Zakończyła się trasa Colina Bassa po Polsce. Artysta z muzykami
towarzyszącymi (Dawid Stewart z Camel, Polacy z Quidam i Abraxas)
Colin Bass & Friends:
trasa promująca album "An Outcast Of The Islands" 12 kwietnia 1999 roku to dzień, w którym po raz drugi zawitał na koncert do Poznania basista i wokalista brytyjskiej grupy Camel. Przyjechał, podobnie jak za pierwszym razem, z Davem Stewartem i polskimi muzykami z grup Quidam i Abraxas. Jedynie wokalistką, która pomagała w niektórych partiach, była tym razem Emilia Derkowska, a nie Tatiana Kauczor. Jako, że w sali widowiskowej poznańskiego kina Grunwald (gdzie odbył się koncert) są tylko miejsca siedzące, kupiłem bilet już miesiąc wcześniej, a i tak dostałem miejsce dopiero w 6 rzędzie.
Koncert rozpoczął się z małym opóźnieniem o 20:10. Pierwsze 40 minut
Była już 21:00, kiedy na scenę wyszli Colin Bass i jego ekipa. Rozpoczęli, podobnie jak 4 miesiące wcześniej w Eskulapie, od repertuaru Camel i tak kolejno wykonali: "City Life" (Nude), "Refugee" (Stationary Traveller) i "Hymn To Her" (I Can See Your House From Here), czym bezdyskusyjnie rozgrzali 500-osobową publiczność. Następnie wykonali niemal w całości materiał z płyty Bassa "An Outcast Of The Islands". Pominięto jedynie trzy krótkie tematy orkiestrowe i ostatni "Trying To Get To You". "Denpasar Moon" Bass wykonał sam, tylko na gitarze akustycznej, co wytworzyło bardzo przyjemny, kameralny nastrój. Główną część koncertu muzycy zakończyli jedną z piękniejszych kompozycji Camel z płyty Nude - "Drafted". Spodziewana burza oklasków poprzedziła "planowe" bisy. "Planowe", bo czyż mogło ich nie być? Na bis wysłuchaliśmy jeszcze "Cloak And Dagger Man" ("Stationary Traveller") oraz jedną z pierwszych piosenek zaśpiewanych przez Bassa w Camel - "Your Love Is Stranger Than Mine" ("I Can See..."). Poprzedzona była ona żartem Bassa. Udawał, że nie może sobie przypomnieć nazwy Camel. Żart ten pamiętamy również z koncertu grudniowego (notabene przed tym samym utworem). Zmęczeni muzycy definitywnie zakończyli koncert skoczną piosenką "Poznań Pie", którą wszyscy przybyli wysłuchali do końca już na stojąco, a następnie podziękowali za prawie 2-godzinny koncert. Pora na wrażenia. Cóż, koncert muzyka pokroju Colina Bassa był przeze mnie długo oczekiwany i nie ukrywam wiele oczekiwałem. Nie ukrywam także, że "prześladowały" mnie ciągłe porównania do koncertu z grudnia ubiegłego roku. Większość niestety na korzyść Eskulapa. Po kolei. Sala widowiskowa kina Grunwald jest salą bardzo miernie nagłośnioną i zbyt jasną, co bardzo utrudniało odbiór koncertu. Sprzęt nagłaśniający nie działał bez usterek - podczas jednego z utworów wysiadło nagłośnienie fletu. Jacek Zasada robił co mógł, ale instrumentu nie było słychać. Nie usłyszeliśmy przepięknego "Long Goodbyes" z repertuaru Camel - utworu znakomicie nadającego się na zakończenie koncertu. Wielu osobom z pewnością brakowało tej pozycji. Wobec powyższego zastanawiał mnie fakt wysokich cen biletów. Były praktycznie dwa razy droższe niż w Eskulapie. Były też miłe wrażenia. Znakomity udział w chórkach Emilii Derkowskiej (zdecydowanie przewyższającej wokalnie Tatianę Kauczor z Eskulapa), jak zwykle mistrzowska gra Marcina Błaszczyka z zespołu Abraxas, no i przede wszystkim gra samego mistrza Colina Bassa sprawiły, że wróciłem do domu zadowolony. Z niecierpliwością czekać będę teraz na przyjazd Latimera i nowy materiał Camela zapowiadany na jesień tego roku. Przeczytaj relację z koncertu krakowskiego. autor: Przemysław Semik tutaj od 99.04.20
|