Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
92% |
| liczba ocen: |
264 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Type O Negative "October Rust"
|
Nazwa zespołu: Type O Negative
Tytuł płyty: "October Rust"
| Utwory: |
Bad Ground; ?; Love You To Death; Be My Druidess; Green Man; Red Water (Christmas Mourning); My Girlfriend's Girlfriend; Die With Me; Burnt Flowers Fallen; In Praise Of Bacchus; Cinnamon Girl; The Glorious Liberation of the People's Technocratic Republic of Vinnland by the Combined Forces of the United Territories of Europa; Wolf Moon (including Zoanthropic Paranoia); Haunted |
Wydawcy: Roadrunner Records / Metal Mind Productions
Rok wydania: 1996
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10
Nie będę ukrywać (nie sądzę zresztą, by to mi się udało), że na samą myśli
o TYM zespole dostaję gęsiej skórki, a serce zaczyna mi walić tak mocno,
jakby za chwilę na zawsze miało opuścić cielesną powłokę. Jestem totalną
wielbicielką, co tam wielbicielką, totalną maniaczką, do bólu zakochaną
w głosie i urodzie Petera Steela, w muzyce jaką tworzy wraz ze swoimi
równie wielkimi kolegami. A wszystko zaczęło się w 1993 roku, kiedy to
mrocznemu światu po raz pierwszy objawił się drugi album Type O'Negative
- "Bloody Kisses". Między moją wrażliwą duszyczką, a tą płytą od razu
zaistniała ognista miłość, która w równie namiętnej postaci przetrwała
do dzisiaj. Bezpamiętnie zakochałam się w TEJ muzyce. Była zbyt piękna,
by poddawać ją bezsensownym klasyfikacją, porównaniom. Ci, którzy to
uczynili, nie wiedzą, czym jest Sztuka... Nie mogłam uwolnić się od "Bloody
Kisses". Bywało, że spałam z włączonym magnetofonem... Wydawało mi się
wówczas, że już nic nie będzie w stanie zastąpić mi tej płyty. Przecież
takie rzeczy nie zdarzają się dwa razy. Ale...
Mimo szczerej, wręcz desperackiej miłości do "Krwawych Pocałunków"
w pewnym momencie poczułam, jak moje serce zaczyna powoli umierać z
tęsknoty za nowym dziełem boskich demonów. Wiedziałam doskonale, że jest
tylko jeden sposób na przedłużenie mojego więdnącego życia. I tylko
jeden zespół był w stanie wyrwać mnie z objęć zimnej śmierci... Type
O'Negative... Nowy album, nowe dźwięki zatapiające w otchłani niepojętej
rozkoszy. Kolejne hipnotyczne chwile spędzone w krainie snów, o spełnieniu
których bałam się marzyć...
"October Rust" nadszedł tak nagle. Tak nagle zaczął odgrywać niezwykle
ważną rolę w moim życiu. Przez pewien (bardzo długi) moment pewnie nawet
najważniejszą... To, co kiedyś spotykało "Bloody Kisses", teraz spotykało
"Octobera". Wkrótce zdałam sobie sprawę, że to równie WIELKA płyta,
jak jej poprzedniczka. Wypełnia ją bardzo jesienna muzyka. Doskonała
do słuchania we dwoje w ciemne wieczory przy świecach. Albo odwrotnie
- do sycenia się samotnością podczas chłodnych, zapomnianych nocy...
Posępna atmosfera, mrok, ja siedząca pośrodku pustkowia i moi Mistrzowie,
zamieniający jednym dźwiękiem szarą rzeczywistość w bajeczną krainę,
która powraca w każdym śnie. Zbyt piękne? Ale tak jest i nietrudno się
o tym przekonać. Wystarczy tak niewiele...
Ta płyta to galeria różnorodnych uczuć i emocji, nastrojów i stanów,
pragnień i marzeń. Gdy już raz wedrze się do duszy, na zawsze pozostawia
w niej swój ślad, rzuca na nią narkotyczne zaklęcie, którego nie jest w
stanie cofnąć nawet najbardziej doświadczona wiedźma. Brzmi to niezwykle
tajemniczo, ale taki właśnie jest "October Rust" - trochę nierealny,
mistyczny, wręcz starożytny. A obok jest codzienność - czekanie na
wiadomość od ukochanej ("Die With Me"), przemiana w wilkołaka ("Wolf
Moon"), miłość podzielona ("My Girlfriend's Girlfriend"), miłość
wieczna i niezniszczalna ("Love You to Death")... Nad całością wznosi
się jesienna woń odziana w mgliste szaty rozpaczy... Bo to delikatna
październikowa impresja utkana ze stonowanych barw melancholii. Głęboka
namiętność wprowadzająca nieśmiałych kochanków w świat natchnionej
erotyki. Mistyczna wędrówka przez ognisto chłodne ścieżki, prowadzące do
krainy utkanej z powiewnych snów, które tylko tutaj pieszczone blaskiem
księżyca zamieniają się w wyimaginowaną rzeczywistość...
Jest taki piękny fragment w utworze "Die With Me": "Czy mógłbym trzymać
Cię w objęciach całe życie...?" Niczego bardziej nie pragnę, jak móc
do upadłego rozkoszować się Twoją MUZYKĄ, prawdziwą SZTUKĄ Peterze
Steele. Te słowa zresztą już dawno się wypełniły. Jestem niewolnicą
Twojego zespołu i dźwięków, którymi ukrzyżowałeś mnie, darując mi jeden
ze swych krwawych pocałunków. Od tamtej chwili należę do Ciebie. I tak
będzie już zawsze. Nawet śmierć nie będzie w stanie pogrzebać mojej
głębokiej miłości...
autor: Margaret
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
| |
Październik w kolorze rdzy.
Lata lecą, a October Rust dalej jest jednym z najlepszych krążków, jakie dane było mi usłyszeć. Może pasjami nie słucham już tego całymi dniami i nocami jak kiedyś, ale raz na jakiś czas lubie sobie puścić ten krążek i oddać się tej trochę smutnej, ale cholernie przebojowej ,a i trochę rozerotycznej, jesiennej aurze. Kurde, jak ja lubię ten wstęp do "In Praise Of Bacchus"!
|
| |
Cudo
fester (gość, IP: 79.162.97.*), 2012-01-19 22:24:49
| odpowiedz | zgłoś
Czy może być coś piękniejszego, niż ten krążek? hmm.. jedynie chyba seks.
October Rust: best album ever - Type o forever <3
|
| |
re: Cudo
Tak, też wydawało mi się, że po Bloody Kisses nie może powstać już nic lepszego, a tu powstało "jesienne megadzieło", którego najlepiej słuchać w listopadzie w samotności, w nocy, przy zgaszonym świetle. Dziękuję Bogu, że miałem okazję zobaczyć ich na żywo i usłyszeć "Love You To Death"...
|
| |
fall
Od kilku tygodni zwyczajnie nie mogę się od tej płyty uwolnić (jak co roku jesienią zresztą) - tytuł doskonale dopasowany do klimatu i pory roku.
|
| |
nostalgic..
winterrrrr (gość, IP: 83.31.6.*), 2010-10-28 18:24:54
| odpowiedz | zgłoś
piękny album ale jak dla mnie.. zbyt piękny cokolwiek to ma znaczyć. brakuje mi tu, tej troche agresywniejszej nuty jak na ''bloody kisses'' które jest dla mnie bez dwóch zdań nr. 1 TON i w ogóle jednym z lepszych albumów lat 90-tych. mimo że nie ulubiony i tak wybitny krążek, jak wszystkie tego zespołu... ech...
|
| |
Zgoda w całej rozciągłości.....
Odświeżam sobie właśnie Type O Negative - po dość długim rozbracie - i powiem szczerze, że nic nie stracili z potęgi. Dla mnie to najlepszy zespół na świecie, bez podziału na kategorie wagowe. A ta płyta jest po prostu obłędnie genialna. Zresztą od kilku dni mielę Octobera na przemian z Bloody Kisses i Life is Killing Me. Nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze powstanie zespół, który odciśnie na mnie tak ogromne piętno...
Jedyny problem jaki mam z Peterem i spółką to owa "negatywność", z którą trzeba uważać, aby nie zmieniła się w samospełniającą przepowiednię...
Nie wiem czemu najlepsze kawałki muzyczne muszą być tak przepełnione cierpieniem - ale mam nadzieję, że tym razem będzie to dla mnie bardziej oczyszczające.
|
| |
re: Zgoda w całej rozciągłości.....
Ereshkigal (gość, IP: 82.177.10.*), 2010-10-29 10:24:53
| odpowiedz | zgłoś
przeczytałem Twój wpis, potem zerknąłem na datę i smutne zaskoczenie.
Nieźle trafiłeś z tą samospełniającą przepowiednią...
Pozdr
|
| |
october rust
saxon01 (gość, IP: 83.11.252.*), 2010-01-24 20:49:32
| odpowiedz | zgłoś
ta płyta jest tak piekna,że nie można jej nie kochać.To fenomen nie dopowtórzenia w swoim gatunku,niema takiej drugiej płyty i niebedzie!!!Można być fanem rocka, heavy, trashu, death, wszystkiego ale te płyte powinien mieć każdy kto kocha muzyke rockową,i nie ogranicza sie do bycia fanem tylko jednego lub dwuch gatunków!Ta płyta to pomost który łaczy całą naszą historie,no i..."Let me love you to death..."
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|