|
|
| Wykonawca: |
Piotr Klatt - Róże Europy (wokal)
|
strona: 1 z 4
Krzysztof Kowalewicz: Kiedy rozmawiałem z Andrzejem Adamiakiem z
Rezerwatu powiedział mi, że to on namówił cię do powrotu Róż Europy?
Piotr Klatt: Może jest w tym trochę prawdy. Rezerwat miał o wiele
dłuższą przerwę w graniu niż ta, która nam się przytrafiła i w końcu
zdecydował się wrócić. My tak zupełnie nie znikliśmy. Funkcjonowaliśmy,
ale na bardzo zwolnionych obrotach. W ciągu ostatnich trzech lat
graliśmy po kilka imprez w roku. Bardziej intensywnie zaczęliśmy przed
wakacjami. Najpierw były "Dni Tomaszowa". Potem zjeździliśmy wiele
miast Polski.
Dlaczego po wydaniu albumu "Bananowe drzewa" w 1996 roku zaczęło być
o was coraz ciszej?
Wynikało to z tego, że raz jest zamówienie na muzykę Róż, innym razem
nie ma. Po wydaniu płyty muzycy pożenili się, urodziły im się dzieci i
zaczęli potrzebować stałej pracy z regularnym dochodem. W związku z tym
podejmowali się wielu różnych zajęć, które przeszkadzały nam spotykać się
na próbach i jeździć na koncerty. Obecnie doszło do wymiany pokoleniowej
w zespole. Pojawili się ludzie młodsi, jeszcze studiujący, którzy mają
więcej czasu na granie i na razie nie prowadzą własnego życia rodzinnego.
Przedstaw ich.
Basistą został Maciek, który prowadzi teleturniej w
Polsacie. Klawiszowiec to Tomek. Obaj już ze mną wcześniej
współpracowali. Perkusista Darek jest tzw. "rewolwerowcem do
wynajęcia". Gra u nas na stałe, ale wspomaga również KASĘ na
koncertach. Zupełny debiutant to gitarzysta Krzysztof.
Czy ci muzycy są na tyle młodzi, że wychowywali się na pierwszych
piosenkach Róż Europy?
Jeżeli mówimy o ludziach młodszych ode mnie o 13, 14 lat to istnieje
taka możliwość. Kiedy ja miałem dwadzieścia pięć lat i grałem, oni dopiero
zaczynali interesować się muzyką. Zresztą przychodząc do zespołu niektórzy
mówili, że bawili się przy tych utworach na prywatkach. Teraz je grają.
Wróciliście, bo znów jest na was zapotrzebowanie?
Nie wiem. Po wydaniu "Bananowych drzew" nie było już takiego
przyjęcia jakie mieliśmy kilka lat wcześniej, co spowodowało nasze
zniechęcenie. Ulegliśmy pewnemu zmanierowaniu. Z perspektywy czasu
oceniam to negatywnie. Wcześniej mieliśmy na sali tysiąc osób. Kiedy nagle
zaczęło przychodzić o ponad połowę mniej uznaliśmy, że nie ma po co dalej
występować. Dzisiaj myślimy inaczej. Granie jest dużą przyjemnością,
nie ma dużego znaczenia ilość słuchaczy. W ciągu ostatnich trzech lat
zdobyliśmy sporo pokory, dystansu do samych siebie. Musieliśmy zlikwidować
gwiazdorstwo, które się pojawiło w zespole. Myślę, że nie można było
uniknąć tego co się nam przydarzyło. Trudno być do końca normalnym,
kiedy gra się codziennie w innym mieście Polski przez kilka miesięcy,
ale palma nam nie odbiła.
autor: Krzysztof Kowalewicz
Dodaj swój komentarz!
|
|
| materiały dotyczące zespołu:
|
|