Skład: Fish - vocals; John Wesley - guitars; Tony Torello - piano,
keyboards, programming i inni
Miał być w Bydgoszczy, miał być w Warszawie - ostatecznie padło
jednak na stolicę Wielkopolski - Poznań. Moja radość powiększona została
Koncert zapowiedziany był na godzinę 19:00. Sala Wielka poznańskiego Zamku była już wtedy pełna. Ciekawostką jest fakt, że koncert ten został potraktowany jako próba generalna przed regularnymi w przyszłości koncertami artystów rockowych. Wcześniej w Zamku nie odbywały się tego typu imprezy. Przedstawiciel agencji artystycznej zapowiedział Fisha około 19:20, ale najpierw na scenę wyszedł gitarzysta z grupy Fisha - John Wesley, zagrał kilka ballad z towarzyszeniem jedynie gitary akustycznej, promując tym samym swój najnowszy album solowy. Publiczność przyjęła przychylnie pierwsze dwa utwory, a podczas kolejnych trzech wszyscy już nerwowo przebierali nogami nie mogąc doczekać się gwiazdy wieczoru. Trzeba przyznać, że Wesley grał i śpiewał całkiem dobrze, ale tego wieczoru był tylko bardzo dobrym i nie w pełni docenionym supportem. (podobnie było jak pamiętamy z Allanah Myles przed koncertem Stinga w Polsce). Fish kazał na siebie czekać prawie do 20:00, ale jak już wyszedł... dawno nie widziałem tak szalejącej publiki. Rozpoczęło się od jednego utworu z najnowszej płyty, później było sporo kawałków z wcześniejszych płyt solowych Fisha, znalazło się miejsce również dla kompozycji Marillion, ale tylko z albumu "Clutching At Straws" - szkoda. Fish wyraźnie nie miał ochoty grać nic z przed 1987 roku. Prośbę jednego z fanów o "Kayleigh" skwitował krótkim "Shut Up!". Na planowy koniec artysta zostawił suitę "Plague Of Ghosts" z najnowszej płyty. Poprzedził ją opowiadaniem przy świeczniku, co nadało całkiem oryginalną atmosferę starego zamczyska. Pijąc wino podczas opowiadania Fish usłyszał z widowni, że alkohol szkodzi - skwitował to krótkim "fuck you", co wywołało burzę oklasków. Po zakończeniu "Plague Of Ghosts" Fish przedstawił po kolei wszystkich muzyków, wszyscy pożegnali się i opuścili scenę, w zasadzie tylko po to, aby trochę odsapnąć, ponieważ bisy byłe pewne. Było ich aż trzy. Aż trzy razy jeszcze Fish wychodził na scenę, aby nasycić swoich fanów - zaprezentował utwory z płyty "Sunsets On Empire" i wcześniejsze. Koncert zakończył się około godziny 22:00 Cóż, było rewelacyjnie. Mimo krzeseł w tylnej części sali i tak wszyscy stali przez większość czasu - siadało się tylko w czasie cichych fragmentów "Plague Of Ghosts" oraz krótkich przerw pod koniec koncertu. Dawno nie byłem na koncercie budzącym taki entuzjazm fanów - Fish na pewno to czuł i pewnie dlatego bisował aż trzy razy. Poza tym był w naprawdę dobrej formie. Do nagłośnienia sali nie mam żadnych zastrzeżeń - było ok. Wróciłem do domu "najedzony rybą" do syta. autor: Przemysław Semik tutaj od 99.10.12 |
|
"rock i metal po polsku" istnieje od 14 grudnia 1996. Wszelkie prawa zastrzeżone, © 1996-2012 rockmetal.pl. www.rockmetal.pl | nowe na stronie | |