Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
87% |
| liczba ocen: |
41 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Yngwie Johann Malmsteen "Live!!"
|
Nazwa zespołu: Yngwie Johann Malmsteen
Tytuł płyty: "Live!!"
| Utwory: |
Resurrection; Facing The Animal; Rising Force; Bedroom Eyes; Far Beyond The Sun; Like An Angel; Brave Heart; 7th Sign; Trilogy Suite (including Red House & Badingere); Gates Of Babylon; Alone In Paradise; Pictures Of Home; Never Die; Black Star; I'll See The Light |
| Wykonawcy: |
Yngwie Johann Malmsteen - gitara, wokal; Jonas Ostman - instrumenty perkusyjne; Mats Olausson - instrumenty klawiszowe; Mats Leven - wokal |
Rok wydania: 1998
Jest. W końcu ukazał się poza Japonią, w Polsce też, ostatni album
Yngwiego Malmsteena "Live!!". Nie powiem, żeby było w sklepie tych
płyt dużo, ale zawsze to coś. Album składa się z dwóch krążków. Ponad
półtorej godziny muzyki. Na płytach zarejestrowane są koncerty z Sao
Paulo z Brazylii, podczas ostatniej trasy koncertowej, promującej album
"Facing The Animal". Odybyły się dokładnie rok temu - w maju 1998 roku.
Płyta jest bardzo ładnie wydana. Szczególnie wkładka, na której można
obejrzeć szereg zdjęć, ilustrujących występy Mistrza. Okładka też niczego
sobie.
W środku znajdują się utwory głównie z płyty "Facing The
Animal". Muzyka, a dokładnie rzecz biorąc wykonanie, nie jest specjalnym
zaskoczeniem. Yngwie wywija, jak nigdy dotąd. Jeśli chodzi o popisowe
zagrywki i różne fikołki techniczne, to jest ich tu masę. Granie Yngwiego
nie sprowadza się do odtworzenia nuta w nutę wersji studyjnych. Bardzo
dużo improwizuje. Szczególnie w numerze "Bedroom Eyes". Dużo bluesowych
wstawek. Oczywiście w odpowiednim tempie (w końcu to Yngwie). Numer jest
przez to "żywszy". Pojawiło się więcej niż dotąd motywów zaczerpniętych
z muzyki klasycznej. Tej "klasycznej", jak i fragmentów "Concerto Suite...".
Koncert zaczyna się mocno - "Resurrection". Potem "Facing
The Animal". Chciałbym zwrócić uwagę na drugi ze wspomnianych
kawałków. Owszem, ciężki riff, ale i duża "gęstość na minutę" popisów
solowych. Ja odebrałem to, jakby riffy były dodatkiem do całości. Pierwsza
rzucająca się "w oczy" różnica w wykonaniu - solówki ukręcają głowę.
Oczywiście nie zabrakło "Far Beyond The Sun" i "Black Star". Pierwszy
bardzo rozimprowizowany. Podobnie drugi. "Far Beyond The Sun" z tym samym
wstępem, co w Leningradzie - "Adagio g-moll" Tomaso Albinoniego tylko
trochę więcej "mieszania" w grze na gitarze. Natomiast "Black Star"
zaczyna się już inaczej. Popisy na gitarze klasycznej, przechodzące
w "Eine Kleine Nacht Musik" W. A. Mozarta, fragment "Ody do radości"
L. van Beethovena. Pojawia się fragment "Preludium dla April" z "Concerto
Suite..." i właściwe "Black Star".
Yngwie zagrał również utwory z "Inspiration". "Gates Of Babylon" Rainbow
i "Pictures Of Home" Deep Purple.
Oczywiście jest też coś w rodzaju "Guitar Solo". Ponad piętnastominutowy
występ "Yngwie i jego gitara". Początek jak zwykle stanowi pierwsza
część "Trilogy Suite". Proszę nie odbierać tego jako powtarzanie
w kółko tego samego. Jest to bardzo świeże wykonanie. Yngwie dużo
improwizuje, wprowadza dużo zmian. Znam wszystkie te utwory, ale wciąż
mnie zaskakują. Po fragmencie "Trilogy Suite" jest motyw z "Concerto
Suite..." - "Sarabande". Po tym następuje najbardziej interesująca część
albumu - "Red House" Jimi'ego Hendrixa. Yngwie sam tu śpiewa, przy własnym
akompaniamencie. Prezentuje się jako niezły wokalista, jego głos pasuje do
tego bluesa. Ciekawe, kto rozpozna, że to Maestro. A dalej... "Badinerie",
kończące II suitę orkiestrową J. S. Bacha. Ciekawe zestawienie. Na koniec
trochę pocinania, znowu fragment wspomnianej "Ody do radości" Ludwika, tym
razem na gitarze elektrycznej. Występ solo kończą różne efekty sprzętowe.
Podsumowując, mogę dodać, że płyta nie jest zaskoczeniem dla fanów
Malmsteena. To, co jest w niej nowego, to dużo więcej improwizacji, więcej
zmian w wykonaniu utworów z piętnastoletniej solowej kariery
Mistrza. Dowodzi to, że Yngwie Malmsteen wciąż jest w doskonałej
formie. Nie odtwarza czegoś, co już nagrał, muzyka wciąż zaskakuje. Jeśli
ktoś lubi jego muzykę, może w ciemno kupić płytę. Ja się nie zawiodłem.
(Zapraszmy na stronę o Yngwiem Malmsteenie (yngwie.rockmetal.art.pl), stworzoną przez autora recenzji - red.)
autor: Dominik
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|