|
|
| relacja: Mystic Festival 2001, Kraków "Hala Wisły" 13.10.200...
|
| wystąpili: |
Mayhem; Children of Bodom; Zyklon; Behemoth; Sinister; Source of Tide; Devilyn; Cemetery Of Scream
|
miejsce, data: Kraków, Hala Wisły, 13.10.2001
Zmęczony trudami podróży po koncercie i imprezie z okazji dziewiątych
urodzin Sacriversum (12.10, Łódź), pojawiłem się w sobotę 13
października przed halą "Wisły" w Krakowie. Na szczęście byłem wcześnie
i, przecisnąwszy się przez średniej wielkości aczkolwiek sukcesywnie
narastający tłum ludzi, znalazłem się w środku na kilka minut przed
rozpoczęciem Mystic Festival 2001, któremu nasz serwis patronował.
W okolicach godziny trzynastej na scenie zainstalował się Cemetery
Of Scream. Krakowianie nie zawiedli mnie i zagrali na dobrym
poziomie. Ciężko i z klimatem. "Czepnąć" by się można nagłośnienia,
które było mało klarowne, może było również trochę za cicho,
w efekcie czasem niknęły klawisze. Prawdę mówiąc, w przypadku
klawiszy miałem dziwne wrażenie, że część ich partii odtworzona została
z playbacku. Zespół był trochę statyczny, jednak pod koniec występu
blond niewiasta za klawiszami rozruszała się, machając swoimi dość
długimi włosami. Po około 30 minutach CoS opuścił deski hali "Wisły".
Parę minut później przyszła pora na następnego przedstawiciela naszej
sceny, tym razem znacznie brutalniejszego - Devilyn. Nie przepadam
za nimi zbytnio, tak więc po paru minutach udałem się na zaplecze,
by zorganizować wywiady. Z tego, co usłyszałem i zobaczyłem, wypadli
całkiem znośnie i mogli się podobać.
Na salę wróciłem, by zobaczyć Lorda PZ i spółkę, czyli Source Of
Tide. Wydają właśnie drugi album ("Blueprints") i ciekaw byłem
nowych utworów, choć bardziej chyba jednak tego, jak wypadają "na
żywo". Niestety zawiodłem się. Lord PZ wydaje się mieć charyzmę, a zespół
kilka ciekawych, zróżnicowanych kawałków, przy których publika bawiła się
całkiem dobrze, jednak całościowo według mnie zaprezentowali się nudnawo
i przeciętnie. Brzmieli przyzwoicie, więc to chyba nie tutaj leży wina
przeciętnego występu. Może po przesłuchaniu nowego materiału opinia
o nich trochę mi się poprawi.
Dla pewnej części publiczności holenderski Sinister, który jako
kolejny zjawił się na scenie, z powodzeniem mógł być gwiazdą tegorocznej
edycji Mystic Festival. Fani tej zabójczej deathmetalowej machiny
z pewnością niecierpliwie oczekiwali na nowe utwory z "Creative Killings"
(premiera albumu została przesunięta na listopad), ale niewiadomą była
także nowa wokalistka. Jednak chyba w obu przypadkach nikt się nie
zawiódł. Sinister to nadal typowy europejski i całkiem mięsisty death,
a wraz z porządnym nagłośnieniem, takim jak w Krakowie, dają naprawdę
niezłe koncerty. Jedynie urocza Rachel, zachowująca się jak rasowy
deathmetalowy wokalista, drażniła mnie trochę swym głosem, który brzmiał
moim zdaniem nieco nienaturalnie (mimo że nie używała dodatkowych
efektów). Zaznaczam, że uprzedzeń do kobiecego wokalu nie mam.
W skład krakowskiego koncertu Holendrów weszły zarówno nowe, jak
i stare kompozycje, w tym pochodzący z debiutanckiego albumu
z 1991 roku tytułowy "Cross The Styx", który miałem nadzieję, że zagrają.
W trakcie występu kolejnego zespołu także miało być szybko i ciężko,
jednak inaczej stylistycznie. I tak się stało, a sprawcami tego byli
Nergal, Inferno, Havoc i Novy, czyli Behemoth. Zagrali naprawdę
świetny koncert. Bardzo dobre brzmienie i dobór utworów sprawiły,
że oglądałem ich z dużą przyjemnością. W trakcie występu pod sceną
zjawiło się chyba więcej osób niż na grających wcześniej muzykach
z kraju tulipanów. Rozpoczęli od "Christians To The Lions", by potem
w ciągu tych czterdziestu czy pięćdziesięciu minut uraczyć nas utworami
przede wszystkim z dwóch ostatnich albumów, takimi jak wgniatający
"Antichrist Phenomenon", czy świetne "Pan Satyros" i "Decade Of
Therion". Nie zabrakło też starszych utworów ("From The Pagan Vastlands")
i coveru Darkthrone. Behemoth po raz kolejny udowodnił, że jest w czołówce
w swoim gatunku nie tylko w naszym kraju i że doskonale znają muzyczne
rzemiosło. Całość zakończył wręcz przebojowy, grany niejednokrotnie na
koncertach, "Chant For Eschaton 2000".
Zyklon to supergrupa, mająca w swych szeregach same gwiazdy i można
było spodziewać się ciekawego koncertu. Wydany w tym roku debiutancki
"World Ov Worms" to całkiem niezły kawałek ekstremalnego metalu, jednak
to, co pokazali w hali "Wisły", było po prostu żałosne. Spodziewałem się
czegoś diametralnie innego. Marnie growlujący Daemon (chyba dobrze, że
to jego ostatni koncert z Zyklon), kiepskie nagłośnienie i muzyka mająca
zero kopa. Gwiazdorski line-up nie popisał się. Najgorsze kilkadziesiąt
minut na festiwalu, podczas których zespół zagrał większość materiału
z debiutu.
Finezja, polot, technika, znakomici gitarzyści i bajecznie
grający klawiszowiec - to właściwie wszystko, co mógłbym napisać
o koncercie Children Of Bodom. Muzycy, po których od razu widać,
jak niesamowicie bawi ich granie, ta radość była niemalże wyczuwalna
w powietrzu. Rozpoczęty od "Hate Me" koncert zawierał duża dawkę popisów
solowych, zarówno gitarowych, jak i na instrumentach klawiszowych,
a żywa energia po prostu biła ze sceny. Nie mogło zabraknąć oczywiście
hiciarskich "Lake Bodom", "Silent Night, Bodom Night" czy "Everytime
I Die". Porywający występ, który rewelacyjnie rozruszał sporą większość
około dwutysięcznej publiczności.
Czekałem na ten występ. Właśnie skończyłem wywiad z Samothem
i gdy tylko usłyszałem dźwięki jakiegoś intro, natychmiast pobiegłem na
salę. Oczom moim ukazała się przedziwna, nieco futurystyczna sceneria
z dziwnym robotem, mini-ogrodzeniem z drutu kolczastego i jakimiś
rurami. Już wyobrażałem sobie, jak do tego będzie pasowała muzyka
z ostatniego albumu "Grand Declaration Of War". Właściwie płyta ta
podzieliła fanów, jednak w Krakowie zjawili się wielbiciele starego
i nowego Mayhem. Tego wieczoru Norwegowie zagrali dla jednych
i dla drugich. Przy naprawdę zajebistym nagłośnieniu usłyszeliśmy
kilka utworów z "Grand Declaration..." (m.in. "View From Nihil", "To
Daimonion", "Crystalized Pain In Deconstruction"), jak również stare,
kultowe numery: szaleńcze "Pure Fucking Armageddon", "Deathcrush",
"Chainsaw Gutsfuck" i "Freezing Moon", przy którym przeszły mnie
ciarki. Siedziałem jak zamurowany, patrząc na miotającego się po
scenie Maniaca, oplatającego się wokół elementów scenerii, tnącego
się kilkakrotnie nożem, słuchając niewiarygodnej gry Blasphemera
i mistrzowskiego, ultraszybkiego bębnienia Hellhammera. Dwa słowa dobitnie
i jakże obrazowo potrafią opisać ten ponad godzinny show: obłęd
i choroba. Dla mnie było genialnie. Bezapelacyjni mistrzowie.
A sześćdziesiąt minut to i tak za krótko. I zabrakło świńskich łbów.
autor: m00n
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem relacji? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten koncert lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną relację z koncertu
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|
| materiały dotyczące zespołów:
|
|