|
|
| felieton: Grzegorz Ciechowski - Lżejszy od fotografii
|
strona: 1 z 2
W to, co robił, wkładał całe swoje serce. Nie wiedział, że jest już tak osłabione...
Ostatnią rozmowę z Grzegorzem Ciechowskim przeprowadziłem w czerwcu 2001 roku w Opolu. Cały czas zastanawiam się dlaczego miała takie zakończenie:
Przy takim nawale pracy myśli pan o uciekającym czasie?
Ja jeszcze tego czasu nie liczę, bo w moim życiu ciągle się coś dzieje. Nie mogę powiedzieć, iż jestem na takim etapie, że powinienem przystanąć.
Przystanąć nie, ale diabeł zawsze coś wymyśli... I potem człowiek się zastanawia: ile mu jeszcze czasu zostało...
Czas zasuwa coraz szybciej, tak, że w głowie się nie mieści. Nieprawdopodobnie.
Artysta zmarł 22 grudnia 2001 roku. Był chory na serce. Ostatnie chwile swego życia spędził w szpitalu. Miał 44 lata. Osierocił trójkę dzieci, nie doczekał urodzin czwartego. To kolejna wielka strata dla polskiej muzyki rockowej. Bo przecież nie tak dawno odszedł Staszek Zybowski (mąż Urszuli). Ciechowski był na jego pogrzebie, wspominał kolegę, nie wiedział, nie mógł wiedzieć, że będzie następny. "Grzegorz był okazem zdrowia, podziwialiśmy jego muskulaturę. Nie palił papierosów, uprawiał sport, dbał o siebie" - powiedziała Kora. W jednym z ostatnich wywiadów artysta oświadczył: "Jest we mnie coś takiego, co pozwala mi z dużą pewnością siebie myśleć, że z każdej opresji wyjdę obronną ręką".
"Kiedy umiera osoba, która zrobiła tak wiele dla tak wielu, kiedy odchodzi ktoś, kto dużo znaczy, zawsze boli i ma się poczucie niesprawiedliwości, ale tak jest, że odchodzi się właśnie w momencie najmniej spodziewanym... Żegnaj Grzegorz..." - napisała niejaka Dziunia na stronie internetowej onet.pl. Grzegorz Ciechowski był inteligentnym i błyskotliwym rozmówcą, szalenie ambitnym, sumiennym twórcą. Jego wszystkie produkcje gwarantowały wysoki poziom artystyczny. W czerwcu 2001r., kiedy Republika obchodziła dwudzieste urodziny zapytałem jej lidera: "Czy w ciągu tych lat były jakieś porażki, czy coś się nie udało?" Odpowiedział: "Żadna z płyt, czy to Obywatela GC, czy Republiki, to nie są płyty, których musiałbym się wstydzić. Wszystkie one są zapisem tego, co się działo w moim życiu, w życiu moich kolegów. Te płyty były takim rodzajem dosyć intensywnie pisanego pamiętnika, spisu wydarzeń, które miały miejsce. I co najważniejsze, że do tych relacji można wracać i nie ma wstydu". Pan jest chyba perfekcjonistą - stwierdziłem w rozmowie z Ciechowskim pięć lat temu. Nie zgodził się ze mną. "Gdybym doszedł do podobnego wniosku, to już dawno musiałbym przestać pisać. Ja wręcz uwielbiam to, że zawsze zostaje coś do zrobienia i poprawienia". Ale już szczytem skromności było to, co powiedział przed miesiącem "Vivie": "Ja jestem kimś, kto sobie z muzyką radzi dla własnych potrzeb, lubię słuchać swojej muzyki. Na dodatek okazało się, że ileś osób ma podobną potrzebę słuchania mojej muzyki".
autor: Tomasz Markiewicz
tutaj od 9.01.2002
|
|
|