zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 27 lipca 2017

recenzja: TSA "TSA w Trójce - koncert akustyczny"

2.09.1999  autor: Rafał "Negrin" Lisowski
okładka płyty
Nazwa zespołu: TSA
Tytuł płyty: "TSA w Trójce - koncert akustyczny"
Utwory: Zapowiedź; Plan życia; Chodzą ludzie; Trzy zapałki; Wpadka; 51; Alien; Maratończyk; Jodyna; Tekst Marka; Bez podtekstów; 52 dla przyjaciół; Blues dla Kaczora
Wydawcy: WEA, Warner Music Poland
Rok wydania: 1999
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

Płyta, jak sugeruje sam tytuł, jest zapisem koncertu akustycznego, jaki odbył się pod koniec zeszłego roku w studiu Programu Trzeciego Polskiego Radia. W marcu tego roku miała zaś miejsce minitrasa promująca krążek (sprawozdanie z koncertu w Warszawie jest również dostępne na www.rockmetal.pl). Set koncertowy był dokładnie taki, jak zawartość albumu.

Nowe oblicze TSA prezentuje się nader ciekawie. Jest tu oczywiście więcej spokoju niż w klasycznych, heavymetalowych wersjach. Bardzo ciekawego brzmienia nadają utworom flet i wiolonczela. Między innymi dzięki nim kawałki nabierają pewnego nowego oddechu. Utwory w wolniejszych wersjach mają często bluesowy posmak ("Plan życia" czy "Wpadka"). Niektóre jednak - "Chodzą ludzie" i "Maratończyk" - zachowały tego charakterystycznego dla TSA kopa, sprawiającego, że muzyka przenika całe ciało i nakazuje nogom wybijać szybko rytm. Ballady tradycyjnie wykonane są bezbłędnie. Nie wiem dlaczego, brakuje mi czegoś jedynie w "Trzech zapałkach", mimo całego wdzięku tego kawałka. Może przyzwyczaiłem się za bardzo do przeszywającego dźwięku gitara z wersji "tradycyjnej". "51" dedykowane jest Ryszardowi Riedlowi z DŻEMU (podobnie było na koncercie). W kilku numerach ("Maratończyk", "Bez podtekstów", "52 dla przyjaciół") jest miejsce na małą zabawę z publicznością, dzięki czemu album nabiera jeszcze większego wrażenia "live'owości". Przedostatni kawałek, "52 dla przyjaciół" emanuje natomiast ciepłą pozytywną atmosferą, wynikającą z gorącej interpretacji tekstu przez Piekarczyka. Warto także wspomnieć o piosence Nowaka "Jodyna", całkiem ładnej, lirycznej. Jego głos ma pewne wady, brak mu swoistego "obycia" potrzebnego wokaliście, lecz jako przerywnik prezentuje się dobrze. Album zamyka improwizowany ponad 9-minutowy "Blues dla Kaczora" czyli oczywiście Piotra Kaczkowskiego.

Zespół gra dobrze, jest wyluzowany. Piekarczyk sypie dowcipami i wyraźnie tętni życiem. Warto posłuchać tej płyty, by odszukać nowe wartości w tej, pozornie dogłębnie już poznanej muzyce. Może znajdziecie coś, o co wcześniej TSA nawet nie podejrzewaliście?

Komentarze
Dodaj komentarz »