zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 23 kwietnia 2017

wywiad: Decapitated

9.01.2017  autor: Verghityax

Wykonawca:  Rafał "Rasta" Piotrowski - Decapitated (wokal)

strona: 2 z 2

Decapitated, Kraków 20.12.2015, fot. Verghityax
Decapitated, Kraków 20.12.2015, fot. Verghityax

Zjeździliście z Decapitated kawał świata, graliście trasy między innymi z Meshuggah, Lamb of God i Children of Bodom. Jak wspominasz te doświadczenia?

To, że mogliśmy koncertować z kapelami, których słuchaliśmy całe życie, było czymś wspaniałym. Meshuggah od zawsze był dla mnie zespołem numer jeden. Na trasie oglądałem każdy ich koncert. Po prostu stałem z boku i chłonąłem to, co robili, a robili coś niesamowitego. Co do Lamb of God, to uwielbiałem ich jako dzieciak. Nadal bardzo doceniam ich dokonania, ale przede wszystkim szanuję ich jako ludzi, bo to naprawdę fajni goście. Sporo można się od nich nauczyć, zwłaszcza na temat tego, jak być zespołem, a o to głównie chodzi w tym biznesie. Zespół ma w sobie siłę. Jasne, umiejętności też są ważne, lecz na pewnym poziomie najistotniejsze są zdolności interpersonalne i to, czy umiesz pracować w grupie.

Chciałbym teraz poruszyć temat kapeli, w której udzielałeś się przed Decapitated - mam na myśli Kethę. Śledzisz jeszcze jej poczynania?

Muszę się przyznać, że słuchałem ostatnio nowej EP-ki - jest inaczej, ale wciąż fajnie. Wiesz, to jest bardzo dobry zespół, dużo kombinują, ale zawsze podobało mi się, że robią to szczerze. Jak wszystko w życiu, trzeba robić to na sto procent. Ketha była dla mnie świetnym doświadczeniem przed Decapami. Poza tym, gdyby nie współpraca z Maćkiem (Janasem - przyp. red.), być może nigdy nie znalazłbym się tu, gdzie jestem teraz. W 2009 roku miałem okazję grać z Kethą koncert w krakowskim klubie "Studio", to był taki pierwszy dobroczynny koncert dla Covana. Oprócz nas wystąpili Riverside, Vader i Jesus Chrysler Suicide. No i właśnie wtedy poznałem Wacka. Uderzył do mnie po gigu, powiedział, że zwróciłem jego uwagę i to w dużej mierze utorowało mi drogę do Decapitated. Z Kethy zrezygnowałem dlatego, że zwyczajnie zabrakło mi czasu - na początku graliśmy z Wackiem po sto pięćdziesiąt koncertów rocznie. Pamiętam taką sytuację, jak wróciliśmy z Decapami z trasy po Australii i Nowej Zelandii, chłopaki z Kethy odebrali mnie z lotniska i jechaliśmy prosto na jakiś koncert. Ledwo zdążyliśmy, a ja byłem wykończony. Nie twierdzę, że nie dałoby się tego pogodzić, ale ostatecznie postanowiłem poświęcić się Decapitated, gdyż uczestnictwo w tym zespole wymaga ogromnego nakładu pracy.

Decapitated, Zlin 23.11.2013, fot. Verghityax
Decapitated, Zlin 23.11.2013, fot. Verghityax

Czy przy okazji prac nad EP-ką "#!%16.7" pojawiła się ze strony Kethy propozycja gościnnego udziału w sesji nagraniowej?

Nie, ale poprzednia płyta, "2nd Sight", zawiera sample moich wokali. Pierwsza wersja tego albumu zarejestrowana została ze mną za mikrofonem, lecz po moim odejściu chłopaki doszli do wniosku, że nie ma sensu wydawać krążka z frontmanem, którego już nie ma w kapeli. Zostawili więc jakieś sample, a potem Maciek zrobił swoją robotę. Uważam, że wokalnie Maciek pasuje do Kethy znacznie lepiej ode mnie. To jest gość, który tworzy tę muzykę od podszewki i konceptualnie jego głos świetnie spaja wszystkie elementy ze sobą. A co do gościnnych udziałów, to zdarza mi się robić takie rzeczy. Jakiś czas temu zwrócił się do mnie zespół z Jasła, nazywają się Mindfield. Zaśpiewałem u nich w jednym kawałku, nawet nagraliśmy razem teledysk. Bardzo kumaci goście, grają zajebistą muzę na poziomie. Z tego, co wiem, Titus z Acid Drinkers też pojawił się u nich na płytce. Warte sprawdzenia, polecam.

Dobra, ostatnie pytanie. Jak zaczęła się twoja przygoda z muzyką? Co sprawiło, że postanowiłeś zostać wokalistą?

O, stary, przypomina mi się jedna taka historia. Kiedy byłem w pierwszej albo drugiej klasie podstawówki, nauczycielka zorganizowała mini playback show. Ktoś tam udawał Louisa Armstronga, ktoś śpiewał Fasolki, a ja wybrałem "Yesterdays" Guns N' Roses, bo chciałem być jak Axl Rose. Pamiętam, że założyłem chustę w panterkę mojej mamy i przebiegłem naokoło salki tak, jak on biegał po scenie. Pani zapytała, kim chciałbym zostać, a ja odparłem, że piosenkarzem. Chyba wtedy ta myśl zaszczepiła się w mojej głowie. Później było praktykowanie wokalu pod prysznicem, pierwsze kapele w rodzinnym Mielcu z kumplami i pogrywanie na gitarze. Zauważyłem, że zaczyna mi to wychodzić, polubiłem to i tak już zostało. Trzeba mieć jakieś hobby, no nie? A jeśli to hobby daje ci satysfakcję i przy okazji może być twoją pracą, to czemu nie?

Ok, dzięki wielkie za poświęcony czas.

Dzięki, fajne pytania.

2
Następna »
Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

Czy masz w swojej kolekcji zafoliowaną i nieprzesłuchaną jeszcze płytę (CD, winyl itp.)?