zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 23 września 2017

wywiad: Arcturus

29.06.2017  autor: Katarzyna "KTM" Bujas

Wykonawca:  ICS Vortex - Arcturus (wokal)

strona: 1 z 2

Arcturus, Katowice 22.04.2017, fot. Verghityax
Arcturus, Katowice 22.04.2017, fot. Verghityax

Jednym z zespołów, które wystąpiły na dużej scenie na festiwalu "Metalmania 2017", był norweski Arcturus, założony w 1987 r. między innymi przez perkusistę Mayhem, Hellhammera. Przez skład tej formacji, prezentującej dość awangardowe oblicze metalu, przewinęło się kilka znanych postaci związanych z norweską sceną - wokalistą do roku 2003 był Kristoffer Rygg, znany także pod pseudonimem Garm, a w latach 1993 - 1994 krótki epizod jako gitarzysta zespołu miał nawet znany z Emperor Tomas "Samoth" Haugen. Od czasu wydania płyty "Sideshow Symphonies" wokalistą grupy jest były basista Dimmu Borgir, ICS Vortex, który obecnie udziela się także w Borknagar, Lamented Souls oraz w swoim projekcie solowym. Aktualny frontman Arcturus opowiedział nam o tej norweskiej muzycznej telenoweli oraz zdobył się na szczerość, co myśli o obecnej twórczości kolegów z Dimmu Borgir. O tym oraz przede wszystkim o muzyce Arcturus rozmawiałam z bardzo sympatycznym ICS Vorteksem po koncercie, który rozpoczął się od wielkiej ciszy po zakończeniu intra.

rockmetal.pl: Witaj Vortex. Jak oceniasz wasz dzisiejszy występ na "Metalmanii"? I co stało się z tym intrem?

ICS Vortex, Arcturus: To samo, co na ostatniej "Metalmanii", na której graliśmy... (śmiech) Tym razem było jednak nieco lepiej, bo poprzednio przerwa pomiędzy zakończeniem intra a pojawieniem się Vorteksa na scenie była trochę dłuższa... (śmiech). To był ten sam motyw - intro się kończy, a mnie nie ma. Wszyscy się rozglądają: "Gdzie jest Vortex?", ktoś odpowiada: "Nie mam pojęcia, nie widziałem go cały dzień". A ja byłem w łóżku i spałem. Wparowali do mojego pokoju, wywlekli mnie z pościeli, ogarnąłem się szybko i trafiłem prosto na scenę. Bez żadnej rozgrzewki, prosto z łóżka, a trzeba podkreślić, że wokale w Arcturus nie należą do najłatwiejszych. Często następujące po sobie góry i doły wymagają odpowiedniej rozgrzewki. Trudno jest temu sprostać parę minut po przebudzeniu. Dzisiaj na szczęście było nieco lepiej. Siedzieliśmy w garderobie z basistą. Powiedział mi, że do koncertu zostało jeszcze pięć minut i wyszedł. Kiedy dotarł do sceny, intro już prawie dobiegało końca. I znowu ta sama historia - gdzie jest Vortex? (śmiech) Na szczęście tym razem nie spałem i dotarcie na scenę zajęło mi o wiele mniej czasu.

Na próbie zaśpiewałeś a capella "War Pigs" Black Sabbath i "The Loneliness Of The Long Distance Runner" Iron Maiden. To twoje główne inspiracje?

Jestem fanem Black Sabbath, a co do muzyki Iron Maiden, to na pewna jedna moich inspiracji wokalnych ze względu na niezwykłe podejście do melodii. Są muzycy, którzy śpiewają bardzo melodyjnie, ale ich linie wokalne są bardzo kiczowate i prostackie. U Dickinsona wszystko się zgadza. Nie ma żadnych zbędnych dźwięków.

Skoro mowa o wokalu, w 2005 roku znalazłeś się w pierwszej dziesiątce wokalistów metalowych w zestawieniu opublikowanym przez magazyn "Terrorizer".

Naprawdę? Nawet o tym nie wiedziałem. Bardzo to miłe, ale to jeszcze były czasy, kiedy występowałem z Dimmu Borgir, a jest taka tendencja, że wysokie miejsca w zestawieniach najlepszych muzyków publikowanych przez prasę muzyczną zajmują członkowie zespołów, które akurat są na topie.

Arcturus, Katowice 22.04.2017, fot. Verghityax
Arcturus, Katowice 22.04.2017, fot. Verghityax

Nie można jednak zaprzeczyć, że masz bardzo charakterystyczny wokal. Jak to się stało, że kiedy większość wokalistów, należących do norweskiej sceny blackmetalowej, sztywno trzymało się blackowej konwencji, poszedłeś w stronę bardzo melodyjnego śpiewu?

Kiedy zaczynaliśmy z moim pierwszym zespołem, Lamented Souls, który porusza się w klimatach doomowych, zbliżonych do Black Sabbath, było dla mnie czymś naturalnym, że oprócz growlu powinienem też śpiewać melodyjnie. Pasowało mi to do naszej muzyki. Dlatego nie przejmowałem się tym, co jest modne, tylko robiłem swoje. Lubię i potrafię wykorzystywać różne sposoby śpiewania, ale melodyjny wokal jest mi zdecydowanie bliższy. To mój naturalny głos.

Wracając do Arcturus, opublikowaliście na swoim profilu na Facebooku informację, że nagraliście kawałek na kolejne wydawnictwo. Czy od tamtej pory wydarzyło się coś nowego?

Tak, już wkrótce wydamy coś nowego. Tylko nie potrafię sprecyzować, co oznacza "wkrótce" (śmiech). Mamy jeden nowy numer i kilka nagrań na żywo, a także wideo do "Crashland", który jest moim ulubionym utworem z albumu "Arcturian".

Jak to możliwe, że tak dobry kawałek, jakim jest "Crashland", tak długo czekał na zarejestrowanie? Ten numer został napisany dużo wcześniej.

Dokładnie tak. "Crashland" został napisany na poprzednią płytę, "Sideshow Symphonies". Ówczesny wokalista, który był w zespole jeszcze zanim okazało się, że to ja będę nagrywał wokale, powiedział Knutowi (Knut Magne Valle, gitarzysta - przyp. red.), że riff otwierający ten kawałek w ogóle nie pasuje do materiału Arcturus. Po jakimś czasie Knut zagrał mi ten numer i stwierdziłem: "Człowieku, to jest zajebiste!". Cała siła tego riffu wynika z tego, że jest prosty, trafiony w punkt i świetnie pasuje do tekstu.

Powiedziałeś kiedyś w wywiadzie, że teksty, które piszesz teraz, odnoszą się do czasów, kiedy prowadziłeś znacznie mniej stonowany tryb życia niż teraz.

To jest trochę tak, że pewne etapy życia trzeba przetrawić po pewnym czasie. Czasem dobrze jest spojrzeć na swoją przeszłość z dystansem i bardziej obiektywnie. Kiedyś faktycznie prowadziłem się dużo gorzej niż teraz (śmiech), a pisanie pod wpływem używek nie jest najlepszym pomysłem, więc może faktycznie lepiej jest opisać te wrażenia, kiedy można to zrobić z perspektywy czasu, z innym spojrzeniem na to wszystko.

Zdaje się jednak, że sesja nagraniowa "Arcturian" nie przebiegała całkiem grzecznie i zdarzało się wam sięgnąć w studiu po alkohol. Paradoksalnie niektóre ścieżki zarejestrowałeś wtedy za pierwszym, drugim podejściem.

Skąd o tym wiesz? (śmiech) To prawda, że atmosfera podczas nagrywania "Arcturian" była o wiele luźniejsza niż podczas sesji do "Sideshow Symphonies". Wtedy wszystko przebiegało bardzo rygorystycznie. Jeden dzień na kawałek - ani mniej, ani więcej. Nie było czasu na poprawki ani żeby wrócić do czegoś chwilę później i coś zmienić, jeśli nie byłem zadowolony. Oczywiście taka dyscyplina ma też swoje dobre strony i znacznie przyspiesza nagrywanie płyty, ale po wielu godzinach pracy w studiu człowiek jest po prostu zmęczony i pewnych rzeczy nie dostrzega. Następnego dnia, na świeżo, można wychwycić wiele motywów, które chciałoby się poprawić albo zrobić inaczej, a nie ma już na to czasu. Pracowałem tak ciężko nad tymi tekstami, a później nie mogłem nawet dopracować do nich linii wokalnych tak, żebym był w pełni zadowolony. No, ale zostawmy to... Tym razem pracowaliśmy w naszym własnym studiu, więc nie było żadnego pośpiechu. Zaopatrzyliśmy się w dobre jedzenie... i picie... (śmiech), i naprawdę świetnie się bawiliśmy podczas nagrywania. Myślę, że to słychać.

Arcturus, Katowice 22.04.2017, fot. Verghityax
Arcturus, Katowice 22.04.2017, fot. Verghityax

Czy brak tej atmosfery był powodem, dla którego po wydaniu "Sideshow Symphonies" zrobiliście sobie przerwę od grania? Słyszałam, że ogłosiliście wtedy zakończenie działalności zespołu, a nie jej zawieszenie, żeby uniknąć ciągłych pytań, kiedy wrócicie.

Zgadza się, to był jeden z powodów. Inny był taki, że spodziewaliśmy się, że po powrocie prawdopodobnie będą nam lepiej płacić... (śmiech) A tak zupełnie szczerze, po prostu był to nie najlepszy czas dla zespołu. Nie będę się tu zagłębiać w szczegóły, ale - jak to zwykle bywa w takich przypadkach - w grę wchodziły też kwestie personalne, mieliśmy siebie nawzajem trochę dosyć... Żeby zespół działał tak, jak należy, potrzebna jest dobra energia, a wtedy trochę tego brakowało. To zawsze słychać w muzyce. Jeśli coś nie gra personalnie, przekłada się to na twórczość zespołu. Niekiedy lepiej jest zrobić przerwę w momencie, kiedy jest jeszcze co ratować, niż ciągnąć to na siłę i pokłócić się na śmierć i życie. Poza tym dłuższe przerwy pomiędzy płytami nie muszą być wcale złe. To więcej czasu na zgromadzenie nowych inspiracji, więcej nowych pomysłów, brak presji i chęć tworzenia, która dojrzewa powoli. Produkowanie muzyki na czas z reguły nie daje dobrych rezultatów. Lepiej jest w ciągu kilku lat dać fanom jeden dobry album niż trzy beznadziejne.

Czy to z tego powodu podpisaliście kontrakt z mniejszą wytwórnią - Prophecy Productions?

Częściowo tak. I muszę przyznać, że było to bardzo dobre posunięcie. Paradoksalnie pod banderą tego wydawcy sprzedaliśmy bardzo dużo płyt. Nie ukrywam też, że zdecydowaliśmy się podpisać kontrakt z Prophecy Productions, bo zaoferowali nam bardzo przyzwoitą sumę na dzień dobry. Muzycy z reguły o tym nie mówią i udają, że pieniądze nie mają znaczenia. Otóż mają, bo niestety to wszystko kosztuje. Studio, okładka, oprawa graficzna i mnóstwo innych rzeczy. Jestem bardzo zadowolony ze współpracy z Prophecy i uważam, że album został wykonany naprawdę porządnie. Mam nadzieję, że będzie tak samo przy kolejnym wydawnictwie.

« Poprzednia
1
Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Arcturus
The Black Joker (gość, IP: 83.10.196.*), 2017-06-29 21:16:28 | odpowiedz | zgłoś
in sorte diaboli i abrahadabra to dobre albumy, uważam nawet że abrahadabra to największe i najbardziej dojrzałe dzieło tego bandu ,ale on pewnie obrażony na cały świat,że go wyrzucili,to mu się krytyki zachciało.jest gorszy od axla rose'a.
re: Arcturus
Kath (gość, IP: 178.235.147.*), 2017-06-29 23:53:50 | odpowiedz | zgłoś
Abrahadabra to fatalny album. Najsłabszy gitarowo, kompozycyjnie, bez polotu i momentami kiczowaty. Natomiast na In Sorte Diaboli były dobre 3-4 utwory. Jeżeli ten zespół kiedykolwiek nagrał coś wartościowego, to właśnie w latach do 2003, z Vortexem i Mustisem w składzie.
re: Arcturus
Pumpciuś (gość, IP: 31.0.122.*), 2017-06-30 12:09:45 | odpowiedz | zgłoś
zacznijmy od tego że Dimmu Birgir i Cradle of Filth to takie Himy i Nightwishe black metalu.
re: Arcturus
Verghityax (wyślij pw), 2017-06-30 13:30:33 | odpowiedz | zgłoś
jak dla mnie Dimmu to For All Tid i Enthrone Darkness Triumphant, potem mogli się równie dobrze rozpaść. In Sorte to okrutna popelina z może dwoma udanymi kawałkami, podobnie jest z Abarahadabrą.
re: Arcturus
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2017-06-29 16:14:59 | odpowiedz | zgłoś
Traktowanie Vortexa jako zastępcę Garma jest chyba powszechne, chociaż może trochę przykre dla tego wokalisty. A muzycznie to w czasach Garma Arcturus robił lepsze rzeczy, może nowa płyta im dorówna.
re: Arcturus
CozzY
CozzY (wyślij pw), 2017-07-05 15:00:59 | odpowiedz | zgłoś
Arcturus z Vorteksem na wokalu chyba nigdy niczemu już nie dorówna.
re: Arcturus
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2017-07-05 16:36:50 | odpowiedz | zgłoś
Garm to wokalista jakich niewielu, ma możliwości zaistnieć w wielu gatunkach muzycznych niczym Mike Patton. Dużo zależy od formy lidera Arcturus Sverda, ale on normalnie pracuje i pewnie trudno mu się zebrać.
re: Arcturus
Przemo667
Przemo667 (wyślij pw), 2017-07-05 19:31:41 | odpowiedz | zgłoś
Dokładnie, 3 pierwsze płyty Arcturus z Garmem genialne i chyba najbardziej lubię "Sham Mirrors" za to 2 kolejne z Vortexem nie podchodzą mi specjalnie, a co do ich występu na Metalmanii dużo większe wrażenie zrobił występ w 2005 roku (Vortex był chyba pod wpływem jakichś używek) niż teraz 2017

Materiały dotyczące zespołu

Czy dużo chodzisz?