| zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co? |
|
| www.rockmetal.pl >> wywiady >> Big Day |
|
strona: 1 z 2 Krzysztof Kowalewicz: Jesienią 1998 roku firma, w której byliście od początku - rozwiązała kontrakt z wami. Początkowo byliście chyba źli i zawiedzeni, a czy teraz zupełnie inaczej patrzycie na to wydarzenie? Marcin Ciurapiński: To jest wielka firma z własną polityką programową i wcześniej czy później musiało do tego dojść. Czas pokaże, czy było to dla nas dobre. Na razie skupiliśmy się na pisaniu nowych piosenek. Myśleliście o tym, czy w ogóle nie przestać grać jako Big Day? Działalność naszego zespołu nie zależy aż tak bardzo od firmy. Przez ostatni rok zagraliśmy mnóstwo koncertów. Widzieliśmy na nich, że jesteśmy potrzebni i nadal mamy spore grono fanów. Istnienie zespołu opiera się na ludziach. Skoro są odbiorcy to znaczy, że jest po co grać. W 1997 roku wokalistka Ania Zalewska powiedziała mi: "Granie ciągle nas bawi. Gdyby stało się rutyną, podejrzewam, że byłby to koniec dla zespołu". Tak jest do dzisiaj. My nie kalkulujemy na samym początku pracy nad albumem jak on będzie wyglądał. Cały proces powstawania materiału jest dosyć spontaniczny. Każdy daje coś od siebie, przynosi zarysy utworów. U nas chyba nigdy nie pojawi się rutyna. Co straciliście, a co zyskaliście przechodząc do małej firmy? Jeszcze za wcześnie, żeby o tym mówić. Płyta ukazał się dopiero dwa miesiące temu. Także pierwsze oceny możliwe będą dopiero za jakieś pół roku. Zobaczymy jak to będzie wyglądało. Na pewno plusem jest zupełna wolność artystyczna, decydowanie o wszystkich sprawach muzycznych. Natomiast szkoda, że mała firma nie ma dużych możliwości finansowych. Płyta ukazała się nakładem MTJ. Jak firma trafiła na was? To był przypadek. Skontaktowaliśmy się z nimi przez znajomych i postanowiliśmy wydać album w MTJ. Specjalnie nie poszukiwaliśmy jakiejś wielkiej firmy. Materiał "To była bardzo długa noc" niewiele różni się od tego, który przedstawiliście początkowo Universalowi. Okazuje się zatem, że po pierwszej odmowie nie straciliście serca do tych piosenek. One sobie po prostu spokojnie dojrzewały do tego, żeby ujrzeć światło dzienne. Nagrywając te same utwory pół roku później podeszliście do nich jakoś inaczej? Zmieniło się niewiele. Wszystkie główne melodie i zarysy numerów zostały takie same. Całość rejestrowaliście w rodzinnym Olsztynie w radiowym studio. W takim razie bardzo dobrze znaliście miejsce, w którym przyszło wam nagrywać płytę.
autor: Krzysztof Kowalewicz
Dodaj swój komentarz! |
|
|
"rock i metal po polsku" istnieje od 14 grudnia 1996. Wszelkie prawa zastrzeżone, © 1996-2012 rockmetal.pl. www.rockmetal.pl | nowe na stronie | |