|
|
| Wykonawca: |
Robert Srzednicki - Annalist (wokal, gitara)
|
Nowa, niezwykle odważna i eksperymentalna płyta "Trial" będzie zaskoczeniem dla fanów Annalist, przyzwyczajonych do ich art rockowego wizerunku. Będzie też zaskoczeniem dla tych, którzy zdecydują się pierwszy raz sięgnąć po nagrania zespołu. Dawno już nie powstał na rockowej scenie tak świeży album, łączący w sobie piękno, drapieżność, delikatność i moc. Zapraszam Was do przeczytania rozmowy z Robertem Srzednickim, wokalistą i gitarzystą Annalist, który opowie o dawnych, obecnych i przyszłych dziejach tej kapeli...
strona: 1 z 14
Lilly: Po kilku latach nieobecności na scenie zagraliście wreszcie pierwszy koncert (wraz z Unnamed w warszawskiej Proximie, 23.02.2001), jakie wrażenia po tym koncercie?
Robert: Dobre, dobre! Sprawdziliśmy się na scenie po tak długim czasie nieobecności. Stres był straszny, ja się bardzo denerwowałem, ale fajnie to chyba wyszło. Zresztą chcieliśmy zrobić tak, żeby ten koncert był jakimś przeżyciem, dlatego puszczaliśmy filmy, różne takie rzeczy, długo żeśmy się do tego przygotowywali. Główny problem był taki, że klawiszowiec od nas odszedł (Bartek Gołembnik) i trzeba było jakoś zastąpić te klawisze. Wspomagaliśmy się różnymi sekwenserami, różnymi urządzeniami studyjnymi, ale chyba dobrze wyszło ogólnie, jesteśmy bardzo zadowoleni, fajne przyjęcie i ta cała oprawa wizualna też.
Koncert promował nową płytę, więc teraz o niej sobie pogadamy. Jak o niej w tej chwili myślisz, jaki masz do niej stosunek, czy już nabrałeś do "Trial" dystansu?
Dystansu nabrałem i to dość sporego, dlatego że ona była nagrywana długo, przez rok mniej więcej i prawie rok temu żeśmy ją skończyli. Dużo czasu trwał ten cały proces wydawniczy, do tego ja jeszcze organizowałem studio i tak dalej, więc było dużo zajęć związanych z nagrywaniem. Dystans mam już teraz odpowiedni i płyta podoba mi się. Uważam, że jest fajna i przede wszystkim nastawiona na to, co w naszej grupie było zawsze najważniejsze i co ludzie najbardziej cenili, czyli tajemniczość, mroczny klimat, podróż. Na to, żeby można było sobie wieczorem tę płytę w słuchawkach zapuścić i odlecieć. To chyba nasi słuchacze zawsze najbardziej cenili i właśnie to jest głównie na tej płycie.
A jak długo nie miałeś do "Trial" dystansu?
Bezpośrednio po nagraniu. Wtedy się słucha, słucha i traci się obiektywizm. Chociaż czasem bywa odwrotnie. Akurat tę płytę mogliśmy sobie dopracować, ale jak nagrywaliśmy kiedyś płyty tak, że czas nas gonił, to z reguły bezpośrednio po nagraniu widzieliśmy jakieś niedociągnięcia, potem one znikają i widzi się zupełnie inne rzeczy. Przy nowej płycie było duże podniecenie, strasznie żeśmy się jarali i oczywiście nasze nagrania są tak nowocześnie zaaranżowane, są sample, loopy, różne takie nowoczesne sprawy. Wydaje mi się, że ta płyta nie jest łatwa do słuchania, może pięć pierwszych numerów jest bardziej stonowanych, może "stonowanych" to złe określenie, ale są dla szerszego grona słuchaczy, natomiast już te utwory pod koniec, to są ewidentne klimaty, długie transowe numery, takie dla naszych fanów.
Wróćmy teraz do zamierzchłych czasów, kiedy na demówkach graliście death metal... Powiedz, jak przebiegała Wasza ewolucja i co skłoniło Was do tak diametralnej zmiany stylu?
autor: Marta "Lilly" (EMTE 'zine)
Dodaj swój komentarz!
|
|
| materiały dotyczące zespołu:
|
|