relacja: Aion, Sacriversum, Artrosis, Katowice 31.01.1998
|
|
|
from Dark to Gothic tour
AION
SACRIVERSUM
ARTROSIS
...tak głosiły plakaty rozwieszone pod koniec stycznia w centrum
Katowic. Trzy nowe zespoły w wytwórni Morbid Noizz = trzy nowe płyty,
wydane co prawda jeszcze w roku 97, ale promowane na koncertach dopiero
teraz: Aion z "Midian", Artrosis "Ukryty wymiar" (ich strona w sieci:
http://www.kki.net.pl/artrosis) oraz Sacriversum ze swoją "Soterią". Jako,
że zaopatrzyłem się kiedyś w pismo Morbid Noizz nr 2/97 z promocyjnym
kompaktem, miałem możność zapoznania się z utworami tych grup, a muzyka
Sacriversum zainteresowała mnie na tyle, że nabyłem ich kasetę. Nie
poszedłem więc na koncert taki całkiem zielony, nie wiedząc czego się
spodziewać.
31-go o godz 17.30 stawiłem się więc przed drzwiami Mega Clubu. Takich
jak ja było na oko dwustu - tak więc całkiem sporo. Niestety, należało
odczekać dodatkową godzinkę (próby), zanim na scenie pojawiło się
Artrosis. Magda "Medeah" ubrana w czerwoną obcisłą sukienkę i czarne
długie rękawiczki wyglądała bardzo "apetycznie" :o). Pierwszy utwór:
"Lisa" - przypomina nieco stylistykę Dead Can Dance. Później jest
już bardziej czadowo. Zespół gra materiał z nowej płyty + specjalne
kawałki wykonywane tylko na koncertach. Nie mogę się oprzeć wrażeniu,
że Magda w pewnych momentach koncertu (może nieświadomie) naśladuje
gestykulacją i sposobem interpretacj utworu - szczególnie jeśli chodzi o
tzw. "arabeski"- Anję Orthodox (Magda - jeśli to czytasz, to nie denerwuj
się, że znowu ktoś napisał o podobieństwie do Closterkellera. Porównanie
z Najlepszą Polską Wokalistką to chyba nie wstyd?). Na scenie widać,
że to ona jest frontwoman, chłopcy grają schowani w jej cieniu. 50-cio
minutowy koncert kończyli ich największym przebojem: "Szmaragdowa noc"
(jeśli nie liczyć bisu). Po żywiołowej reakcji publiczności widać, że
"Artrosis" jest najbardziej znaną grupą spośród trzech występujących
(następne zespoły miały trochę mniej słuchaczy - szczególnie dotyczy
to Aion). Muzyka tej grupy przypomina mi trochę dokonania twórców "cold
wave" lat 80-tych (+ metalowy wykop w niektórych utworach). W porównaniu
z pozostałą dwójką utwory są bardziej rockowe, surowe i gotyckie.
Na następne po Artrosis Sacriversum czekałem z dużym zainteresowaniem,
bowiem od "Soterii" nie mogłem się odciągnąć od jakiegoś już czasu (nawet
teraz, gdy piszę ten esej, z głośników mi to leci). Prawdę mówiąc nie
znam poprzedniego albumu "The Shadow of The Golden...", ale ponieważ
zespół na koncercie nawiązuje także i do tamtych utworów, więc mogłem
sobie je porównać z nowym materiałem. Remo, grający na basie, a zarazem
wokalista, wita wszystkich po długiej nieobecności na Śląsku (koncert w
Chorzowie w 1995 roku). Szóstka z Łodzi przyjechała w zmienionym składzie
i z nowym materiałem. Zaczynają grać. Rozlega się muzyka. "Klimatyczne"
klawisze łączą się harmonijnie z ciężkimi gitarami. Czasami growling
wokalisty kontrastuje z głosem Alexandry, przypominając trochę duet z
Theatre of Tragedy, czasem Remo śpiewa ludzkim ;o) głosem jak np. w
"Sacred Betrayal". Taki różnorodny sposób artykulacji to bardzo dobry
pomysł, urozmaicający poszczególne kompozycje. Moim ulubionym utworem
jest pierwszy na "Soterii" - "Majestry Is Blind" zaśpiewany na koncercie
rewelacyjnie przez Alexandrę. Naprawdę doskonale. Odleciałem. Dziewczyna
jest bardzo podobna do Anneke z The Gathering, głos ma jednak całkiem
inny. Jej obecność powoduje zasadniczą zmianę, wzbogacenie muzyki w
porównaniu z solowym śpiewem samego Rema (tutaj mam na myśli utwory z
poprzedniej płyty). Mimo ...nastu lat (no, no, no w takim młodym wieku
taki dojrzały wokal... pozazdrościć) widać, że Ola dobrze czuje się na
scenie. Zachowuje się raczej spokojnie, co nie oznacza, że statycznie,
bo piórami też potrafi zakręcić :o). Prawa strona sali ostro podskakuje
(ja też). Utwory są bardzo dynamiczne, choć czasami następuje w nich
zmiana rytmu i lekkie zwolnienie ("Sacred Betrayal" - dla mnie nr 2
tej płyty). Następnie "Paradise", tytułowa "Soteria" z rozbudowaną
solówką gitary. Pod koniec koncertu trochę klimatu black: "Overwhelming
Monuments", instrumentalny "Hybris" i cover Paradise Lost. Po koncercie
przysłuchiwałem się grupce facetów w czerni. Byli bardzo pozytywnie
zaskoczeni brzmieniem. Ja nie - dla mnie "Soteria" już wcześniej była
w ścisłej czołówce najlepszych polskich płyt roku 97, a koncert jeszcze
tą ocenę spotęgował. Polecam Sacriversum Waszej uwadze.
O kończącym imprezę Aion nie mogę zbyt wiele powiedzieć, bo nie słuchałem
wcześniej ich debiutanckiego albumu. Z tego co usłyszałem i zobaczyłem
podczas występu - dźwięki wydały mi się trochę zbyt jednostajne,
prawdę mówiąc poszczególne utwory zlewały się ze sobą. Zbyt mało było
tutaj różnic, oryginalności poszczególnych utworów. Ciekawsze momenty
w czasie koncertu - to moim zdaniem - najbardziej przebojowy "The Lord"
(oj, dobry to kawałek!) i cover Sisters of Mercy. Ale ogólnie to pozostał
mi po ich występie lekki niedosyt. Nie wiem, może byłem zbyt podniecony
koncertem Sacriversum?
Na koniec pozostaje mi tylko podsumować, że impreza była bardzo sympatyczna.
Szkoda tylko, że takie koncerty odbywają się tak rzadko...
autor: SlavusCo
tutaj od 98.02.03
|