Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
95% |
| liczba ocen: |
413 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Ulver "Perdition City"
|
Nazwa zespołu: Ulver
Tytuł płyty: "Perdition City"
| Utwory: |
Lost in Moments; Porn Piece or the Scars of Cold Kisses; Hallways of Always; Tomorrow Never Knows; The Future Sound of Music; We Are the Dead; Dead City Centres; Catalept; Nowhere / Catastrophe |
Wydawcy: Jester Records / Mystic Production
Rok wydania: 2001
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10
Niełatwo być fanem Ulvera. Bo gdy już zdąży się przyzwyczaić do dźwiękowej
metamorfozy, proponowanej na płycie, kolejny krok tej grupy każe poznawać
ją od nowa, prezentuje coś zupełnie odmiennego, nie mającego żadnych
powiązań z przeszłością. Czasem aż trudno uwierzyć, że "Begtatt",
"Kveldssanger" i "The Marriage of Heaven and Hell" to dzieła tego
samego zespołu. Ale takie są fakty, Ulver wszak już od początku swego
istnienia śmiało łamał wszelkie muzyczne zasady i bariery. Nikt nigdy
nie był w stanie przewidzieć, jak zabrzmi na kolejnym albumie. Apogeum
nieprzewidzialności osiągnął na przedostatniej już teraz płycie "The
Marriage Of Heaven and Hell" (nie licząc epki "Metamorphosis"). Ta
muzyka wyznaczyła nowe kierunki w świecie cięższych dźwięków,
wyprzedzając jednocześnie epokę w której powstała. Jeśli jednak dźwiękowa
interpretacja poematu Wiliamna Blacke'a dopiero stanie się inspiracją dla
nowopowstałych zespołów, to co powiedzieć o "Perdition City"? Nawet nie
znając zawartości w ciemno można powiedzieć, że Mistrz Garm kolejny raz
wybiegł w tereny przyszłości, które inni odwiedzą dopiero za kilka lat...
Olbrzymie zaskoczenie, szok, nietuzinkowość, porażająca
oryginalność... znajome określenia znowu ujawniają się podczas
obcowania z nowym dziełem Ulvera. "Perdition City" to kolejny etap
muzycznej abstrakcji, kolejny etap poszukiwań paranormalnych wrażeń i
emocji. Porównania...? Granice...? Odniesienia do wcześniejszych
dokonań... ? Brakuje odpowiedzi na te pytania, nie można przecież
pisać o czymś, co nie istnieje. Ulver bezkompromisowo odcina się
od przeszłości, nie nawiązuje ani do korzeni, ani do fenomenalnego
"The Marriage Of Heaven And Hell". Choć to ostatnie dzieło może być
pewnym wyznacznikiem tego, co słychać na "Perdition City" - chodzi o
śmiałe operowanie samplami, loopami, o ambientowe tła... To jednak
tylko instrumentalne podobieństwa - dźwiękowo te albumy to zupełnie
inne obszary, zupełnie inne rejony niezbadanej przyszłości. "Perdition
City" doskonale nadaje się jako podkład do jakiegoś surrealistycznego,
mrocznego filmu. Zresztą podtytuł płyty "Music to an interior film" to
sugeruje. Trudno ubrać w słowa emocje, jakich doznaje słuchacz podczas
wędrówki przez ten świat. Jeszce trudniej zdefiniować dźwięki, które
powoli wyłaniają się z tej płyty - raz leniwe, melancholijne, innym
razem gwałtowne, wręcz apokaliptyczne. Już na poprzednim dziele Ulver
wymknął się metalowym konwencjom, o ile jednak tam można było jeszcze
doszukać się pewnych wątków tego nurtu, o tyle na "Perdition City" nie
pozostało po nim żadnego śladu. W zamian zanurzymy się w elektronicznych
otchłaniach, hipnotyzującej atmosferze, ambientalnych tłach. Do tego te
doskonałe partie saksofonu w "Lost in Moments". I te delikatne wokale w
"Porn Piece or the Scars of Cold Kisses". Można poważnie zastanawiać
się czy to Garm. Wątpliwości za to rozwiewają się w utorze wieńczącym tę
płytę "Nowhere / Catasthrope". Tu fenomenalny jak zwykle śpiew Mistrza
nie pozostawia już żadnych złudzeń. Tym razem jednak głos Garma nie
odgrywa zbyt ważnej roli - pojawia się sporadycznie. "Perdition City" w
większości to muzyka instrumentalna, budująca ponure tło dla przyszłości,
która niesie zagładę... Muzyka wymykająca się wszelkim klasyfikacjom,
ramom, etykietkom.
Co tu dużo mówić - Garm kolejny raz nagrał znakomity krążek, który
postokroć wyprzedza swoją epokę. Może nie łatwy w odbiorze, ale przecież
w tym przypadku to nic nowego. Niektórzy nazywają Ulvera King Crimsonem
XXI wieku. Hmm... coś w tym chyba jest, szczególnie gdy słucha się
melancholijnych wokali w "Porn Piece or the Scars of Cold Kisses",
genialnego saksofonu w "Lost in Moments" i przede wszystkim gdy do uszu
leje się niesamowita gęstość dźwięków. Tak czy inaczej Norwedzy jeszcze
przez długi czas będą wprowadzali w osłupienie swą porażająco oryginalną
i odmienną od czegokolwiek porcją muzyki. Muzyki przez olbrzymie M.
autor: Margaret
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|