zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 19 października 2017

relacja: "Gothoom Open Air Fest 2016"

5.08.2016  autor: Katarzyna "KTM" Bujas
wystąpili: Batushka; Marduk; Bolzer; Harakiri For The Sky; Inferno; Infer; Nevaloth
miejsce, data: Ostry Grun, 21.07.2016
wystąpili: Ramchat; Doomas; Blood Red Throne; Rotting Christ; Helevorn; Graveworm; Daylight Misery; Steel Engraved; Six Degrees of Separation; Desire for Sorrow; Perversity; Posthumous Blasphemer; Galadriel; Anime Torment; Mortally Infected; R.E.T.
miejsce, data: Ostry Grun, 22.07.2016
wystąpili: Totem; Infernal Tenebra; Malignant Tumour; Asphyx; Napalm Death; Cattle Decapitation; Diabolical; Ahumado Granujo; Divine Chaos; Weeping Silence; Devangelic; Gutalax; Obliterate; Attack of Rage; Holotropic; Brainscan; Natural Born Fuckers; Majster Kat
miejsce, data: Ostry Grun, 23.07.2016

Asphyx, Ostry Grun 23.07.2016, fot. Verghityax
Asphyx, Ostry Grun 23.07.2016, fot. Verghityax

W samym sercu lasu, w miejscowości Ostry Grun, położonej w słowackim regionie Bańska Bystrzyca, znajduje się ośrodek rekreacyjno - wypoczynkowy "Chata Kollarova", na terenie którego, w otoczeniu malowniczego górskiego krajobrazu, odbyła się siódma edycja festiwalu "Gothoom Open Air Fest". Już sama podróż do tego miejsca, przez sielskie słowackie wioski, rozległe polany z widokiem na pasmo górskie oraz kręte leśne drogi, zwiastowała udany trzydniowy wypoczynek w pięknym otoczeniu przyrody. Niewielka górska dolina, w której położony jest ośrodek "Chata Kollarova", jest z każdej strony otoczony ścianą lasu, dzięki czemu teren festiwalu był praktycznie odcięty od świata. Zamiarem organizatora było stworzenie kameralnej, wręcz rodzinnej atmosfery, stanowiącej przeciwieństwo wielkich imprez, gdzie fani traktowani są bezosobowo, a spotkania z zespołami możliwe są tylko podczas sesji meet'n'greet. Równie duży nacisk został jednak położony na jakość muzyki serwowanej gościom festiwalu, czego wyrazem był nie tylko dobór zespołów, ale i wyjątkowa dbałość o techniczną stronę występów oraz ich nagłośnienie.

Dzień 1 - "Black Metal Night" (czwartek)

Pierwszego dnia festiwalu impreza wystartowała o godzinie 17. W programie znalazły się koncerty siedmiu zespołów w klimacie blackmetalowym. Imprezę otworzył słowacki Nevaloth, grający mieszankę progresywnego i atmosferycznego black metalu, momentami nasuwającego skojarzenia z wczesną twórczością Dimmu Borgir. Następny na scenę wkroczył Infer, kolejny lokalny zespół, o nieco brutalniejszym obliczu z pogranicza black i death metalu. Wczesna godzina odebrała nieco mroku występowi czeskiego Inferno, którego dodatkowym atutem jest dość rozbudowana scenografia, nie w pełni dająca się wyeksponować w świetle dziennym. Zespół ten jednak udowodnił, że fala popularności, na jakiej znalazł się dzięki ostatniemu albumowi "Omniabsence Filled By His Greatness", nie jest dziełem przypadku, a horda z Karviny broni się na żywo tak samo, jak dotąd zarejestrowany przez nią materiał.

Harakiri For The Sky, Ostry Grun 21.07.2016, fot. Verghityax
Harakiri For The Sky, Ostry Grun 21.07.2016, fot. Verghityax

Następnym zespołem, który znalazł się na gothoomowej scenie, był pochodzący z Austrii Harakiri For The Sky, prezentujący nieco bardziej depresyjne, post-blackowe oblicze czarnej sztuki. Trzeba jednak przyznać, że chwila wytchnienia przy bardziej melodyjnych i klimatycznych dźwiękach bardzo przydała się przed koncertem Bolzer, który okazał się bezlitosnym pokazem mocy i zostawił na scenie ogień, którego podtrzymanie było dla kolejnych gwiazd nie lada wyzwaniem. Duet ze Szwajcarii, którego stosunkowo krótką karierę okrzyknięto jednym z najbardziej spektakularnych sukcesów w historii ekstremalnej muzyki, rozwiał wszelkie wątpliwości co do tego, że ten laur należy mu się bez żadnych wątpliwości. Wokalista - gitarzysta Okoi Jones oraz perkusista Fabian Wyrsch, choć w swym dorobku mają zaledwie dwie EP-ki, roznieśli scenę z mocą równą pełnemu pięcioosobowemu składowi. Bezkompromisowa szczerość i prostolinijność tej formacji sprawia, że ekspresją oraz panującą na scenie atmosferą Bolzer jest w stanie zawstydzić niejeden zespół z o wiele dłuższym stażem.

Bolzer, Ostry Grun 21.07.2016, fot. Verghityax
Bolzer, Ostry Grun 21.07.2016, fot. Verghityax

Po zejściu ze sceny Szwajcarów, występujący jako gwiazda wieczoru Marduk miał dość trudne zadanie, aby porwać publiczność w otchłań jeszcze większego szaleństwa. Lata doświadczenia na blackmetalowej scenie sprawiają jednak, że nie tak łatwo zepchnąć do defensywy machinę wojenną dowodzoną przez gitarzystę i głównego kompozytora Morgana Steinmeyera Hakanssona. Marduk nie zawiódł i zgotował publiczności festiwalu prawdziwe piekło na ziemi, bombardując nie tylko materiałem z ostatniej płyty "Frontschwein", ale i sztandarowymi utworami ze starszego repertuaru. Koncert rozpoczął się od tytułowego utworu z najnowszego albumu, a po następującym po nim niemal przebojowym "The Blond Beast", publiczność oberwała srogo z ostrej amunicji w postaci klasyków "Of Hell's Fire", "Still Fucking Dead", "Azrael", "Materialized in Stone" i "Throne Of Rats", z przerwą na pochodzący z ostatniego albumu "Warschau III Necropolis", po którym nastąpiły kolejno dwa utwory z płyty "World Funeral": "Cloven Hoof" i majestatyczny "To The Death's Head True". Dalej nastąpił kolejny zwrot w stronę nowszych dokonań zespołu podczas "Souls For Belial" oraz "Wartheland", zaś na zakończenie kropkę nad i postawiły "Panzer Division Marduk" i "Wolves". Nawet fani Marduk, którzy wciąż nie potrafią odżałować, że mikrofon z rąk Legiona ponad dziesięć lat temu powędrował do Daniela "Mortuusa" Rostena, widząc zespół w obecnej formie muszą przyznać, że za sprawą ekspresji scenicznej wokalisty, nienawiść nadal wylewa się ze sceny jak przystało na czołówkę gatunku.

Marduk, Ostry Grun 21.07.2016, fot. Verghityax
Marduk, Ostry Grun 21.07.2016, fot. Verghityax

Po wyśmienitym koncercie Szwedów scenę przejęła nasza polska formacja Batushka, po czym przeistoczyła ją w prawdziwą blackmetalową cerkiew. Zespół zaprezentował chyba najbardziej atrakcyjne wizualnie widowisko tego wieczoru i jak na kapelę istniejącą stosunkowo krótko, spotkał się z dużym uznaniem ze strony publiczności. Przy dźwiękach blackmetalowej "Lithourgiyi" pole festiwalowe pomału pogrążało się we śnie, lekko zroszone deszczem podczas koncertu dwóch ostatnich zespołów.

Dzień 2 (piątek)

Drugiego dnia koncerty rozpoczęły się już o godzinie 9 rano. Był to również najbardziej upalny dzień festiwalu i z tego powodu zespoły grające w pierwszej połowie dnia nie mogły liczyć na oszałamiającą frekwencję pod sceną. Zestaw kapel przewidziany na piątek był o wiele bardziej zróżnicowany niż w dniu otwarcia "Gothoom Open Air Fest", ze znacznym pierwiastkiem doom - dark metalu. Od rana zaprezentowały się zespoły Cooldblooded, R.E.T., Mortally Infected, Anime Torment, Galadriel, Posthumous Blasphemer, Perversity, Desire for Sorrow, Six Degrees Of Separation, Steel Engraved oraz Daylight Misery.

Występ pierwszej gwiazdy poprzedzał koncert szwedzkiej formacji Diabolical, który zgromadził pod sceną spore grono fanów, pomimo iż całkiem niedawno zespół koncertował na Słowacji u boku Kampfar i Borknagar. Po solidnej dawce death metalu scenę przejął pochodzący z Włoch Graveworm, wykonujący nieco bardziej melodyjną i atmosferyczną odmianę metalu z pogranicza blacku, symfonii i gotyku. W podobnym klimacie utrzymany był występ kolejnego zespołu, którym był jeden z reprezentantów Gothoom Productions, dark - doommetalowy Helevorn. Materiał zaprezentowany przez Hiszpanów przywodził nieco na myśl wcześniejsze dokonania Paradise Lost, co w połączeniu z dobrym, nowoczesnym brzmieniem wywarło na publiczności całkiem pozytywne wrażenie i utrzymało pod barierkami pokaźny tłum, nie tylko w oczekiwaniu na gwiazdę wieczoru Rotting Christ.

Rotting Christ, Ostry Grun 22.07.2016, fot. Verghityax
Rotting Christ, Ostry Grun 22.07.2016, fot. Verghityax

Koncert Greków z Rotting Christ był jednym z najlepszych, jakie miałam przyjemność oglądać w wykonaniu tej formacji. Ogromne brawa należą się przede wszystkim perkusiście Themisowi Tolisowi, który był tego wieczoru w wybitnej formie. Set listę zdominowały utwory z nowej płyty, "Rituals", oraz jej poprzedniczki, "Kata Ton Daimona Eaytoy". Zabrakło największego moim zdaniem arcydzieła Rotting Christ z ostatnich lat - utworu "666". Po niezbyt piorunującym wrażeniu, jakie zrobił na mnie promujący nową płytę teledysk "Apage Satana", muszę jednak przyznać, że wykonanie tego utworu na żywo dodało mu całkiem nowego kolorytu, zwłaszcza dzięki mocnym wokalom wykonywanym przez całą trójkę gitarzystów. Wypada jednak podkreślić, że głównym atutem brzmienia Rotting Christ tego wieczoru była jego przejrzystość i dynamika, co zespół zawdzięcza przede wszystkim znakomitej pracy nagłośnieniowców, która z uwagi na używane przez Greków sample wcale nie była łatwa.

Doomas, Ostry Grun 22.07.2016, fot. Verghityax
Doomas, Ostry Grun 22.07.2016, fot. Verghityax

Tłum rozgrzany występem Sakisa Tolisa i spółki wyjątkowo ciepło powitał na scenie kolejną formację - pochodzący ze Słowacji Doomas, będący jednocześnie kapelą organizatora festiwalu, wokalisty i basisty Petera Betko. Jak sama nazwa wskazuje, zespół porusza się w klimatach doommetalowych, oscylujących momentami w rejonach melodyjnego deathu. Trzeba jednak przyznać, że Doomas w pełni zasłużył na swój czas na scenie, a wykonywana przezeń muzyka obroniła się sama, niezależnie od faktu, że jej lider dowodzi załogą Gothoom Productions. Przyznam, że dzięki koncertowi sięgnęłam po ostatnią płytę tej formacji, zatytułowaną "La Muerte", której wykonanie na żywo zwiastuje, że ten niezbyt szeroko znany zespół może mieć jeszcze wiele do powiedzenia w świecie melodyjnego doom metalu.

Wieczór zamknął koncert kolejnej słowackiej kapeli - pagan blackmetalowego Ramchat. Z programu wypadł norweski Blood Red Throne, którego koncert był przewidziany tuż po występie Rotting Christ. Jak informuje organizator, zespół zrekompensuje fanom swoją nieobecność na kolejnej edycji "Gothoom Festivalu" w roku 2017.

Dzień 3 (sobota)

Ostatni dzień "Gothoom" można śmiało określić mianem święta death metalu. Pomimo iż przed gwiazdami wieczoru mozaika kapel obfitowała w najprzeróżniejsze style, zakończenie dnia zostało zdominowane przez znakomitych reprezentantów tego gatunku.

Rano i wczesnym południem publiczność bawiła się przy repertuarze thrashowców z Majster Kat, hardcore'owego Natural Born Fuckers, alternative - metalowego Brianscan, progresywno - deathmetalowego Holotropic znajdującego się pod skrzydłami Gothoom Productions, death - grindowych składow Attack of Rage i Obliterate oraz radosnego gore - grindu w wykonaniu ekipy Gutalax.

Kolejnym mocnym uderzeniem był set włoskiego Devangelic, wykonującego brutal death metal, po którym nastała chwila lirycznego rozluźnienia za sprawą pochodzącego z Malty gotyckiego Weeping Silence z żeńskim wokalem. Dalej zaś zaprezentowały się death - thrashowy Divine Chaos i kolejny wesoły grindowy skład - Ahumado Granujo.

Cattle Decapitation, Ostry Grun 23.07.2016, fot. Verghityax
Cattle Decapitation, Ostry Grun 23.07.2016, fot. Verghityax

Po godzinie 19 na scenę wkroczył pochodzący ze Stanów Cattle Decapitation, którego show stanowiło kwintesencję brutalnego grania z pogranicza grindcore'u i death metalu. Pomimo obrzydliwego zachowania na scenie wokalisty Travisa Ryana, koncert należy zaliczyć do bardzo udanych, choć niespecjalnie miłych dla oka.

Cattle Decapitation porwał publiczność przed koncertem Napalm Death, który udowodnił, że Brytyjczycy to klasa sama w sobie, a wokalista Mark "Barney" Greenway nie ma sobie równych jako frontman. Napalm Death pomimo długiego stażu na scenie muzyki ekstremalnej, jest jednym z niewielu zespołów, którym udało się nie popaść w rutyniarstwo i nadal wkłada w występy na żywo tyle energii i emocji, co debiutujące kapele. Choć z największym aplauzem zespół spotkał się wykonując starszy materiał, również utwory z płyty "Apex Predator - Easy Meat" trafiły w gusta publiczności.

Napalm Death, Ostry Grun 23.07.2016, fot. Verghityax
Napalm Death, Ostry Grun 23.07.2016, fot. Verghityax

I kiedy wydawało się, że nikt już nie będzie w stanie przebić wrażenia, jakie pozostawił po sobie Napalm Death, na scenę wszedł Asphyx i zrównał wszystko z ziemią. Nie będzie żadną przesadą stwierdzenie, że koncert ostatniej z gwiazd festiwalu "Gothoom" był za razem najlepszym koncertem całej imprezy. Pomimo że poziom występów wszystkich headlinerów był naprawdę znakomity, ta runda bez wątpienia należała do ekipy Martina van Drunena. Holendrzy pokazali, jak się gra death metal, dając bardzo ekspresyjne i szczere show, bez niepotrzebnego zadzierania nosa i przyjmowania sztucznej pozy. Widać było autentyczną radość z grania, jak również dbałość o to, by zaserwować fanom jak najlepszy poziom wykonania muzyki na żywo. O interakcję z publicznością dbał przede wszystkim lider i wokalista kapeli Martin van Drunen, zaś główną siłą napędową deathowej machiny był tego wieczoru perkusista Stefan "Husky" Huskens, który dołączył do Asphyx po odejściu Boba Bagchusa, współzałożyciela kapeli. Pomimo bezlitosnego ciężaru, który eksplodował z głośników, atmosfera na koncercie była bardzo pozytywna. Martin zachęcał nawet fanki do okazywania szczególnej sympatii gitarzyście Paulowi Baayensowi, który grał tego wieczoru ostatni koncert jako kawaler. Nie zabrakło największych hitów zespołu z ostatnich lat - "Deathhammer", "Death The Brutal Way", jak i starszych klasyków - "The Rack", "Last One on Earth", "Wasteland Of Terror".

Asphyx, Ostry Grun 23.07.2016, fot. Verghityax
Asphyx, Ostry Grun 23.07.2016, fot. Verghityax

Wieczór zakończyły występy trzech kolejnych zespołów - czeskiego Malignant Tumour, chorwackiego Infernal Tenebra oraz naszego polskiego Totem.

Dla miłośników dużych festiwali pokroju "Brutal Assault" czy "Wacken Open Air" słowacki "Gothoom Open Air Fest" nie wydaje pewnie się zbyt atrakcyjną opcją, głównie ze względu na stosunkowo niewielką w porównaniu do tamtych festiwali liczbę dużych gwiazd. Jednak dla osób, które cenią sobie bardziej kameralną atmosferę i wypoczynek w bardziej estetycznych warunkach, "Gothoom" jest idealną propozycją na weekendowy wypad. Dotychczas festiwal odbywał się w wyjątkowo malowniczym miejscu, dzięki czemu jego goście mogli czuć się jak na metalowych wakacjach. W porównaniu ze standardowymi lokalizacjami dużych imprez, które zwykle odbywają się w szczerym polu, "Gothoom" oferuje znacznie ciekawsze warunki, także pod względem gastronomiczno - sanitarnym. Stały dostęp do restauracji znajdującej się w budynku oraz normalnych toalet, utrzymywanych w przyzwoitej czystości, z pewnością był postrzegany jako duża zaleta zwłaszcza przez żeńską części publiczności festiwalu.

Dobre wrażenie zrobiło również postępowanie samego organizatora, które było najlepszym dowodem na to, że zamieszczane w internecie hasła o "rodzinnej atmosferze" festiwalu nie są wyłącznie pustym chwytem reklamowym. Gothoom Productions zdało egzamin nie tylko na poziomie organizacyjnym, ale i na płaszczyźnie towarzyskiej, podobnie zresztą jak większość zespołów, która chętnie opuszczała backstage i spędzała czas z fanami. Serdecznie polecam uwzględnienie kolejnej edycji "Gothoom Open Air Fest" w swoim terminarzu koncertowym, zwłaszcza mieszkańcom południa Polski, ze względu na naprawdę dobry dojazd i stosunkowo przystępną cenę.

Komentarze
Dodaj komentarz »