|
|
| relacja: Świetliki, Wrocław "Łykend" 21.11.2009
|
miejsce, data: Wrocław, Łykend, 21.11.2009
I znowu ten przeklęty Dzień Życzliwości. Tym razem z jego okazji
zorganizowano we Wrocławiu koncert Voo Voo. Ponadto przypadkiem tego
samego dnia odbywała się ciekawa impreza w "Wytwórni Filmów Fabularnych" -
w ramach obchodów jej 55-lecia. Szlag mnie trafia, gdy mam taki wybór, a
co dopiero, gdy nie ogranicza się on nawet do dwóch pozycji... Mimo że
bolesny, okazał się prosty. Stara prawda mówi, że najlepsze jest
najdroższe, a jedyną imprezą bez wstępu wolnego był koncert grupy, która
wprawdzie już od dłuższego czasu nie wydała nowej płyty, ale i tak
uważam ją za jeden z najlepszych zespołów w historii polskiego rocka.
Po udanych negocjacjach z szatniarzem przedarłem się pomiędzy ludźmi pod
scenę. Wkrótce potem tę samą drogę, ale już przez większy tłum, odbył
zespół z ekipą. W pierwszej chwili nie rozpoznałem w tym niemłodym już,
proszącym o umożliwienie przejścia panu Marcina Świetlickiego, jednak na
scenie żaden z członków zespołu nie prezentował się jak starzec, nawet
jeśli mówił coś przeciwnego.
Jako pierwsze usłyszeliśmy "Złe misie" i to
już był dla nas zastrzyk tej specyficznej energii, która bije od muzyki
Świetlików. Następnie przyszła pora na punkowe "Popatrzcie" (druga
wersja zakończyła podstawowy set), poprzedzone gadką Dyducha o nowym domu
starców na przedmieściach Wrocławia, podczas której Świetlicki udawał,
że tłumaczy słowa basisty na język migowy. Tematyka misiów powróciła w
połowie koncertu, w wykonanych po sobie żartobliwych przeróbkach
"Personal Jesus" Depeche Mode i "Sweet Dreams" Eurythmics. Ciekawe, że
oba kowery ma w repertuarze również Marilyn Manson... Pod koniec
podstawowego setu usłyszeliśmy jeszcze jeden cudzy utwór z polskim
tekstem - "I Wanna Be Your Dog" The Stooges. Więcej jednak niż "misiów"
i przeróbek było podczas koncertu nawiązań do starości. Najliczniej
nagromadziły się one w zagranych jeden po drugim kawałkach "Olifant" i
"Łabądzie". Pierwszy z nich opowiadał bowiem, według wokalisty, o dwojgu
ludziu po siedemdziesiątce, a konkretnie o dziadku, który idzie po
schodach do mieszkającej na czwartym piętrze babci. Humorem tego typu
wieczór był przepełniony. Świetlicki - palący papierosy, średnio co
kilka minut zakładający lub podnoszący z powrotem na czoło ciemne
okulary, robiący w kółko miny, jakby nie mógł zdzierżyć tego, że kolejny
tytuł na setliście jest taki, a nie inny - wielokrotnie poganiał kolegów
i powtarzał, że nie ma czasu. W końcu wyznał, że ma pokój hotelowy z
telewizorem, a w domu telewizora nie ma - stąd jego pośpiech. Ciekawe,
czy niecały tydzień później, podczas odbywającego się również we
Wrocławiu "Międzynarodowego Festiwalu Kryminału", zapewniono mu podobne
atrakcje.
Przez nieco ponad półtorej godziny Świetliki
zagrały też m.in. utwory: "Niebieskie", "Anioł / trup", "Freedom", "Czary
Mary", "Czwartek", "Casablanca", "Chmurka", "Słonidarność",
"Korespondencja pośmiertna", "Świerszcze" i "Listopad". Szczególne
momenty były jednak jeszcze tylko dwa. Pierwszym był początek
"Filandii", kiedy to Świetlicki "mylił" tekst. Najpierw przystąpił do
recytacji "Henryka Kwiatka", zaś w drugim podejściu -
"Nieprzysiadalności". Ostatnim wyjątkowym, zapadającym w pamięć
fragmentem koncertu, był natomiast bis. Po wykonanej w duecie przez
Świetlickiego i Dziadka "Miłości na marne" wokalista zapowiedział, że
zagrają wreszcie "Nieprzysiadalność" - dla tego "pedała", który domagał
się jej od połowy koncertu. Zanim jednak do tego przystąpili, poeta,
Dyduch i Radziszewski wdali się w kilkuminutową dyskusję ze sobą i
publicznością. Najbardziej poruszyli ich widzowie filmujący koncert
telefonami komórkowymi. Gitarzysta protestował, gdyż nie był odpowiednio
ubrany, zaś Świetlicki wytłumaczył, że ludzie dokonują tych nagrań, by
potem dać je "na to swoje gejowskie YouTube". Finał tych rozmów był
zaskakujący, bowiem Dyduch zaprosił na scenę niejaką Monikę, która
krzyczała, że chce zaśpiewać. Nie wiem, kim była ta dziewczyna, ale
wykonana przez nią, z niewielkim tylko udziałem Świetlickiego,
"Nieprzysiadalność" zabrzmiała całkiem profesjonalnie. Zdarzenie
niespodziewane, tym bardziej że publiczność tego wieczoru była
stosunkowo drętwa.
Bez problemu mogę wymienić kilka utworów, które nie zostały wykonane, a
chętnie bym je usłyszał na żywo. Tak naprawdę koncert podobał mi się
tylko do połowy, a potem dopiero bis, ale osobliwego uroku Świetlikom i
tak nie można odmówić.
autor: Krasnal Adamu
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem relacji? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten koncert lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną relację z koncertu
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|
|