zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 17 października 2017

relacja: Naamah, Orbita Wiru, Viridian, Haras, Warszawa "Nemo" 15.01.2003

11.03.2003  autor: m00n
wystąpili: Naamah; Orbita Wiru; Viridian; Haras
miejsce, data: Warszawa, Nemo, 15.01.2003

Z dużą ciekawością wybierałem się tej środy do klubu "Nemo", a jednym z powodów były dwa, wcześniej nieznane mi muzycznie, zespoły. Drugą, gorszą stroną medalu była obecność kapeli, która niezbyt pasowała mi kompletnie do stylistyki tego koncertu, jak się jednak okazało z tą stylistyką tego wieczoru było różnie.

Jako pierwsza na scenie zjawiła się młodziutka formacja Haras. Prowadzony przez małą wokalistkę zespół oscyluje w klimatach rockowych i nieco postpunkowych, czy może raczej "zimnofalowych", a wszystko prezentuje się całkiem przyzwoicie. Jak na swój młody wiek radzą sobie znośnie, więc może kiedyś coś z nich będzie? Ponieważ był to pierwszy występ Haras, trzeba przyznać, że był to dość udany debiut sceniczny, a przyjęcie przez publiczność sympatyczne.

Kolejną wcześniej nieznaną mi grupą był Viridian, również z wokalistką na czele, częściowo tworzony bodajże przez członków nieistniejącego już Braintrust. Mam wrażenie, że zespół ma na razie jeszcze problem z tożsamością muzyczną - z pewnością podwaliny są mocno rockowe, jednak numery plączą się między rockiem gotyckim, art-rockiem i stricte rockowym graniem, niekiedy nawet trącając popową strunę. Może nie są to zbyt odległe od siebie rejony, mające jakiś współny mianownik, jednak brakuje mi pewnego jasno określonego kierunku, co chyba powinno zaprocentować na korzyść Viridian. Choć muzyki tego zespołu z pewnością słuchać się da.

Przyszła kolej na wspomnianą wcześniej kapelę nie pasującą do reszty, chodzi o grupę Orbita Wiru. Nie trawię wszelakich nu tone'owych kapel, więc pewnie tu leży przyczyna, dlaczego ich koncert kompletnie mi nie przypadł do gustu. Naleciałości Coal Chamber, jakiegoś Slipknota i jeszcze pewnie paru innych (których na szczęście nie znam), trochę mocnych rockowych riffów, a wszystko w "ciężkawym" sosie z wokalistą głosem przypominającym często Lipę z Illusion, do mnie nie przemówiło. Nie wiem, może to kwestia nagłośnienia, ale ja w tym zespole podczas tego koncertu nic wartego uwagi nie wychwyciłem. Udało im się nawet spieprzyć cover Alice In Chains "Man In A Box", szczególnie od strony wokalnej. Może kiedyś sięgnę po ich płytę, by przekonać się co wówczas straciłem...

Podobną jednak opinię o poprzednim występie miało parę innych osób, gdyż wypłoszył on sporą część ludzi, tak więc tłumów pod sceną na koncercie Naamah nie było. Zespół zaczynający od metalu gotyckiego, który świadomie przemyca już od dłuższego czasu do swojej muzyki całą masę progresywnych elementów, koncertowo przyzwyczaił już do dobrych występów, utrzymanych na pewnym stałym poziomie. Nie inaczej było w środę w "Nemo" podczas kilkudziesięciominutowego koncertu, którego pierwszym akcentem był mocny, instrumentalny "łamaniec". Zaraz po nim na scenie pojawiła się wokalistka Ania, a grane numery nabrały bardziej "gotyckiego" charakteru, pomimo swych niekiedy progresywnych rozwiązań. Występ zdominowały kawałki z debiutanckiego w szeregach dużej wytwórni krążka "Ultima", chociażby takie jak "Dyrygent", "Eternal Fear" i kończący "Noli Me Tangere" ze swoimi świetnymi klawiszami. Naamah tradycyjnie w formie.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy zdarzyło Ci się być na koncercie i później bardzo tego żałować?