|
|
| relacja: Helloween Festival IV, Leszno "DK Kolejarz" 3.11.20...
|
| wystąpili: |
Negura Bunget; Fleshless; Decapitated; Parricide; Thy Disease; Crionics; Serpentia; Dream; Feylamia; Canalis Analis; Art. De Light; Bloodstained; V-1; Moral Insanity
|
miejsce, data: Leszno, DK Kolejarz, 3.11.2001
Jeśli ktoś nastawił się, że czytając tę relację dowie się jak wypadły
V-1, Thy Disease, Decapitated, Serpentia i Negura Bunget na Helloween
Festival 2001, to lojalnie muszę uprzedzić, że o występie żadnego
z wymienionych zespołów niestety nie przeczytacie. Z przyczyn ode mnie
niezależnych musiałem opuścić Leszno kilka godzin przed końcem koncertu.
Była to moja pierwsza wizyta w tym mieście, nie wiedziałem czego się mogę
spodziewać, jednak Dom Kultury "Kolejarz" zrobił na mnie dość pozytywne
wrażenie. Trochę się zdziwiłem słysząc, że w zeszłym roku pomieścił
podobno ponad 800 osób. Musiała być wtedy gorąca atmosfera.
Impreza ruszyła niestety z dwugodzinnym opóźnieniem. Pierwszy na scenie
pojawił się Moral Insanity, który zaprezentował się raczej
z dobrej strony. Prezentują opatrzony niskim growlem szybki death,
w którym słychać trochę grindowych naleciałości. Ciekawostką ich występu
był basista grający z nut.
Bloodstained, który był następny, to cięższa odmiana
hardcore'a. Ostrzejszy śpiew demonstrowany przez dwóch wokalistów, na
szczęście nie rapujących, i czasami "lekko" grindujący bas. Najsłabszy
element zespołu to perkusista, zdecydowanie przydałby się ktoś
lepszy. Kompletnie nie przypadli mi do gustu. Zespół jest chyba z Leszna
i ma swoich fanów i przyjaciół, którzy w nielicznej grupce bawili się
pod sceną.
Art The Light to granie klimatyczne z klawiszami. Trochę
doomowania, trochę szybszych momentów i przyzwoici instrumentaliści.
W składzie mamy wokalistę śpiewającego czysto, jak również growlem, oraz
wokalistkę o przeciętnym głosie i umiejętnościach. Początek ich krótkiego
występu zaczął się niezbyt szczęśliwie, gdyż w pierwszym utworze nie było
prawie słychać śpiewu. Później nagłośnienie było już niezłe, zaprezentowali
trzy utwory, w tym ciekawą kompozycję instrumentalną kończącą koncert,
która została zagrana jednak raz jeszcze, ponieważ publiczność wywołała
grupę na mini bis.
Żeby nie zrobiło się za słodko, na scenie "Kolejarza" zjawił się
Canalis Analis. Szybki grind, czasem zbliżający się ku ekstremum,
z wrzaskami i dość niskim growlem w wykonaniu dwóch drących się
wokalistów, z których jeden krył twarz pod czapką "terrorystką". Ich
muzyka przywodziła mi na myśl niekiedy Extreme Noise Terror, czasem
wczesny Napalm Death, ale w słabym wydaniu. Część zespołu - wokalista
i bębniarz - stanowią członkowie grającego wcześniej Bloodstained. Może
w przypadku hardcore'a perkusista nie musi być dobry, ale jednak do
grindu przydałby się zespołowi ktoś porządnie grający na bębnach.
A czy to coś zmieni, tego już nie wiem.
Pochodzący w głównej mierze z Radomska Dream wypadł trochę
lepiej niż przeciętnie. Muzycznie to death metal, niezbyt szybki,
w którym słychać, że muzycy myślą, kombinują, jednak momentami było
to trochę nużące. Wokal radził sobie średnio, pozostali muzycy całkiem
dobrze. Do ciekawszych momentów należy zaliczyć cover Pestilence "Land
Of Tears", zagrany chyba dwukrotnie szybciej od oryginału.
Występu zespołu Feylamia nie zarejestrowałem, a nie chcę
wyrażać opinii tylko bazując na tym, czego dowiedziałem się od
tych, którzy widzieli chociaż kawałek. Natomiast tego, co usłyszałem
w wykonaniu reaktywowanego Parricide nie przewidziałem. Zaskoczyli
mnie wyjątkowo pozytywnie. Wgniatający w podłogę szybki, potężny death
metal, jaki niezbyt często widuję ostatnio na koncertach, spowodował
żywsze bicie serca dużej części publiczności. Świetne opanowanie
instrumentów, doskonały perkusista i dysponujący bardzo dobrymi
warunkami głosowymi wokalista, potrafiący histerycznie wrzeszczeć
i nisko growlować (niekiedy wręcz bardzo nisko) to szereg zalet,
jakimi dysponuje Parricide. Średnia wieku do niskich nie należy,
a jednak zespół zaskoczył swą energią emanującą z muzyki. Cholernie
dobry koncert zakończył miażdżący cover Cannibal Corpse "Hammer
Smashed Face". Kontynuacją tej masakry był ponad półgodzinny występ
Fleshless. Kawał solidnego death/grindu za sprawą rzeźników zza
naszej południowej granicy rozpętał niemałe piekiełko pod sceną, na
które złożyły się m.in. trzy części utworu "Noise" oraz "Blood Of Whore"
(przetłumaczonego przez wokalistę jako "Krew kurwy"). Mimo braku basisty,
ale za to z wymiatającym perkusistą, dali niszczący koncert. Niestety
to był ostatni zespół, jaki widziałem tego wieczoru.
Kiedy wychodziłem z "Kolejarza", na scenie właśnie instalował się
krakowski Thy Disease. Żałuję, że nie
zobaczyłem zespołów, dla których pojechałem do Leszna...
autor: m00n
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem relacji? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten koncert lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną relację z koncertu
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|
| materiały dotyczące zespołów:
|
|