|
|
| Wykonawca: |
Maciej Taff - Rootwater (wokal)
|
"Całe życie jest szansą" - mówi Maciej Taff i chyba znakomicie zdaje sobie sprawę ze znaczenia tych słów. Chociaż do historii przeszły zespoły, w których śpiewał jeszcze w latach 90., takie jak Geisha Goner, czy dość efemeryczny projekt Kashtany, nie boi się chwytać przysłowiowego byka za rogi i szarżować sceny z zespołem Rootwater. A że idzie mu to wyśmienicie udowodniły entuzjastycznie przyjęte koncerty w ramach Mystic Tour, gdzie warszawiacy zagrali obok Huntera, Virgin Snatch i Frontside, a także nowa płyta zespołu zatytułowana "Limbic System", której wydanie było pretekstem do naszej rozmowy.
strona: 1 z 5
rockmetal.pl: Kiedy rozmawialiśmy poprzednio mówiliście, że Rootwater jest dla was drugą szansą. W jakim stopniu ta szansa została wykorzystana?
Maciej Taff: Trudno mi powiedzieć w jakim stopniu, ale staramy się jej nie marnotrawić. Staramy się kontynuować to, co nam niebiosa dały i grać. Nie rozdrabniać się, a skoncentrować się na tym, co jest sednem naszych pasji. Jest to nasz drogowskaz.
Na "Limbic System" słychać zarówno duży bagaż doświadczeń, ale także pasję, której można by spodziewać się po debiutantach. To, że macie duży bagaż doświadczeń to oczywiste, ale skąd ta pasja?
Z pasją się rodzisz. Każdy ma jakąś pasję. To właśnie pasja popycha nas do czynów szaleńczych, do rezygnacji z karier, do rezygnacji z zamykania się w kontach bankowych. Pasja czyni nasze życie żywym. To bardzo trywialnie brzmi, ale pasja nas napędza. Jeżeli ktoś nam zabierze pasję to po nas. Cała energia jaką mamy jest pochodną pasji.
Podczas nagrywania "Limbic System" postawiliście na komfort pracy i postanowiliście nie spieszyć się, w rezultacie nagraliście materiału na dwie płyty. Czy taki system pracy wam odpowiada?
Każdemu odpowiada taki system pracy, w którym nie musi się spieszyć. Po nagraniu debiutanckiej płyty "Under" przez pół roku chodziliśmy po wytwórniach i każdy nam odmawiał wydania albumu. Przy tej płycie postanowiliśmy, że nie będziemy tracić czasu na chodzenie. Mieliśmy swoją firmę wydawniczą i mogliśmy liczyć na pomoc Fonografiki, wiedzieliśmy więc, że zawsze jesteśmy w stanie sami wydać płytę. Dlatego nagrywaliśmy ją powoli, nie spiesząc się, dogrywając różne pomysły, kasując rzeczy nieudane... Do momentu kiedy zupełnym przypadkiem spotkaliśmy się z Michałem Wardzałą [z wytwórni Mystic - przyp. red.] i podpisaliśmy kontrakt. Wtedy wkroczył wydawca i powiedział "panowie, pierwszego marca ruszacie w trasę i płyta musi być w sklepach". Wtedy zaczęła się wytężona praca. Na szczęście było to już w końcowej fazie produkcji, więc przyspieszenie nie zaszkodziło płycie, a kto wie, może uchroniło ją przed zbędnymi dodatkami.
Nie obawialiście się, że podpisanie kontraktu może zakłócić waszą niezależną pozycję?
Zdawaliśmy sobie sprawę, że jeżeli mamy podpisać kontrakt to tylko z Michałem. Znamy się od lat, jeździliśmy jako szczeniaki na te same koncerty, więc wiemy czego się po nim spodziewać. Jest to człowiek, który dotrzymuje słowa, zawsze jest uchwytny, odbiera telefony. Przed podpisaniem kontraktu zrobiliśmy zebranie zespołowe i zapytaliśmy się sami siebie, czy jesteśmy gotowi na to, aby podpisać długofalowy kontrakt. Każdy musiał przeanalizować to, czy jest gotowy, aby jak zajdzie potrzeba, postawić wszystko na jedną kartę, rzucić dobrą pracę, wsiąść w zapyziały autobus i jechać na drugi koniec Polski. Ale wszyscy odpowiedzieliśmy twierdząco, bo jest to sedno naszego życia. Takiej szansy się nie odrzuca. Nie możesz powiedzieć "teraz droga szanso pocałuj mnie w dupę bo mam inne zajęcia". Jak tej szansy nie wykorzystasz, więcej się nie pojawi.
autor: RJF
Dodaj swój komentarz!
|
|
| materiały dotyczące zespołu:
|
|