zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 23 października 2017

relacja: Odjazdy 1997, Katowice "Spodek" 22.11.1997

4.03.1998  autor: ragozd
wystąpili: Rammstein; Chumbawamba; Edyta Bartosiewicz; Kazik Na Żywo; O.N.A.; T.Love; Golden Life; Myslovitz
miejsce, data: Katowice, Spodek, 22.11.1997

Do Spodka dotarliśmy po dwunastej i nie zdążyliśmy niestety na Kairos. Potem był Śfider Anyy - takie sobie, później Athmosphere - jak zwykle nieźle, następnie 3K - nic fajnego, potem LD - super, coś w rodzaju polskiego Prodigy. Na końcu Kobong - zagrali nieźle, ale poniżej swoich możliwości. O trzeciej poszliśmy na dużą scenę - była zdecydowanie duża, jakieś 10 metrów w głąb, więcej niż normalnie. Oprócz tego telebim z telewizorów, kamery - na wysięgniku i wózkach, głośniki wiszące też u góry, słowem odjazdowo. Ale na płycie nie zamontowali krzesełek - nie zmieściły się z powodu większej sceny. Pierwszy na scenie pojawił się Kobong - wolałbym LD, a tak to Kobong zagrał nieźle, ale lepiej wypadają na dużo mniejszych imprezach. Potem Golden Life - zagrali nieźle, nawet z zębem. Po nich zagrał Myslowitz, potem Kaliber 44 - ten instalował się wyjątkowo długo (w przeciwieństwie do innych) i zagrał tak sobie - nowe kawałki nie są tak całkiem nowe i rewelacyjne. Potem zaczął grać Be - grali fajnie, ale to nie ta muzyka, która mnie rajcuje. Po nich wyszli T. Love - jak zwykle jajcarscy, zagrali fajnie, a ludzie bawili się super, nagle zaczęło brakować miejsca przy szybszych kawałkach. Zagrali też wolniejsze rzeczy, w sumie bardzo udany występ. Następni na liście to O.N.A. - dali rewelacyjny koncert, Chylińska ma już długie włosy i śpiewała super. Później Bartosiewicz - zagrała nieźle.

Na Rammstein poszedłem do przodu, instalowali się długo, ale zaczęli niesamowicie. Wokalista wyszedł w specjalnym kombinezonie i zaczął się palić. Takich efektów było więcej - strzelające buty i rękawice, płonący mikrofon i keyboard, łuk z całą masą fajerwerków, buchające płomienie, wybuchający telefon, ogniste pałeczki perkusisty - to robiło niesamowite wrażenie, tak jak "pływanie" na pontonie ponad tłumem, czy wytrysk wody z członka i scena stosunku homo, a także miotacz ognia jako członek. Wokalista był niesamowity, bardzo teatralny i ekspresyjny - podczas "Tier" uderzanie mikrofonem w czoło, rewelacyjny efekt. Cały zespół zresztą zrobił super show, a muzyka była równie dobra, a może nawet jeszcze lepsza. Ogólnie - najlepszy koncert w moim życiu - coś wspaniałego. Ten żar przy buchających w górę płomieniach, ognisty perkusista, coś wspaniałego.

Potem odpocząłem przy Chumbawamba. Najpierw bardzo długo się instalowali, dali jednak świetny koncert, ale nie miałem siły by go podziwiać - mieli dwie świetne piosenki, ogólnie OK. Tyle tylko, że rozkład jazdy został przekroczony, Kaliber zrobił z kwadransa pół godziny, potem zrobiła się godzina, a Kazik zaczął grac o dwunastej, zamiast po jedenastej. Zagrali nieźle, ale nowe kawałki takie sobie, poza tym byłem zmęczony i pod wrażeniem Rammstein. Skończyło się o pierwszej.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy zdarza Ci się nic nie robić?