Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
75% |
| liczba ocen: |
54 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Undish "Letters from the Earth"
|
Nazwa zespołu: Undish
Tytuł płyty: "Letters from the Earth"
Wydawcy: Morbid Noizz
Rok wydania: 1999
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8
Ostatnio coraz częściej jestem świadkiem niesamowitych przeobrażeń
zespołów, które nigdy wcześniej nie potrafiły zaintrygować mnie swoją
twórczością. Zwykle, gdy ktoś taki nagra zniewalające dzieło, raz
jeszcze wracam do przeszłości, do poprzednich płyt danego wykonawcy, by
przekonać się, czy to aby ja nie przeoczyłam wartościowej pozycji. Ale
przeważnie wrażenie pozostają takie same. To raczej konkretne grupy w
końcu odnajdują swój styl i zamieniają się w szlachetne perły. Tak jest
właśnie w przypadku rodzimego Undish.
Trudno jest pisać i opowiadać o muzyce, która od razu po pierwszym
przesłuchaniu wnika głęboko w serce, by tam właśnie trwać, rozwijać
się i płonąć. Trudno tym bardziej, gdy czuje się duchową więź,
emocjonalną bliskość między dźwiękami, a samym sobą. A takie właśnie
jest drugie dzieło Undish. Rozszarpuje z ukrytej intymności, wprowadza
w otchłań niespełnionych snów, pozwala przedłużyć ulotne chwile snów
na jawie... "Letters From the Earth" o lata świetlne wyprzedza nieco
"plastikowy", jakby sztuczny i przede wszystkim mocno wtórny debiut
"Acta Est Fabulas". Z tej muzyki leje się piękno, tęsknota, melancholia,
żal. Czasem ktoś próbuje zapalić pochodnię nadziei, ale tylko po to,
by za chwilę zatopić w jeszcze głębszym oceanie smutku. Wydawać
by się mogło, że i tym razem Undish nie proponuje nic nowego i
znów powiela do upadłego oklepane patenty. Może byłaby to prawda,
gdyby nie TA porażająca szczerość i głębia desperacko sącząca się z
dźwięków. Prawda sprawia, że tę muzykę przeżywa się wewnątrz siebie,
rozumie się aż za dobrze lament i żal przenikający przez wszystkie
kompozycje. Gitary raz po raz uderzają "gorzką" melodyką, czuły głos Ady
każe łzom spływać po rozgrzanej twarzy, klawisze (przypominają Artrosis,
ale to nic dziwnego - gościnnie zagrał na nich Maciek Niedzielski)
budują natchnione monumenty utkane z tęsknoty... Podobno Undish nadal
zaliczany jest do nurtu gotycko-metalowego. Po wysłuchaniu "Listów z
Ziemi" trudno nie zauważyć, że takie ograniczenia i zawężania są bardzo
krzywdzące dla zespołu. Owszem coś w tym jest, nawet dużo tu atmosfery
charakterystycznej dla tego nurtu, ale to przede wszystkim muzyka duszy,
mariaż lęku i miłości, uzewnętrznienie ukrytych marzeń i obaw. Doskonałym
uzupełnieniem muzycznej otoczki są nietypowe liryczne inspiracje - słowa
i refleksje z zadumań Katarzyny Adamczyk, głos z "Zapachem Świętości"
księdza Zbigniewa Urnego (przed każdym anglojęzycznym utworem pojawia
się piękna myśl, która pozwala choć trochę pojąć jego sens). Do tego
jeszcze parafraza wiersza ks. Jana Twardowskiego "Dziękuję Ci, za to,
że jesteś". Naprawdę niesamowita całość.
Jakoś tak trudno uwolnić się od tego dzieła. Ale to nic dziwnego. W
końcu to także jakaś cząstka mnie, moich żalów i snów.
autor: Margaret
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|