|
|
| Wykonawca: |
Bill Steer - Firebird
|
Telefon zadzwonił w samo południe, w słoneczny piątkowy dzień. Lekko
ospały po zakończonej o świcie imprezie podniosłem słuchawkę i zgodnie
z oczekiwaniem usłyszałem w niej głos Billa Steera, lidera rewelacyjnej
formacji Firebird (której debiutancka płyta ostatnimi czasy niemal nie
opuszczała mojego odtwarzacza), a w przeszłości - legendy brutalnego
grania, założyciela Carcass. Po przywitaniu i moim ostrzeżeniu, że mogę
być nieco "ociężały", rozpoczęliśmy ciekawą rozmowę o nowym zespole,
zastoju i rozwoju oraz o nieprzemijającym fenomenie muzyki lat 60. i 70...
strona: 1 z 8
rockmetal.pl: Sądzę, że powinienem zacząć od pogratulowania Ci albumu, który
uważam za naprawdę rewelacyjny.
Bill Steer: Dziękuję.
Czy jesteś zadowolony z rezultatów swojej pracy?
Tak, zdecydowanie. Dla nas jest to już właściwie dosyć stary album.
Minęło jakieś 10 miesięcy od jego nagrania. Najpierw ukazał się w Japonii, w
grudniu. Ale byłem z niego zadowolony od początku. Mieliśmy plan i
trzymaliśmy się go, dlatego nagraliśmy go bardzo szybko. Tak, sądzę, że to
dobra pierwsza próba.
No właśnie. Dlaczego w Japonii płyta została wydana pół roku wcześniej,
niż na całym świecie?
Głównym powodem było to, że Japończycy płacili za nagrania. Przysłali
nam pieniądze i poszliśmy prosto do studia. Wydali materiał po dwóch
miesiącach, czyli naprawdę szybko. Druga część umowy była taka, że my
nie możemy wydać płyty nigdzie indziej wcześniej, niż dwa miesiące po
wydaniu przez nich. Potem rozmawiałem z Rise Above (główny wydawca
płyty Firebird - przyp. Negrin) i powiedzieli: "Dobrze, wydamy to,
ale powinniśmy chyba poczekać z tym do lata". I tak to się właśnie stało.
Rozumiem. Czy mógłbyś powiedzieć dwa słówka o tym jak przebiegało samo
nagrywanie: gdzie, kiedy i tak dalej?
To było chyba we wrześniu zeszłego roku. Pojechaliśmy do studia w
Lincolnshire (hrabstwo we wschodniej Anglii - przyp. Negrin). To jest
właściwie środek pustkowia. Dookoła pola, jest tylko kilka domów, bardzo
mały pub i tyle. Nie ma więc nic, co mogłoby rozproszyć uwagę. Zupełnie nic.
(śmiech) I było świetnie. Naprawdę miło było zrobić to w ten sposób.
Wykorzystaliśmy sytuację najlepiej, jak się dało. Rozstawiliśmy sprzęt i
nagraliśmy na żywo główne ścieżki.
Czy możesz opowiedzieć o tym, jak powstawały utwory na płytę? Czy byłeś w
studio czymś w rodzaju nie znoszącego sprzeciwu władcy (śmiech Billa),
czy też było trochę więcej demokracji i każdy miał coś do powiedzenia?
Większość piosenek napisałem wcześniej. Niektóre z nich były właściwie
dość stare, miały po parę lat. I było kilka innych, które napisaliśmy
dopiero na kilka miesięcy przed nagraniem. Jest też jedna czy dwie, w które
wkład mieli pozostali chłopcy. Jeden z numerów to właściwie muzyka Leo
(Smee, basisty - przyp. Negrin). Ale jeśli chodzi o działanie w
studio... Cóż, wydaje mi się, że to jest mój zespół, ja czerpię z niego całe
sto procent, a pozostali mają też inne rzeczy, którymi się zajmują. Ale
wiesz, słucham tego, co oni podpowiadają. Generalnie mówię po prostu: "Oto
piosenka. Zróbcie, co uważacie". Nie opowiadam ludziom co mają grać, takt po
takcie. To byłoby dla mnie bardzo nudne.
autor: Rafał "Negrin" Lisowski
Dodaj swój komentarz!
|
|
| materiały dotyczące zespołu:
|
|