zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 21 października 2017

relacja: III Dark Underground Festival

27.04.1999  autor: Samael
wystąpili: Epitome; Neolith; Trauma; Sacriversum; Atropos; Naamah
miejsce, data: Warszawa, Kotły, 25.04.1999

Koncert odbyl sie w warszawskim klubie Kotly, bardziej przypominajacym kotlownie niz rzeczywisty klub "koncertowy" - jestem w stanie zrozumiec uwielbienie dla surowych wnetrz, ale naprawde, o wiele korzystniej wygladalyby surowe sciany - moze nie jestem znawca malarstwa, ale tamtejsze "dziela sztuki" robia naprawde niepowtarzalne wrazenie...

Koncert, polskim zwyczajem, nie zaczal sie ani o 17.30 jak podawaly niektore zrodla, ani o 18 jak mowily inne, tylko kolo 19. Zaczelo sie od NAAMAH, bedacego przebudowana Melankolia, ze stala trojca w postaci gitarzysty (byly bas) + drugiego gitarzysty + wokalistki... Ano wlasnie - cokolwiek by nie powiedziec o tym zespole, owa kolezanka na pewno psuje jakiekolwiek pozytywne wrazenia - jej piski, zawodzenia i inne szlochy nie byly zbyt przekonywujace dla mych uszu, ktore co najwyzej wiedly od zbyt wysokich tonow... Szkoda, bo zespol mimo braku sekcji rytmicznej staral sie dac z siebie naprawde duzo i widac, ze probuja cos wykombinowac ze swoja muzyka. Jesli ktos zna Melankolie, to dodam, ze Naamah to twor o wiele ciezszy i zywszy, aczkolwiek tez utrzymany w kanonach "klimatow".

Jako drugi wystapil ATROPOS, zespol dosc znany w Warszawie, aczkolwiek chyba niezbyt doceniany, czy slusznie, czy nie, to pozostawiam Waszym uszom. Dla mnie - nic ciekawego, muzycy nie moga zdecydowac sie, co maja grac i mimo, ze przy paru walkach naprawde fajnie sie machalo, to jakos brakowalo mi jakiegos pazura... Nie znam dobrze muzyki Atropos, ale z trzech juz koncertow wnioskuje, ze im starsze utowory tym wieksza napier... wiec moze jeszcze cos z tego bedzie? Jak na razie coraz powszechniejsza jest opinia, ze na Atropos ludzie ciagna ze wzgledu na perkusje... (a raczej perkusistke - red.)

SACRIVERSUM jest chyba wszystkim znane, choc nie wiem czy slusznie - sa setki polskich zespolow, ktore zasluguja na lepsza promocje. Nie ma jak dobre plecy i uklady, eh... Flaki z olejem, ktorych nie ozywil calkowicie nieudany cover Queen i troche lepszy Tiamat - po prostu zero klimatu, czyste rzemioslo - chyba nie o to chodzi...

Gdy juz myslalem, ze usne na koncercie i ze to byl moj najbardziej smetny koncert w zyciu nadeszla TRAUMA... Nadeszla i pozostawila w glebokim szoku adekwatnym do nazwy zespolu... Zaczelo sie od "Intercitude" z "Comedy is Over", niestety bez genialnego polaczenia z intrem, pozniej byly glownie inne utwory z pierwszej plyty, przeplatane z nowymi kawalkami, by pozniej wrocic do tych starszych, "This Can"t be True", "Comedy is Over" i na sam koniec "Perfection" - na cale moje szczescie Trauma nie wrocila na bisy, gdyz moja glowa przestalaby nalezec do mnie, takiego machania nie przewidzialem na tym koncercie. Zawsze lubilem ten zespol, ale po tym koncercie naprawde pokazali, na co ich stac - przy nich slynni olsztynianie to czysta napierdalanka bez grama techniki... Elblag rzadzi! Wreszcie dotarlem na koncert, na ktory wybiertalem sie od trzech lat, w koncu nawet na Vox Mortiis nie dotarlem :(((

Z moich osobistych wrazen pozostanie jeszcze geniusz obslugi koncertu, nadajacej niebianskie piosenki miedzy koncertami - wyobrazcie sobie kolesia zabitego doslownie dzwiekami i energia Traumy, ktorego budza po krotkiej drzemce... koledy! Genialne uczucie, przez chwile myslalem, ze zakonczylem zywot jak prawdziwek, czyli zdechlem na koncercie :)))

Po Traumie, aby dobic fizycznie zgromadzonych ludzikow lub ewentulnie, aby ich pokrzepic moralnie (niepotrzebne skreslic) wystapil NEOLITH. Od samego poczatku wyroznial sie charyzmatyczny lider zespolu, ktory dosc swobodnie czul sie na scenie wykrzykujac/wyharkujac swoje tresci. O muzyce wspominac chyba nie trzeba, Naolith to raczej pozytywnie wyrozniajacy sie zespol wsrod polskich klimaciarzy... Pisze - klimaciarzy, gdyz pomimo swoich dosc szybkich temp, moim zdaniem najblizej im do death doom metalu, choc troche (ale naprawde malo) blackowych smaczkow tez sie znajdzie. Zespol zrobil maniakom i innym Samaelom mila niespodziankei, skladajac hold Szwajcarii w postaci "Baphomet"s Throne" - kult!!! Sala oszalala - hery, dym i herezja...

Na koniec, niestety przy juz bardzo nielicznej gawiedzi, wystapil EPITOME - muzyka moze nie dla mnie, ale warto bylo zobaczyc cale przedstawienie - wlasnego stylu tym rzeznikom ciezko odmowic... Spelnily sie koszmary szarych obywateli o ciemnych metalowych hordach, ktore jednakze tym razem wystapily w przebraniach pracownikow budzetowki, czyli lekarzy... Czysta napierdalanka, byle szybciej, byle mocniej, z wyrozniajacym sie basem, na ktorym bylo w pewnym momencie slychac... Toola! No i co w tym nadzwyczajnego? Niby nic, ale zespol dostarczyl mi polewki od samego poczatku - jak juz powiedzialem koszmar podatnika - trzeba bylo uslyszec to dzikie wycie, teksty w postaci "aaaaaargh! aaaaaargh! aaaaargh!" albo "grrrrrrrr! grrrrrrrr! grrrrrrrr!", czy na koniec dzieciecych piskow - cos pieknego, wypierd nie z tej ziemi, przebudzenie dla najbardziej zatwardzialych spiochow... Najbardziej mnie rozlozyly efekty specjalne, czyli riffy, haha, czyli nic innego jak szarpanie strun z zaplecza - to naprawde trzeba bylo zobaczyc...

Caly koncert: 3+

Ratowaly go wysmienite koncerty Traumy i Neolith oraz jajcarze z Epitome, ktorzy widac, ze wiele serca wkladaja w swoja muzyke... Reszta... No, coz... Gdyby tak przyjsc 3 h pozniej...

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Zobacz inne relacje

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy zdarza Ci się nic nie robić?