| zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co? |
|
| www.rockmetal.pl >> relacje >> The Legendary Pink Dots, Warszawa "Progresja" 23.10.2011 |
|
Gdy się wybierałem na ten koncert, chodziło mi po głowie pytanie - no dobrze, ale jak to wszystko zabrzmi bez Nielsa? - bez tych kapitalnych saksofonowych wstawek i solówek. Hoornblower opuścił The Legendarny Pink Dots już jakiś czas temu i najnowszą płytę formacja nagrała bez niego. Nie interesowałem się tym, co obecnie Kropki grają na żywo. Niech będzie niespodzianka. W Polsce gościli ostatnio na "Seven Festival" w Węgorzewie w lipcu 2010 roku. Nie byłem tam, choć to niedaleko ode mnie, gdyż wtedy zespół planował jeszcze jesienną trasę koncertową we wrześniu i na te występy się szykowałem. Niestety w ostatniej chwili zostały odwołane.
Na małą scenę w "Progresji" wyszło tylko trzech muzyków. Tylko, bo były czasy, gdy zespół liczył sześć osób. Gdy wyczekiwałem na rozpoczęcie, przyglądałem się rozstawionym instrumentom i coś mi nie pasowało. Dziwnie to wszystko wyglądało bez zestawu perkusyjnego, który zazwyczaj towarzyszy tego typu imprezom. A na deskach dwa komplety klawiszy z mnóstwem przewodów i gitara. Obecnie w skład grupy wchodzą: Edward Kaspel - lider, wokal, klawisze, The Silverman (czyli Phil Knight) - klawisze i syntezatory (obydwaj w ekipie od początku istnienia LPD, czyli od 1980 roku). Skład uzupełnia najmłodszy w towarzystwie leworęki gitarzysta Erik Drost. W takiej właśnie obsadzie trio wydało ostatni album pod szyldem The Legendarny Pink Dots, zatytułowany "Second Late For Brighton Line". Jako ciekawostkę jeszcze podam, że Kaspel wkroczył na estradę w długim ciemnym okryciu, czarnych wąskich spodniach i... boso. Rozpoczęli od kawałka "God & Machines" pochodzącego z ostatniego krążka. Jak się okazało, najwięcej nagrań zabrzmiało właśnie z tego albumu, bo aż sześć (płyta liczy dziewięć pozycji). Kropki postawiły w większości na repertuar najmłodszy, bo drugim licznie reprezentowanym wydawnictwem - w liczbie trzech numerów - było przedostatnie "Plutonium Blonde". Nie zagrali żadnego utworu z legendarnego krążka "The Maria Dimension", mimo że wśród publiczności niejednokrotnie padały okrzyki znanego tytułu "Belladonna". Z innej kultowej płyty wykonali "New Tomorrow" na sam koniec przed bisami i był to jedyny przebój tego wieczoru. Nie wpłynęło to jednak niekorzystnie na nastrój i przebieg koncertu. Tak właśnie miało być. Nagrania płynęły jedno za drugim połączone tajemniczymi głosami i efektami dźwiękowymi. Świetnie zaprezentowała się ballada "Someday" z partiami gitary hawajskiej i spokojnym wokalem. Wyśmienicie popisał się Erik Drost w "Cubic Ceasar". Przesterowane solówki na gitarze wykonywał klęcząc. Wersja na żywo znacznie różniła się od propozycji studyjnej, była zdecydowanie mocniejsza. W instrumentalnym "Torchsong" artyści zaprezentowali z olbrzymią energią muzyczny ładunek w stylu "electro-metalu". Trochę lżej, a nawet przebojowo, wypadło nagranie "Russian Roulette". Natomiast "Hauptbahnhof" zabrzmiało sentymentalnie i łagodnie z delikatnym efektem pianina.
Mieliśmy dwa bisy. Na pierwszy krótka piosenka - cover formacji Tear Garden (poboczny projekt muzyczny lidera), a później długa wyśmienita kompozycja instrumentalna "Ascension", zamykająca ostatni album zespołu. W drugim bisie natomiast usłyszeliśmy melodyjny utwór "Birdie". W sekwencjach finałowych obydwaj weterani wytworzyli kosmiczne dźwięki na instrumentach klawiszowych i klawiszopodobnych, a potem wszyscy zniknęli ze sceny. Legendarne Różowe Kropki, choć w okrojonym składzie, pokazały dobrą formę. Grupa Zaprezentowała nam muzykę bardziej z kręgu rocka elektronicznego, chociaż sporo w niej było także elementów psychodelicznych. Lider Edward Kaspel (kiedyś zwał się The Prophet Qa'Sepel) znakomicie poradził sobie bez niezastąpionego jak się wydawało Hoornblowera. Po prostu wybrał z dorobku (jest z czego, wydali około 50 płyt) te nagrania, w których instrumenty dęte nie odgrywały znaczącej roli lub w ogóle nie występowały. Może to już nie to samo, ale jednak. Powinienem na koniec zaznaczyć wreszcie, że w ten niedzielny wieczór nie byłem na zwykłym koncercie rockowym, a uczestniczyłem w dwugodzinnym, niesamowitym elektronicznym misterium.
Zagrali (utwór, tytuł albumu i rok wydania):
God & Machines (Second Late For The Brighton Line, 2010)
Bis nr 1:
Bis nr 2: autor: Meloman
Uwaga! Nie zgadzasz się z autorem relacji? Sądzisz, że jesteś w stanie opisać ten koncert lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz własną relację z koncertu i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz! |
|
|
"rock i metal po polsku" istnieje od 14 grudnia 1996. Wszelkie prawa zastrzeżone, © 1996-2012 rockmetal.pl. www.rockmetal.pl | nowe na stronie | |