Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
82% |
| liczba ocen: |
91 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Xytras "Passage"
|
Nazwa zespołu: Xytras
Tytuł płyty: "Passage"
| Utwory: |
Regen; Glanzendes Konigreich; Des Engels Untergang; Jupiterianische Schwingungen; Die Vohrer Kamen; Der Stamm Kains; Mondhaut; Mein Retter; Wintersonnenwender; Ein Mensch im Kopf |
Wydawcy: Century Media Records / Metal Mind Productions
Rok wydania: 1997
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6
Pojęcie o muzyce klasycznej mam raczej mizerne - wstyd się przyznać,
ale nie kojarzę nawet najbardziej znanych dzieł mistrzów pokroju
Wagnera, Bacha czy też rodzimego Chopina (ale przynajmniej nazwiska
pamiętam :). Gdybym nie wiedział, że zawarta na recenzjowanej płycie
muzyka pochodzi z "Passage" Samaela, to pewnie nigdy bym
jej nie kupił.
Zanim krążek wylądował w odtwarzaczu, długo się zastanawiałem, co
usłyszę. Jakoś nie mogło do mnie dojść, że tak mocne i brudne utwory
z "Passage" można zagrać na tak czystym instrumencie, jakim
jest fortepian. Wątpliwości rozwiały się dopiero wraz z pierwszymi
dźwiękami "Regen", melodycznie kropka w kropkę podobnym do
oryginalnego "Rain". Ten kawałek ma niesamowity klimat i aż
trudno uwierzyć, że można było coś takiego nagrać tylko na samych
klawiszach. Dalej jest podobnie, cały czas melodyjnie i słodko.
W "Glänzendes Königreich" pojawiają się przez krótką
chwilę chóry, które znakomicie potęgują i tak już zajebisty nastrój.
Album zawiera przeróbki praktycznie wszystkich utworów z "Passage"
Samaela, brakuje tylko "Liquid Soul Dimension", "Born
Under Saturn" i "Chosen Race". W sumie nie ma czego
żałować, dwa ostatnie kawałki są moim zdaniem bardzo słabe, natomiast
"Liquid Soul Dimension" okazał się chyba dla Xytrasa za
trudny technicznie. Prawdę mówiąc, to nie wyobrażam sobie tego na
fortepianie. Trzy ubytki uzupełniają dwa nowe kawałki, które
w normalnych wersjach znalazły się później na "Exodus":
"Wintersonnenwende" (czyli "Winter Solstice")
i "Der Stamm Kains" (czyli "Tribes of Cain"). Zarówno
jeden jak i drugi są bardzo melodyjne i prezentują się niezwykle
efektownie.
Album nie należy do długich, ale w tym wypadku to niewątpliwa
zaleta. Myślę, że dłuższa forma takiej płyty, z nadmiarem jednego
instrumentu byłaby lekko denerwująca. Z drugiej strony, utwory
zbyt łatwo wpadają w ucho, zbyt łatwo je zapamiętać, dlatego po
pewnym czasie płyta się po prostu nudzi. Dziesięć kawałków przechodzi
jak z bicza strzelił i cały koncert zaczyna się od nowa. Końcową
ocenę zaniża też wykonanie wkładki - tego już naprawdę nie będę
komentować, kompletna żenada (o wiele ciekawiej wykonane jest promo,
które jednak nie jest dostępne dla zwykłych śmiertelników). Album
polecam przede wszystkim fanom Samaela. Nowe wersje utworów
z oryginalnego "Passage" prezentują się dość okazale i mogą
być miłym zaskoczeniem dla słuchacza. Dla tych co kontaktu z Samaelem
nie mieli, będzie to dobra okazja by poznać go w nieco innym obliczu
- może nawet skłonicie się do zakupu innych wydawnictw tego zespołu?
autor: Kornik
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|