zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 20 października 2017

relacja: III Dark Underground Festival

27.04.1999  autor: Qboosh
wystąpili: Epitome; Neolith; Trauma; Sacriversum; Atropos; Naamah
miejsce, data: Warszawa, Kotły, 25.04.1999

Od mojego ostatniego pobytu w Kotłach nieco zwiększyła się powierzchnia "użytkowa" klubu. Chociaż bardziej przydałoby się to na poprzedniej edycji festiwalu, kiedy panował niesamowity ścisk, teraz - przy dużo niższej frekwencji - było po prostu wygodnie. Skoro już o zaletach piszę - na koncercie było spokojnie, bez incydentów towarzyszących masowym imprezom - nie było bijatyk, brutalnej ochrony itd. Jeżeli chodzi o niedogodności, to można do nich zaliczyć termin koncertu - niedziela wieczór, co w połączeniu z miejscem i nienajlepszą komunikacją spowodowało, że znalazłem się w domu o godzinie pierwszej przed normalnym dniem pracy. Drugą, i bardziej znaczącą, jeśli chodzi o sam koncert, niedogodnością było nagłośnienie. Najwyraźniej do niektórych nie może dotrzeć, że GŁOŚNIEJ TO NIE ZNACZY LEPIEJ - zamiast odpowiednich instrumentów słychać było często po prostu hałas, dudnienia, a i sprzężenia nie były rzadkością. Czasem nie można było zrozumieć nawet zapowiedzi... Nic dziwnego, że niektórzy ratowali swoje uszy przy pomocy waty lub palców.

Występy zaczęły się jak zwykle z opóźnieniem - około godziny 19-tej. Zaczął warszawski NAAMAH, czyli nowe wcielenie MELANKOLII - ze względu na kłopoty personalne wystąpili w składzie 2 gitarzystów + wokalistka + komputer w roli sekcji rytmicznej i klawiszy. Muzyka być może była ciekawsza od Melankolii, ale ciężko było to stwierdzić z powodu głośności - np. zamiast gitar było słychać "ścianę dźwięku", a nie wiem, czy o to zespołowi chodziło...

Drugim zespołem był, znany z poprzednich edycji festiwalu, ATROPOS. I tu znowu zawiodło nagłośnienie - gitary zlewały się w jeden wielki hałas... Dobrze słychać było tylko perkusję - a grająca na niej kobieta niewątpliwie wyróżnia się umiejętnościami. Wokal przebijał tylko od czasu do czasu.

Trzeci zespół - SACRIVERSUM - zaprezentował się z nową wokalistką i kilkoma nowymi utworami. Niestety nagłośnienie nie pozwalało wsłuchać się w muzykę - jak poprzednio głośność była zbyt duża, ponadto występowały częste sprzężenia. Z tego co do mnie dotarło, nowy materiał jest nieco cięższy od "Soterii" (która, nawiasem mówiąc, niezbyt przypadła mi do gustu - wolałem deathowe Sacriversum sprzed kilku lat...), ale melodyjny i chwytliwy. Występ zakończył się (zagranym na bis zresztą) tradycyjnym już coverem Tiamat - "The Ar".

Przyszła kolej na najsilniejszy akcent tego wieczoru - czyli zespół TRAUMA. Szybko, brutalnie i bez większych zwolnień - czyli po prostu Death Metal. Umiejętności techniczne na wysokim poziomie - nic dziwnego, zważywszy na wiek zespołu. Na początku jakość dźwięku chyba nieco się poprawiła (było trochę ciszej?), bo było słychać poszczególne instrumenty - jednak później wróciła do "normy"...

Po dużej dawce mocnego grania przyszła kolej na zwolnienie (chociaż szybkich momentów też nie brakowało), czyli występ NEOLITH. Nie wiem jak w studiu (słyszałem tylko jeden utwór), ale na żywo zespół wypadł dobrze (pomijając jakość dźwięku - ta jednak nie była ich winą). Był jeden cover - ale za to jaki: Samael "Baphomet's Throne".

Imprezę zakończył grind-core'owy EPITOME. Nie jest to typ muzyki jakim się interesuję, więc nie będę oceniał wykonania. Typowa dla tego gatunku szybka obsługa instrumentów i wokal - od bardzo niskiego do pisków kastrata. Aha, perkusista wystąpił w maseczce chirurgicznej, a basista - w białym fartuchu; gitarzysta za to miał owłosienie jak Kerry King.

Całość zakończyła się o północy - ale niewielka część publiczności do tego końca doczekała.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Zobacz inne relacje

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy zdarza Ci się nic nie robić?