zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 17 października 2017

wywiad: Krisiun

21.01.2017  autor: Katarzyna "KTM" Bujas

Wykonawca:  Moyses Kolesne - Krisiun (gitara)

strona: 1 z 4

Krisiun, Katowice 29.10.2016, fot. Red Face
Krisiun, Katowice 29.10.2016, fot. Red Face

Kiedy w 2015 roku Krisiun wydał album "Forged In Fury", część fanów była zawiedziona lekką zmianą kierunku w stronę mniej brutalnego i ekstremalnego grania. Wspólna trasa Krisiun i Dark Funeral, zahaczająca o Katowicki "Mega Club", była dobrą okazją, żeby porozmawiać na ten temat z gitarzystą formacji, Moysesem Kolesne.

rockmetal.pl: Spotykamy się przy okazji waszej wspólnej trasy z blackmetalowym Dark Funeral. Krisiun od lat hołduje za to tradycyjnej szkole brutalnego death metalu. Jak sprawdza się takie połączenie?

Moyses Kolesne (Krisiun): Sprawdza się bardzo dobrze, bo każdy z zespołów przyciąga różną publiczność, dzięki czemu można zaprezentować się także tym fanom muzyki metalowej, którzy niekoniecznie wybraliby się na koncert, gdybyśmy grali sami. Osobiście też lubię black metal. Te dwa style mają ze sobą wiele wspólnego, podobną energię i brutalność. Graliśmy czasem u boku zespołów thrashmetalowych czy nawet hardcore'owych, co również nie było złym połączeniem, bo dzięki temu fani, którzy przyszli na koncert, mogli posłuchać naprawdę zróżnicowanej muzyki. Wspólne trasy zespołów stricte deathmetalowych, które grają bardzo podobnie, mogą być dla fanów nieco nudne.

Nadal promujecie wasze ostatnie wydawnictwo z 2015 roku, "Forged In Fury". Czy są już plany na następną płytę?

O to samo pyta nas nasza wytwórnia Century Media (śmiech). Były już wstępne rozmowy na ten temat, połączone z ciekawymi planami koncertowymi po premierze następnego albumu, ale odpowiedzieliśmy, że nie chcemy się z niczym spieszyć. Musimy dokończyć tę trasę, wrócić do domu do Brazylii i dać sobie czas, żeby wspólnie pograć i popracować nad materiałem. Odkąd ukazało się "Forged In Fury" praktycznie przez cały czas jesteśmy w trasie. Nie mamy warunków, żeby zabrać się za to porządnie, a nie interesuje nas nagrywanie byle czego, oby tylko wypuścić kolejny produkt. Z reguły nie jest dla nas problemem pisanie nowej muzyki, kiedy już rozpoczniemy pracę w normalnych warunkach. Jeśli dobrze pójdzie, jest szansa na wydanie czegoś nowego latem 2017 roku. Jeśli pójdzie gorzej, to nieco później... (śmiech).

Na "Forged In Fury" fani musieli czekać cztery lata.

Tak, ale ta przerwa była spowodowana przez niekończące się trasy. Po wydaniu "The Great Execution" dostaliśmy mnóstwo świetnych ofert koncertowych z całego świata i chcieliśmy je wykorzystać. Graliśmy w Ameryce, Europie, Azji i Australii, w tym w wielu miejscach, gdzie dotąd nie byliśmy. Dlatego zdecydowaliśmy, że warto poczekać trochę z nowym wydawnictwem, a dotrzeć do innych miejsc na świecie, gdzie fani nie mieli jeszcze okazji zobaczyć nas na żywo. Nawet jeśli wracaliśmy do domu, szkoda było w ogóle zaczynać pracę nad czymś nowym. Teraz też oferty koncertowe nadal się pojawiają i gdybyśmy zdecydowali się z nich skorzystać, plany związane z nowym albumem trzeba by odłożyć na bok. Tym razem jednak wydaje nam się, że lepiej odmówić i zabrać się za robotę. Mamy mnóstwo nowych pomysłów i chcemy je już zrealizować.

Krisiun nie jest zespołem, który ulega presji?

Absolutnie nie. Robimy wszystko w swoim tempie, nie sugerujemy się wyłącznie tym, czego chce od nas wytwórnia. Na pisanie nowej muzyki musi przyjść odpowiedni moment. Kiedy jest tak, że nie możesz się doczekać aż zaczniesz nagrywać, bo kłębi ci się w głowie mnóstwo pomysłów, z reguły przekłada się to na świetny rezultat. Bardzo źle pracuje się nad muzyką, kiedy tej chęci nie ma i zespół robi coś na siłę. My nie zamierzamy tak pracować.

Płyta "Forged In Fury" została nagrana w studiu Erika Rutana z Hate Eternal. Jak układała się wasza współpraca?

Erik to nasz stary przyjaciel. Nagrywał z nami nasz pierwszy krążek wydany przez Century Media, "Conquerors Of Armageddon". Jeździliśmy razem w trasy za czasów, kiedy grał jeszcze w Morbid Angel, a później z Hate Eternal, więc dobrze sięznamy. Niestety minęło wiele lat, zanim znowu udało nam się pracować wspólnie nad płytą, bo Erik był bardzo zajęty, a nasza działalność koncentrowała się bardziej na Europie, występowaliśmy głównie w Niemczech, gdzie nagrywał nas Andy Classen z Holy Moses. Kiedy rozglądaliśmy się za producentem, jeszcze zanim wytwórnia zdążyła nam kogoś podsunąć, wysłałem do Erika wiadomość i spytałem, czy miałby czas i byłby zainteresowany. Bardzo się ucieszył i od razu przystał na naszą propozycję. Erik to świetny fachowiec, pracował z wieloma znakomitymi zespołami, a warunki w jego studiu ("Mana Recording Studios" - przyp. red.) są naprawdę wyśmienite. Studio mieści się w pięknej okolicy, poza tym dysponuje noclegami dla zespołów. Dodatkowym atutem było to, że Erik gra taką samą muzykę jak my i doskonale rozumie, o co w niej chodzi. Nie jest na przykład zwolennikiem sztucznego poprawiania wszystkiego na komputerze, ale próbuje wycisnąć jak najwięcej z zespołu i pracować na "żywych" ścieżkach. Mamy takie samo podejście, więc praca w bardziej organiczny i tradycyjny sposób bardzo nam odpowiadała. A przede wszystkim również jej rezultat.

Często dobra współpraca z producentem wygląda tak, jakby podczas nagrywania pełnił rolę dodatkowego członka zespołu. Tak było z Erikiem?

Dokładnie tak, a w dużej mierze z tego powodu, że przed wejściem do studia nie zrobiliśmy żadnej pre-produkcji. Materiał był napisany, ale brakowało wielu detali, które dopracowywaliśmy dopiero podczas nagrywania, jak na przykład wokale czy solówki. Główny zamysł tego krążka był taki, żeby uzyskać jak największą dynamikę, a żeby osiągnąć ten rezultat, nie można za dużo rozdrabniać się na mieszanie w riffach, kombinowanie ze zbyt technicznymi rozwiązaniami czy zbyt wieloma solówkami. Erik pomagał nam trzymać się tego kursu i hamował nasze zapędy, kiedy zaczynaliśmy za bardzo komplikować. Przy okazji jego pomoc była nieoceniona w kwestiach prawidłowego akcentu i wymowy przy nagrywaniu wokalu po angielsku. Właściwie to nie nazwałbym nagrywania tego krążka pracą, bo przez cały czas wszyscy świetnie się bawiliśmy, także za sprawą tego, że wszystko grało personalnie. Poza tym wyobraź sobie, że studio znajduje się praktycznie przy samej plaży. Codziennie rano wychodziliśmy sobie odpocząć i się zrelaksować. To było prawie jak wakacje.

Powiedziałeś kiedyś, że nagrywając ten album chcieliście stworzyć nie tylko taki materiał, jaki podoba się publiczności na koncertach, ale przede wszystkim taki, którego granie na żywo sprawia zespołowi prawdziwą przyjemność. Co miałeś na myśli?

Chcieliśmy trochę uprościć naszą muzykę. Bardzo lubię nasz starszy materiał, ale momentami jest on trochę przeładowany i zbyt pogmatwany, co w graniu na żywo może męczyć zarówno zespół, jak i publiczność. Oczywiście nie mieliśmy zamiaru zdradzić naszych oldschoolowych korzeni, ale raczej zachować brzmienie charakterystyczne dla Krisiun i tchnąć w to trochę świeżego powietrza. Chcieliśmy zainteresować naszą muzyką nowych fanów, niekoniecznie przywiązanych do bardzo tradycyjnego i surowego oblicza death metalu. I jak się okazało, dokładnie tak się stało - ta płyta jest przełomowa w naszej karierze, dzięki niej muzyka Krisiun dotarła do naprawdę wielu nowych odbiorców.

« Poprzednia
1
Komentarze
Dodaj komentarz »
Krisiun
Bacchus (wyślij pw), 2017-01-24 15:59:19 | odpowiedz | zgłoś
Zajebisty wywiad... Krisiun słyszałem max [;-)] dwie płyty ale czytało się doskonale.

Materiały dotyczące zespołu

Czy zdarzyło Ci się być na koncercie i później bardzo tego żałować?