Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
52% |
| liczba ocen: |
55 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
Nazwa zespołu: Two
Tytuł płyty: "Voyeurs"
| Utwory: |
I Am A Pig; Stutter Kiss; Water's Leaking; My Ceiling's Low; Leave Me Alone; If; Deep In The Ground; Hey Sha La La; Wake Up; Gimp; Bed Of Rust |
| Wykonawcy: |
Rob Halford - wokal; John Lowery - gitara, gitara basowa; Bob Marlette - programowanie, gitara, gitara basowa, instrumenty klawiszowe; Phil Western - instrumenty klawiszowe, programowanie; Anthony 'Fu' Valcic - instrumenty klawiszowe, programowanie |
Rok wydania: 1998
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 5
"Voyeurs" to pierwsza płyta zespołu Two, którego liderem jest wokalista
Rob Halford. Ten łysy, stary facet przede wszystkim znany jest ze
śpiewania w Judas Priest (przez prawie 20 lat). Po odejściu założył zespół
Fight i nagrał z nim pare albumów, ale to nie przyniosło mu wiele
satysfakcji (i pieniędzy).
Nastąpiła kolejna zmiana imagu. Najpierw skóry, ćwieki, łańcuchy, Harleye
(Judas Priest), potem szerokie koszule, spodenki oraz nieskończona ilość
tatuaży (Fight), a teraz czarny ubiór (ale nie skórzany!), podcieniowane
oczy oraz krótko przystrzyżone wąsy i bródka. Naprawdę, trudno się
przyzwyczaić. Zmienia się także sposób śpiewania, ale przede wszystkim
gatunek muzyki. Ale może od początku. Producentem płyty jest Trent
Reznor, za którym nie przepadam - nie byłem pewien, czy warto krążek kupić.
Wszelkie obawy i wątpliwości "rozwiał" pierwszy kawałek "I Am A Pig"
(promowany teledyskiem nieco obscenicznym). Ostre riffy, zmiany tempa
i melodyjny głos Roba. Nie są to już deklamacje z Fight, ale wyćwiczony
i wyrobiony śpiew. Do wokalu w stylu Judas Priest jest niestety bardzo
daleki. Elektroniczne dźwięki ledwo słyszalne w "I Am A Pig", których
się najbardziej obawiałem, pojawiły się już w drugim kawałku. Wszystko tam
jest zelektryzowane, nawet wokal. Utwór jest nudny i najgorszy na krążku.
Kompozycje od 1 do 5 są najmocniejsze, gitary ostro w nich pracują, co jakiś
czas przerywają je spokojniejsze fragmenty. Zwłaszcza "Leave me alone"
przypadł mi do gustu. Uważam, ze to zdecydowanie najlepszy kawałek na
płycie. Z kolei "If" określiłbym mianem "najdziwniejszego". Łączy on
spokojny i melodyjny śpiew Halforda z klimatami w stylu... Prodigy. Dla
mnie, jest to polewanie czekolady ketchupem.
Zupełnie inne są natomiast utwory 7,8,9. Refren "Hey Sha La La" to prawie
Nirvana. Glos Roba brzmi tu troche podobnie do głosu Cobaina. Najbardziej
zaskoczył mnie "Deep In The Ground" i "Wake Up", mogłyby być
z powodzeniem zaśpiewane przez Oasis lub tych innych naśladowców
Beatlesów. To już nie metal. "Bed Of Rust" to "mrocznawy" kawałek,
w którym napięcie cały czas narasta, narasta i... nagle się urywa. Może
nie dosłownie "urywa", ale wydaje mi sie, że to nie jest skończony utwór.
Trudno to wszystko ocenić. Zaliczyć do jakiegokolwiek stylu muzycznego
jeszcze trudniej. Dużym minusem jest rażąca schematyczność.
W większości utworów mamy zwrotkę, refren, zwrotkę, refren, krótki
przerywnik (zazwyczaj nędzne solo albo jakieś efekty elektroniczne),
refren, koniec. Pozostałe piosenki "urozmaicone" są np. refrenem na
początku lub różną ilością refrenow na końcu. Mimo, ze nie jestem
fanem sampli, komputerowych rytmów i wstawek, automatu perkusyjnego,
prymitywnych solówek gitarzysty, to musze przyznać, że dobrze się tego
albumu słucha. Piosenki, mimo braku świeżości i polotu, są melodyjne.
W końcu... przecież to ROB HALFORD!
P.S. Jeśli ktoś chce poznać prawdziwe możliwości tego niezwykłego
wokalisty, polecam płytę "Sad Wings Of Destiny" Judas Priest.
autor: Painkiller
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|