|
|
| Wykonawca: |
Marcelo D. Rapp - Soulfly
|
Dziewiętnasty listopada, chłodny wieczór, około godziny osiemnastej,
klub "Stodoła". Czekam razem z grupą zmarzniętych, młodych ludzi przed
autokarem, w którym prawdopodobnie siedzą muzycy Soulfly. Co prawda
ja mam trochę inny cel niż zdobycie autografu, ale marznę tak samo. W
końcu przychodzi ktoś z obsługi i wprowadza mnie do autokaru. Jeszcze
tylko pewna pani z mikrofonem musi wyjść i moja kolej. Wreszcie jestem
w środku. Na początek dziwny zapach, znany jakby ze szkoły. Nie ważne,
bo Marcelo już czeka. Opatulony w zimową, puchową kurtkę, w czapie
nasuniętej prawie na same oczy i uszy, z których połyskują dość duże
kolczyki. Na początek tradycyjna gadka-szmatka, np. o wadach polskiego
klimatu, zwłaszcza w miesiącach zimnych, ale potem przechodzimy do
konkretów. Zobaczmy więc, co ciekawego miał Marcelo do powiedzenia.
strona: 1 z 4
rockmetal.pl: Jak ci się podoba twój drugi pobyt w Polsce?
Marcelo: Bardzo mi się podoba, ludzie w Polsce są bardzo ciepli,
przeciwnie klimat, ale naprawdę dobrze się u was czuję, zresztą byłem u
was więcej razy, kiedy jeszcze zajmowałem się światłami dla Sepultury. To
było w 94 czy 95 roku i widzę, że jest u was coraz ładniej.
Czy kiedy ostanio grałeś u nas z Soulfly, nie byłeś trochę rozczarowany
tym, że koncert nie sprzedał się całkowicie?
Nie, nie byłem, bo był to dopiero początek Soulfly. Wiesz, nowy zespół,
ludzie go jeszcze nie znali, a więc brałem tą ewentualność pod uwagę.
Od tamtego czasu zaszło trochę zmian w zespole, z pierwszego składu
zostaliście tylko ty i Max. Czy mógłbyś nam coś powiedzieć o nowych
muzykach?
Ciężko jest to zrobić w kilku słowach. To jest tak, że większość zespołów
istnieje przez długi czas, przeważnie dorastają razem, mieszkają gdzieś
w sąsiedztwie, tworzą paczkę przyjaciół, wiesz coś na zasadzie "jeden
za wszystkich, wszyscy za jednego". A Soulfly to prawdziwy zespół, ale
i rodzina, więc wszyscy jesteśmy tu profesjonalistami, ale nie tylko
to. Mikey jest z nami od półtora roku. Przedtem problemem Soulfly były
partie gitarowe, bo tak naprawdę nigdy przed Mikey'em nie mieliśmy
typowego gitarzysty. Luisio jest naszym kumplem, jamowaliśmy trochę
razem, ale w końcu on wrócił do swojego zespołu Logan, gdy został do
nas przyjęty, miał już swój zespół i od razu było wiadomo, że jest u
nas tymczasowo. Więc rozglądaliśmy się za człowiekiem, który będzie mógł
zostać z nami na dłużej, wierzę, że Mikey jest tym człowiekiem.
Jak się czujesz będąc w tak długiej i dużej trasie, wiesz, duża ilość
koncertów, ogrom ludzi stojących naprzeciw was i śpiewającyh wasze
kawałki?
Wiesz, to jest świetne uczucie, starasz się pisać muzykę, opisujesz w
niej swoje życie, a ludzie przychodzą na koncerty, żeby posłuchać tego,
posłuchać muzyki, ale posłuchać i liryk, rozpoznają cię, po prostu to
czują. Ale oczywiście sama trasa jest trochę męcząca, dziś tu, jutro tam,
lecz to jest cena...
A co powiesz o energii emitowanej przez fanów podczas koncertu?
Człowieku, jest gigantyczna, jest potężna! Stoisz na scenie, patrzysz
na tych wszystkich ludzi, wrzeszczących, skaczących, reagujących na to,
co robisz w każdej sekundzie. To naprawdę kurewsko mocna rzecz.
Znasz jakiś polski zespół grający ostro?
Oh... pamiętam jeden, gdy jeszcze byłem u was z Sepulturą, ale nie
pamiętam nazwy. Wiesz, zawsze miałem kłopoty z tymi nazwami...
autor: Lekter
Dodaj swój komentarz!
|
|
| materiały dotyczące zespołu:
|
|