|
|
strona: 1 z 3
Już od dłuższego czasu miałem zamiar napisać ten artykuł, jednak albo brakowało czasu, albo siły, albo nadziei, że on cokolwiek zmieni. Nadziei nie mam dalej, jednak postanowiłem sobie, że w końcu napiszę te kilka(dziesiąt) linijek. Czego moje wywody będą dotyczyć? Dotyczyć będą sprawy dosyć oklepanej, bo braku tolerancji, ale braku tolerancji na scenie muzyki ciężkiej lub, jak kto woli, "alternatywnej".
We wszelkiego rodzaju publikacjach internetowych, w gazetach muzycznych, w zinach coraz częściej zamiast konkretnych informacji, konstruktywnych wypowiedzi, można spotkać narzekania na inne zespoły czy nurty muzyczne. Niestety, proces ten został zapoczątkowany przez muzyków i przedstawicieli sceny ekstremalnego metalu, a w szczególności przedstawicieli nurtu zwanego black metal. Na samym początku chcę zaznaczyć, że daleki jestem potępieniu tego rodzaju sztuki, mało tego, sam lubię taką muzykę i bardzo często jej słucham. Uwielbiam Thy Serpent, ...And Oceans, Enochian Crescent, Ishtar, Liar Of Golghota, Count De Nocte czy bardziej podziemne Black Funeral (pierwszą płytę "Vampire..."), Pagan Winter, Maniac Butcher, Isthar (tak, ten holenderski i inny niż ten od "Krig") czy Maskim, no i oczywiście Mayhem. Mógłbym jeszcze wymienić wiele nazw, ale nie chcę by ktoś pomyslał, że się chwalę lub daję do zrozumienia, że jestem nie wiadomo jakim ekspertem w dziedzinie "czarciej sztuki". Chciałem po prostu pokazać, że temat nie jest mi obcy. Ale wróćmy do meritum sprawy, do głównego wątku.
"Morbid Noizz" - magazyn właśnie rzeczonej muzy extremalnej. Ładna szata graficzna, obszerne wywiady, recenzje płyt... Zacznijmy właśnie może od tych recenzji. Swego czasu natknąłem się tam na recenzję P.O.D. "The Fundamental Elements Of South Town". Nie mówię, że jest to płytka genialna, nie mówię nawet, że jest wyjątkowo dobra. Ot, przeciętne nowe granie. Redaktorzy z MN jednak moim zdaniem troszeczkę przesadzili. Cała recenzja zaczęła się od przedstawienia przeciętnego słuchacza P.O.D. Kto czytał, ten wie, że został on przedstawiony jako pozbawiona mózgu męska seksistowska świnia, żyjąca tylko od imprezy do imprezy. Kiedy szanowny pan recenzent darował już sobie wątki waginowo-analne, przeszedł do samej muzyki. Z czym się spotykamy? Określenia typu pitolenie Sonny'ego (członek kapeli) żałosne umpa, umpa, etc. Rozumiem, że zdeklarowanym fanom wczesnego Gorgoroth ta płytka może nie przypaść do gustu, ale bez przesady. Wcale nie trzeba recenzując płytę nabijać się, czy wręcz atakować tak zespołu, jak i potencjalnych jego fanów. Panowie dziennikarze, chyba znacie się na swoim fachu. Nie da się tej sprawy załatwić inaczej? Dziwi mnie również to, dlaczego pośród recenzji płyt DM czy BM znalazło się takie P.O.D. Wybaczcie, ale wygląda mi to na taką małą prowokację. Na łamach Morbid Noizz pojawiła się też swego czasu recenzja płytki Staind "Dysfunction". Tutaj panowie z MN wykazali się naprawdę sporym wyczuciem i znajomością fachu. Skrytykowali, ale elegancko. Napisali, co im się nie podoba, ale można było wyczuć, że to ich prywatna opinia. Można doczepić się co prawda fragmentu, gdzie pada sformułowanie muzyka Staind kojarzy się z Tool, którym dręczą nas telewizje muzyczne, ale nikt nie jest idealny.
autor: dARK rIDER
tutaj od 29.12.2000
|
|
|