zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 21 września 2017

wywiad: Keith Caputo

20.01.2000  autor: Rafał "Negrin" Lisowski

Wykonawca:  Keith Caputo - Keith Caputo

strona: 1 z 1

Keith Caputo: Część, czy to Rafał?

rockmetal.pl: Tak, to ja. Cześć!

Jak leci, stary?

Dzięki, nieźle. A u ciebie?

Też nienajgorzej. Przepraszam za 15-minutowe opóźnienie.

Nie ma sprawy.

Wiesz, ktoś kto układał godziny wywiadów coś pochrzanił. Przepraszam.

Ależ naprawdę, nie ma sprawy! No dobrze, jesteś gotowy, możemy zaczynać?

Dobrze.

No to jedziemy. Twój nowy album ukaże się tu w Polsce 17 lutego. Mimo, że wiedziałem mniej więcej czego się spodziewać, byłem trochę zdziwiony kiedy usłyszałem promo CD. Wielu fanów też może być zdziwionych. W związku z tym jak mógłbyś scharakteryzować ten album?

Scharakteryzować? Myślę, że jest to nawiedzający cię romans.

Co przez to rozumiesz?

Po prostu to. (śmiech) Złóż tylko te trzy słowa razem. Bardzo tajemniczy, bardzo romantyczny, bardzo szczery.

Tak, też miałem mniej więcej takie uczucia, słuchając promo CD. A jeśli już jesteśmy przy tym. Wszystkie cztery utwory na nim zawarte to właściwie ballady, w dużej mierze oparte na akordach gitary akustycznej. Czy cały album jest taki, czy jest też kilka szybszych numerów?

Jest na nim też kilka szybkich. Kilka szybcioszków.

A ile ich jest na płycie?

Cztery.

A wszystkich?

Dwanaście.

Co zainspirowało cię to grania takiej muzyki?

Tajemnica życia... To zawsze byłem ja, wiesz. To byłem ja zanim dołączyłem do Life of Agony. To właśnie dlatego opuściłem LOA. Śpiewałem do muzyki, której nie czułem.

Nigdy jej nie czułeś? Od samego początku?

Od samego początku. Byłem fanem Joey'a Z i Alana Roberta, nie byłem fanem... muzyki. Byłem fanem... naszej wspólnej miłości.

Więc wcale nie spoglądasz wstecz na swoje dawne osiągnięcia?

Nie.

A nie uważasz tego za krok w swojej ewolucji? Uznajesz to po prostu za pomyłkę?

Nie wierzę w pomyłki. Każdy oddech to krok w naszej ewolucji.

Wnioskuję z tego wszystkiego, że nie interesujesz się już dokonaniami Life of Agony po twoim odejściu?

Nie. (śmiech) Może pewnego dnia, w przyszłości zrobimy coś razem, kto wie... Teraz musiałem powiedzieć do widzenia.

Opuściłeś kapelę w spokoju czy też kłóciłeś się z resztą zespołu i rozstaliście się w gniewie?

Nie, nie kłóciłem się. Starałem się, żeby przebiegło to najspokojniej, jak się da. Ale to nigdy nie jest spokojny proces. Nie może być, zbyt wiele uczuć wchodzi w grę.

Wiem. Wróćmy zatem do twojej płyty. Nagrałeś ją z producentem Jaredem Kotlerem i bardzo dobrymi muzykami jak Craig Ross i Jeff Thall. Powiedz coś o nich, jeśli możesz.

Hmm... Bardzo ich cenię i podziwiam.

Dobrze wam się wspólnie pracowało?

Oczywiście.

Czy w przyszłości zamierzasz z nimi nagrywać?

Nie z Craigiem Rossem. Ale w ogóle mam nadzieję, że tak. Jeśli pewnego dnia będzie mnie na nich stać.

Czy myślisz już o przyszłości, to znaczy o następnym albumie?

Już zacząłem go nagrywać.

Czy jest taki jak ta płyta, czy też to coś zupełnie innego?

Coś zupełnie innego.

Co to jest? To znaczy w jakim kierunku?

To słodziutka tajemnica.

No dobrze, zobaczymy.

(śmiech)

Czy jesteś zadowolony z efektu pracy nad tym albumem, tzn. nad "Died laughing"?

Tak. To chyba pierwszy raz, kiedy jestem zadowolony. Oczywiście, są tam rzeczy które mnie nie satysfakcjonują. Muzycznie, ta płyta nie jest dobra reprezentacją tego, kim jestem dziś.

Ale kiedy ją nagrywałeś - była?

Tak, nagrywałem ją z przyjemnością.

A więc ciągle się zmieniasz...

Wiesz, to było już 2 lata temu. Teraz jestem zupełnie inny.

Rozumiem teraz, że nie zależy ci na zainteresowaniu swoją solową płytą dawnych fanów, fanów Life of Agony. Czy też może uważasz, że niektórych może ona zaciekawić? Generalnie, w kogo wycelowany jest ten album, kogo chcesz przyciągnąć?

Cały wszechświat... Nie celuję właściwie w nikogo. We wszystkich i w nikogo... Jeśli myślałbym o tym za dużo, mój umysł stałby się bardzo niespokojny. Nie obchodzi mnie komu moja płyta podoba się, komu nie. Jeśli ci się podoba, jeśli uważasz, że jest świetna, pozwala mi to na zamanifestowanie siebie i rozwój w bardzo pozytywnym kierunku. Jeśli jej nie cierpisz, to także pozwala mi się rozwijać. Nie chcę nikogo przekonywać. Jeśli podoba ci się w sposób naturalny - świetnie, możemy wtedy się dogadać. Będą ludzie, którzy pokochają tę płytę i ludzie, którzy ją znienawidzą. To naturalna kolej rzeczy. Nie przeszkadza mi to.

Widzę więc, że piszesz, komponujesz i grasz głównie dla siebie samego, dla swej rozwoju, dla swej duszy.

Tak... Dla ducha muzyki...

Tytuł albumu: "Died Laughing" jest dosyć frapujący. Czy oddaje całą sferę tekstową płyty? O czym są piosenki?

(długie milczenie)

Halo?

Myślę... Są o poznaniu swego celu. To prowadzi do najpełniejszego i najszczerszego spojrzenia w swą duszę, zrozumienia swego potencjału jako istoty ludzkiej. To także reprezentacja mnie samego eliminującego swe demony, uwrażliwiającego i oczyszczającego, odtruwającego pewną część mnie samego, żeby móc iść dalej. O zasadzaniu nowych nasion, otwieraniu nowych drzwi, tworzeniu szans dla siebie i innych ludzi. To rodzaj bardzo otwartej i szczerej komunikacji, bardzo szczery kanał umożliwiający zrozumienie drogi do kreatywności, nie do oceny. I co najważniejsze - to jestem ja. Przyznaję, że płyta nie jest łatwa w odbiorze, nie ma taka być. Chcę tworzyć wiekopomne albumy, nie cudeńka z jednym przebojem. Nie wiem, dla mnie jest to bardzo głęboki proces. Tak głęboki, jak tylko jakiś producent czy dziennikarz może sobie wyobrazić. To czysta miłość, miłość do świata. (śmiech) Naprawdę!

No właśnie, a propos życia. Czy twoim przepisem na szczęśliwe i udane życie jest, jak śpiewasz w jednej z piosenek - "Razzberry mockery" - "trzymać się, iść przed siebie i nie bać się"?

Tak, staram się utrzymać tę odwagę. To są moje schody do nieba.

A jeśli chodzi o muzykę, czy są jacyś muzycy, których naprawdę szanujesz, na których się wzorujesz, krótko mówiąc - twoje inspiracje?

Beethoven... John Lennon, Beethoven, (tu Keith podał dwa nazwiska, których nie zrozumiałem - przyp. Negrin), Prince, Beck... Hmm... Lubię Radiohead, The Beatles, The Doors - nie można zapomnieć o The Doors! Nie można zapomnieć o Led Zeppelin, Pink Floyd, jeszcze Queen...

O tak! Podałeś właśnie kilka nazw moim ulubionych zespołów.

Fajnie.

Czy masz na teraz jakieś plany? Trasa albo coś takiego.

Latem, latem. Mam nadzieję. Może późną wiosną albo nawet w jej połowie. Im szybciej tym lepiej. Ale wiesz, planem na chwilę bieżącą jest chwila bieżąca. Jedna rzecz na raz. Wszystko samo się ułoży.

Rozumiem. Pomówmy przez chwilę o czymś innym. Jaka jest pierwsza rzecz, która przychodzi ci do głowy na dźwięk słowa "Polska"?

Polska... Czym mogę służyć? Jak mogę pomóc?

No nie wiem, jakieś pierwsze skojarzenia...

To właśnie dwie pierwsze rzeczy, które wpadły mi do głowy.

Aa, rozumiem... Myślałem po prostu, że... no dobrze. (muszę przyznać, że mocno się speszyłem taką odpowiedzią Kietha - przyp. Negrin) Byłeś kiedyś w naszym kraju?

Tak, oczywiście.

Kiedy?

Ostatnio w 1993.

Podobało ci się?

Tak, tak. Podobało mi się jedzenie. Wiesz, nie wykorzystałem w pełni czasu tam spędzonego. Było bardzo śnieżno, były burze... Bardzo trudno jest mi przekazać ci jakieś konkretne uczucie o waszym kraju. Nie spędziłem tam wystarczająco dużo czasu... Na przykład mogę powiedzieć konkretnie co myślę o Amsterdamie, bo tam także mieszkam. Nie mieszkam w Polsce. Może gdybym zamieszkał w Polsce na pół roku, rok, pięć lat, wtedy mógłbym wyrazić uczciwie, szczerze moje uczucia na temat Polski. Byłem tam kilka razy i za każdym razem padał śnieg. Było bardzo zimno, bardzo wietrzno. Trochę dołująco.

Czyli byłeś u nas za każdym razem zimą?

RC: Tak. Bardzo fajne te wasze zimy, stary! (śmiech)

Spróbuj przyjechać kiedyś latem.

RC: Bardzo chętnie. Wiesz, mam bardzo dobrego kumpla z Polski. Nazywa się Wojtek. Teraz mieszka w Kanadzie.

To co? Przyjedziesz do Polski z koncertami?

RC: Tak, mam nadzieje, że tak. Wiosną.

Mój magazyn, rockmetal.pl to magazyn internetowy, więc muszę cię spytać o internet. Zajmujesz się tym w ogóle?

Hmm... Tylko dlatego, że muszę, nie dlatego, że chcę.

Pytanie polityczne, jeśli się nie masz nic przeciwko temu. Będziesz głosował w tegorocznych wyborach?

Czy będę głosował? Chętnie głosowałbym na siebie.

Haha, byłbyś dobrym kandydatem!

O tak! (śmiech) Między kim jest wybór? Giulianni i...?

Miałem na myśli wybory prezydenckie.

Jeśli mam być uczciwy, oni wszyscy są zgrają oszustów.

No tak, też tak uważam. Chciałem tylko poznać twoje zdanie.

Nie ufam polityce. Politycy to zaakceptowani przestępcy. Nie tworzą niczego poza bólem serca. Stawiają jedynie coraz więcej wymagań przed społeczeństwem. Robią wszystko ze swoich własnych pobudek, nie dla korzyści ludzi. Nigdy dla ludzi. To kraj pełen hipokryzji. Chyba wszystkie rządy są pełne hipokrytów.

Tak, nie jest przecież tak tylko w USA. Myślę, że politycy we wszystkich krajach są tacy.

Właśnie. Jedynymi ludźmi, którzy polegają wyłącznie na swych systemach są bogaci. Bo oni nie mają pojęcia co to znaczy być bogatym życiowo. W kwestii bogactwa polegają tylko na zasobności ich kont bankowych... Czy zauważyłeś, że na przykład w Indiach jest bardzo wielu bardzo ubogich ludzi, lecz ich świadomość jest bardzo bogata? Także w innych biednych krajach ludzie są dużo bardziej szczęśliwi, tak mi się wydaje. Mają oświecone dusze, lepiej znają siebie samych... Nie wiem, oczywiście nie mogę mówić za wszystkich.

A jeśli nie byłbyś muzykiem, kim byś został, żeby zaspokajać swe emocjonalne, duchowe potrzeby?

Byłbym poetą. Teraz zresztą jestem poetą.

Tak, to prawda, że muzyka, pisanie słów powinno mieć coś wspólnego z poezją. Ale ja miałem na myśli coś innego...

Byłbym zdecydowanie albo szalonym poetą, albo... (przerwa) Byłbym pewnie oszałamiaczem... (śmiech) Na pokazie osobliwości. (śmiech)

No dobrze, ostatnie pytanie, żeby podsumować naszą rozmowę o życiu i tym wszystkim. Jak sądzisz, co się stanie ze światem w tym nowym stuleciu? Masz może jakieś przewidywania?

Moje przewidywania...

No wiesz, chodzi mi o to czy jesteś jednym z tych, którzy uważają, że świat upada, że nie ma żadnej nadziei...

No cóż, planeta Ziemia nieuchronnie dokona samozagłady - tylko po to, by oczyścić się, a następnie się odbudować. W moim odczuciu w ogóle nie ma początku i nie ma końca... Jesteśmy tylko cząstką wszechświata. Wszechświat jest dużo większy, niż istoty ludzkie są zdolne sobie wyobrazić czy obliczyć. Wierzę, że będą dwa gatunki ludzi... Już teraz rośnie nowa świadomość... Będzie rasa umierająca i rasa czystego potencjału, czystej bezczasowości, czystego ducha i czystego serca. Być może będzie miał miejsce pewien rodzaj segregacji... Ale mam nadzieję, że we wszechświecie, na Ziemi, w tym, co znajduje się w dolnej warstwie atmosfery, dokona się zjednoczenie całej ludzkości i ludzie wszystkich ras, kultur, rozmiarów i kształtów będą działać jak jedno pudełko kredek, będą tworzyć kolory razem, nie zaś oddzielać się od siebie. Ten świat, sposób w jaki jest kierowany, wymagania jakie są stawiane przed istotami ludzkimi, które chcą przeżyć są... niezwykle bezlitosne i... niezwykle przerażające. Ma miejsce proces segregacji, zamiast wzajemnej pomocy... (chwila ciszy) Może to tylko moje spojrzenie jest trochę skrzywione, nie wiem. Ale tu, w Ameryce, nic nie robi wrażenia zjednoczonego społeczeństwa. Jest niemal tak, jakby każdy był wilkołakiem. Każdy jest zmuszony do bycia wodzem swego własnego szczepu. Nie wiem, to przerażająca sytuacja. Nie umiem tego konkretnie wyjaśnić, nawet słowami.

Tak, rozumiem to. No dobrze, zjednoczenie się całej rasy ludzkiej - myślę, że to dobra myśl wieńcząca naszą rozmowę. Miło było z tobą prowadzić tę inspirującą konwersację.

Mnie też miło się z tobą rozmawiało, bracie.

Wielkie dzięki. Cześć!

Cześć!

« Poprzednia
1
Następna »
Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołu

Czy dużo chodzisz?