|
|
Przed wami wywiad z jedną z najciekawszych kapel nurtu ogólnie
zwanego "folk", która od niemal dziesięciu lat propaguje narodową i
międzynarodową dawną kulturę ludową, nagrywając płyty, wydając gazetkę,
organizując festiwale. Miałem ogromną przyjemność rozmawiać z jednym
z najoryginalniejszych wokalistów (jeśli można tak go nazwać) sceny
folkowej i nie tylko. Działo się to wszystko na dawnym wrotkowisku
"Jutrzenka" w Warszawie 6 czerwca 2000 przy okazji ich koncertu na
międzynarodowych targach poświęconych propagowaniu kultury krajów
zazwyczaj się nie reklamujących. Dość charyzmatyczny w swej postawie
i sposobie zachowania na scenie Bogdan Bracha opowiedział mi o
początkach grania, o muzyce i o tym co to jest "kołomyjka"...
strona: 1 z 5
Czemu zaczęło się wszystko od pieśni Łemków?
Bogdan Bracha: Po raz pierwszy trafiliśmy na ślad kultury ludowej
jako takiej w postaci właśnie pieśni Łemków. A zdarzyło się to tak,
że byliśmy zafascynowani górami, byliśmy takimi włóczęgami górskimi,
tak bym to nazwał. Tak jak i teraz, to pewnie ma już inny pokoleniowy
wydźwięk niemniej jednak to grono ludzi miało swój repertuar. Takie
pieśni śpiewane przy ognisku z gitarą - tak zwana piosenka turystyczna,
ballady Wierzbickiego i w ogóle inne jego piosenki, i innych twórców,
ale w to wmieszane były pieśni ludowe Łemkowskie, na zupełnie równych
prawach, które się śpiewało. Często było tak, że śpiewano pieśni i nagle
ci ludzie mówili: "teraz śpiewamy po naszemu", a wokół nich
ludzie z Warszawy, właśnie z Lublina i wówczas wyciągali śpiewniki,
i śpiewali po Łemkowsku. To był jakby ich repertuar, to właśnie
włóczęgów górskich. To byli zwykli ludzie, którzy uprawiali tę muzykę
dla własnych potrzeb. Nosili ze sobą gitary i grali. Każda grupa miała
swój repertuar. I istniał tak zwany nurt piosenki turystycznej, były
takie różne festiwale i my chcieliśmy takie piosenki pisać, swoje,
które coś tam wyrażały o nas. Ale nie było pomysłów na takie piosenki
i zaczęliśmy, żeby wchodzić na te festiwale nie kupując biletu,
ale zdobywając wejściówki jako wykonawcy, zrobiliśmy taki zespół,
który śpiewał właśnie z braku swoich autorskich tekstów właśnie pieśni
Łemkowskie. W pewnym momencie okazało się, że ta piosenka Łemkowska to
jest właśnie ta poezja, którą chcielibyśmy napisać, czyli tak na prawdę
opowiada o tym, o czym chcielibyśmy stworzyć swój wiersz. I doszliśmy do
wniosku, że nie warto jest pisać od nowa, bo to już ktoś zrobił. W ten
sposób jakby odkryliśmy i zaakceptowaliśmy dla siebie kulturę ludową w
ogóle nie wiedząc, że coś takiego jak folklor to kultura ludowa. Potem
przyszło z kolei zastanowienie dlaczego nie znamy polskich piosenek
ludowych. Skoro Łemkowie mieli swój folklor, to zapewne mieli również
Polacy. No i zaczęliśmy się tym interesować, i stąd też powstał ten nasz
repertuar, który teraz gramy.
Czy fakt, że powstaliście wiosną (1988 roku) miało jakieś głębsze
znaczenie?
Ja wiem, że to co teraz powiem, to jest trochę naciągane, a może
też i nie. Ale jest to bardzo ciekawe pytanie, gdyż nigdy się
nad tym nie zastanawiałem. Mogło mieć to znaczenie ze względu na
sezon festiwalowy. Ale wydaje mi się, że powstanie wiosną miało
mniejsze znaczenie aniżeli sama epoka, w której fakt powstania
miał miejsce. Dlatego, że to były czasy, kiedy świat tych bardów się
kończył. Szykowały się jakieś przemiany i w pewnym momencie te wędrówki
w góry to była taka ucieczka od szarej folklorystycznej rzeczywistości. W
tych górach było się innym człowiekiem. To i teraz tak jest, ale jak gdyby
wtedy był jeszcze dodatkowy element. I wydaję mi się, że potem ten element
już znikł, to znaczy w momencie przemian ustrojowych nastąpiła taka
swoboda wszędzie i w tym zamiłowaniu do gór mniejszą rolę odgrywał ten
element ucieczki od rzeczywistości tej szarej. Natomiast większą rolę
odegrały już same góry i tym ludziom, którzy ze mną wędrowali, im te
góry padły na różne momenty, to znaczy profesje życiowe. Jeden stał się
fotografikiem, który lubił fotografować góry. Ja stałem się muzykiem,
inny przyrodnikiem.
autor: Paweł Rusak
Dodaj swój komentarz!
|
|
|