prezentacjach grupy. Krzyk miesza się
tu z szeptem znamiennym tylko dla tego wokalisty.
"Lateralis" zaskakuje nas pięknym, prostym riffem. Bardzo ciepły utwór,
o ile w ogóle mogę napisać, że utwory Toola zawierają choć odrobinę
dodatniej temperatury. Potęga kawałka rośnie z sekundy na sekundę. Z
upływem czasu do Jonesa dołączają pozostali muzycy i w 15 sekundzie
pierwszej minuty następuje eksplozja. Wybuch instrumentów nie pozwala
nawet na chwilę oderwać się od słuchania. Nowością może okazać się
tu sposób, w jaki Keenan podaje nam tekst. Brzmi to mniej więcej jak
wyliczanka "ene, due..."...
Na koniec płyty składają się trzy kawałki, nie licząc ostatniego, który na
te miano chyba nie zasługuje. Utwór numer dziesięć: "Dispositio" został
tu wciśnięty chyba na siłę. Nie jest zły, ale w pewnym momencie można
poczuć przesyt schematyzmu, o którym pisałem wcześniej. "Reflection"
i "Triad" są dla mnie wspaniałym zakończeniem. Ten pierwszy, gdyby
nie dziwny śpiew, prawdopodobnie mógłby zostać określony mianem
instrumentalnego. To właśnie instrumenty stanowią jego trzon. Głos
wokalisty - o ile należy do niego - zszedł tu na drugi plan. "Triad"
jest już pełnokrwistym instrumenatalem. Zero śpiewu, tylko muza. Jaka
muza??? A to trzeba usłyszeć... Na koniec powiem jedno: generalnie czad.
Małe podsumowanie: płyta trwa 75 minut i za pierwszym razem zlewa się
w jedną całość. Troszkę za długa, ale (jak znam życie), gdyby miała 45
minut, ludzie narzekaliby, że za krótka. Cieszę się, że nie ma tu zbyt
wielu dziwnych przerywników, które zespół zafundował nam na poprzedniej
płycie. Rozumiem tę formę ekspresji (chyba), ale wolę jeżeli płytę od
początku do końca wypełnia muzyka. Poza "Eon Blue Apocalypse", "Mantrą"
i ostatnim "Faaip De Oiad" nic nam więcej nie przeszkadza. Tylko my,
fajka i Tool..... i tak przez prawie półtorej godziny...
P.S. Koncerty w Warszawie i Krakowie zapewne będą wspaniałe. Być może
nie będzie mi dane doświadczyć żadnego z nich, ale nic to: Roskilde
Festival mi to wynagrodzi... Już za trzy tygodnie.
autor: Rafał Grodek
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
| |
ene due...
Kolego recenzencie, mi by było głupio.
No offense ale komunikujesz jasno, że po prostu nie znasz zespołu, pozatym bardzo kiepsko piszesz. To zdecydowanie najgorsza recenzja tej płyty jaką widziałem, pasowała by do bravo albo popcornu, nie zaś do serwisu poświęconego muzyce metalowej. Gratuluję gustu, cieszę się, że słuchasz tego wspaniałego zespołu, jednak proszę Cię o odrobinę obiektywizmu i autorefleksji - nie pisz więcej recenzji...
|
| |
recenzent od siedmiu boleści
""Mantrę" możemy ominąć. Singlowy "Schism" ukazuje nam pewien schemat. Już po pierwszym przesłuchaniu można sobie uzmysłowić, że większość utworów została skomponowana w stylu: wolno i cicho - szybko i głośno - wszystko w jednym i tak na przemian."
ręce upier***ć przy samej d**ie za takie bzdetne refleksje. ja rozumiem, że się może nie podobać, że pasować nie może, ale pisać pierdoły o Tool, że rzekomo "wolno i cicho, szybko i głośno"??? przecież te utwory się rozwijają przez cały czas! trzeba być głuchym, żeby tego nie słyszeć!
|
| |
Recenzja ?? !!
mattmanch (gość, IP: 217.44.5.*), 2008-08-17 15:07:07
| odpowiedz | zgłoś
Zgadzam sie calkowicie z Volta.Autor recenzji nie ma pojecia o Tool.Volta Ty powinienes napisac ta recenzje.
|
| |
Recenzja ??!!
Volta (gość, IP: 213.158.196.*), 2008-07-15 20:52:22
| odpowiedz | zgłoś
Nie rozumię kompletnie zamysłu autora tego artykułu, który nie tyle porównuje, co przyrównuje tutaj dokonania APC i Toola. Jak można mówić o "Takim samym basie i gitarze", skoro już gitara i bas są strojone o 3 tony niżej. Rożnica Toola i APC polega na melodyjności basu, gdzie w APC bas gra typowo rytmicznie. Nie mam też zielonego pojęcia, jak autor tego artykułu mógł w jakikolwiek sposób nazwać utwór "The grudge" "rozkrzyczanym bachorem", bo moim zdaniem chyba nigdy nie rzucił okiem na poprzednie dokonania tegoż zespołu (Polecam płytę "Salival" i "Opiate"). Kompletnie nie jestem w stanie odgadnąć znaczenia słów "Aenima się znudziła" - Jak kompozycja zawierająca konteksty biograficzne osoby trzeciej (Mowa tu oczywiście o komiku Billu Hicksie), posiadająca złożoną lirykę, oraz rozbudowaną instrumentalność może się znudzić ?? Już samo założenie progresywy ma za zadanie mówić odbiorcy o skompikowanym koncepcie płyty, który jako główne zadanie ma pobudzać jego wyobraźnię do spojrzenia na dzieło z innego wymiaru. Nie wspomnę o reszcie błędów, które można wytknąć, ale osobiście strasznie uraziła mnie opinia o odrębności "Faaip de Oiad" do tego stopnia, że "nie pasuje do reszty płyty" - bzdura - Po pierwsze powinno się zrozumieć intencje autora, dopiero potem mówić o jakichkolwiek niedopasowaniach. Polecam pisanie recenzji popowych płyt komercjalnych autorów. Pozdrawiam.
|
| |
Aenima
maynard (gość, IP: 77.253.155.*), 2008-04-12 15:57:26
| odpowiedz | zgłoś
"Aenima" wielka płyta,nigdy się nie znudzi!!!
|
| |
re: Aenima
Antek (gość, IP: 89.171.104.*), 2010-02-13 10:03:19
| odpowiedz | zgłoś
W zasadzie to zapytam po co ta recenzja. To pustoslowie ktore niczego nie wnosi a dotyczy to jednego z najwazniejszych albumow rockowych po 2000roku. Zostaje niesmak...
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|