|
|
| relacja: Metal Masquerade II, Poznań "MO" 27.05.2001
|
| wystąpili: |
Luna Ad Noctum; Viggen; Medebor; Havoc; Demon Days; Decus; Braindead
|
miejsce, data: Poznań, MO, 27.05.2001
Klub "MO" to nieduża knajpa ze specyficznymi miejscami do siedzenia,
mogąca pomieścić ponad 100 osób. Tam właśnie odbyła się druga edycja
Metal Masquerade, na której miałem okazję się zjawić. Jej
organizatorzy postawili sobie za cel prezentowanie młodych, szerzej
nieznanych polskich zespołów metalowych. Cel szczytny, godny pochwały
i jak na razie im się to udaje. Impreza niewątpliwie rozrasta się, na
pierwszy koncert udało się ściągnąć cztery kapele, a na drugim znalazło
się ich już sześć.
Na początek na małej scenie klubu pojawił się pierwszy z poznańskich
zespołów Brain Dead. Trudno mi pisać o ich muzyce, gdyż właściwie
słychać było tylko wokal i perkusję, czasem gitary. Jeśli jednak miałbym
pokusić się o jakąkolwiek ocenę na podstawie około dwudziestominutowego
koncertu, to zespół prezentuje raczej nieskomplikowany death metal,
z przeciętnym wokalistą. Wypadli słabo, ale podobno był to ich pierwszy
koncert w życiu.
Drugi w kolejce miał być gdański Decus, jednak zespół nie przyjechał,
a powodem najprawdopodobniej jest jego rozpad. W związku z tym następni
scenę okupowali chłopcy z Demon Days. Mam mieszane uczucia do w
stosunku do ich muzyki. Brzmieli znośnie, jednak wydaje mi się, że na
razie chyba nie wiedzą jeszcze, co chcą grać. Umiejętności nie posiadają
nazbyt wiekich, jednak są młodzi i wszystko przed nimi. Cała trudność
polega na określeniu stylu. Słychać death, czasem black, próby grania
melodyjnego, a oprócz growlingu, także śpiewanie "czystym" głosem. Wielu
zespołom wychodzi na dobre mieszanie stylów (choćby rodzima Misteria),
jednak w tym przypadku moim zdaniem wskazane byłoby przyjęcie jakiejś
konkretnej drogi.
Trzecim już poznańskim zespółem tego popołudnia był
Viggen. Makijaże na twarzach młodzieńców nie pozostawiały
wątpliwości, z jakim gatunkiem muzyki metalowej będziemy mieli za chwilę
do czynienia. I trzeba przyznać, że grany przez nich black metal brzmi
całkiem dobrze. Nagłośnienie przyzwoite, jedynym mankamentem była bardzo
słaba słyszalność klawiszy. Gdyby nie to, być może ich muzyka stałaby
się jeszcze bardziej interesująca. To, co mogłem usłyszeć, to szybsza
odmiana black, w której słychać kilka patentów ze starych blackowych
czasów, co łechtało mile moje uszy. Oprócz 3 bądź 4 kompozycji własnych,
zespół zagrał cover Old Man's Child "The Millenium King" oraz naprawdę
dobrze zaaranżowany utwór Slayera "Black Magic", który ruszył kolejną
grupkę ludzi do zabawy. Cały koncert sprawnie zagrany, pozostaje tylko
pewien niedosyt - jak to brzmi z klawiszami?
Czas na ostatniego reprezentanta Poznania tego wczesnego wieczoru,
którym był Havoc. Z tego co wiem, jakiś czas temu zespół
zasilił nowy perkusista. Mimo że nie widziałem ich wcześniej na żywo,
porównanie poziomu bębniarza z materiału demo i nowego, którego miałem
okazję usłyszeć, wypada zdecydowanie na korzyść tego drugiego. Występ
Havoc należał do udanych, choć jakośc brzmienia na pewno nie była
najlepsza. Ponad trzydziestominutowy koncert składał się przede wszystkim
z nowych kompozycji, a także dwóch starszych "Church" i tytułowego
z materiału "Haphazard", a całośc utrzymana raczej w deathmetalowej
konwencji w średnioszybkich tempach. Nie zabrakło również utworów
obcych. Należały do nich wykonany na dwa wokale "Carnal" Vadera i
niestety, fajnie zagrany, ale z fatalnie nagłośnionym wokalem "Oblivious
To Evil" Deicide.
Medebor, który udało mi się pierwszy raz usłyszeć dwa dni
wcześniej na trzeciej edycji "The Night Unholy Metal" w Gdańsku, gdzie
wypadli dość przeciętnie, w Poznaniu zagrał bardzo dobry koncert. Ich
muzyka to połączenie niezbyt potężnego growlingu (wydobywającego się z
gardła słusznego wzrostu wokalisty) i dość melodyjnych riffów, muzyka
chwytliwa, z klimatem - mimo braku klawiszy. Takich dźwięków wspartych
dobrym brzmieniem słucha się z przyjemnością. Niewątpliwie ludziom także
się spodobał ten występ. Na poznańskim koncercie Medebor zagrał utwór
"Stars Of Oblivion" (tak się chyba on nazywał), pozostałych tytułów nie
znam. Zespół ubarwił swój koncert dwoma coverami. Mniej więcej w połowie
występu mieliśmy okazję usłyszeć "Vampiria" Moonspella, które w wykonaniu
reprezentantów Trójmiasta bez klawiszy brzmi całkiem ciekawie. Końcówka to
cover Tiamat "The Sleeping Beauty", szybszy od oryginału, który rozkręcił
publikę całkowicie, a atmosfera udzieliła się nawet wokaliście, który
zszedł ze sceny i dołączył do publiczności.
Po dwudziestej drugiej na scenie pojawiła się Luna Ad
Noctum. Makijaże na twarzy niestety spłynęły ze spoconych twarzy,
psując zaplanowany efekt. Wałbrzyski kwartet widziałem drugi raz w życiu
i niedzielny koncert cholernie mi przypadł do gustu. Zabrzmieli naprawdę
świetnie, zaskoczyło doskonałe brzmienie gitar, potężne, z domieszką
elementów charakterystycznych dla grup grających black ponad 10 lat
temu. Podobało mi się również jak "gadała" gitara basowa. Słuchając
miało się wrażenie, że z Luny aż kipi energia, a czerń i zło sączy
się ze sceny. Koncert trwał przeszło 40 minut, w czasie których zespół
zaprezentował chyba cały materiał z materiałów demo "Moonlit Sanctum" i
"Lunar Endless Tempation". Starszy materiał w takim brzmieniu wypadł
bardzo dobrze. Zespół zagrał także najnowszą kompozycję, ukazującą,
że Luna podążą obraną wcześniej drogą. Mankamentem koncertu niewątpliwie
było szwankujące nagłośnienie klawiszy, niestety nie pierwszy raz w klubie
"MO", ale to na pewno nie przeszkodziło w headbangingu pod sceną.
Impreza była udana, warto promować tego typu koncerty, będące szansą
dla bardzo młodych kapel. Wiem, że już planowanaj jest kolejna edycja
i wierzę, że wszystko pójdzie po myśli organizatorów. Powodzenia!
autor: m00n
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem relacji? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten koncert lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną relację z koncertu
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|
|