|
|
| wywiad: Jesus Chrysler Suicide
|
| Wykonawca: |
Tomasz Rzeszutek - Jesus Chrysler Suicide (wokal, gitara)
|
Po wieloletniej przerwie Jesus Chrysler Suicide powrócił z płytą zatytułowaną "Rhesus Admirabilis". O tym, co działo się z zespołem przez ten czas, co oznacza enigmatyczny tytuł nowej płyty, a także o samej muzyce opowie lider i wokalista grupy - Szamot.
strona: 1 z 2
rockmetal.pl: Od wydania "Eso Es" minęło siedem lat. Co przez ten czas działo się z zespołem?
Tomasz "Szamot" Rzeszutek: Od tego czasu nastąpiło parę zmian w składzie zespołu. Rok przed koncertem z okazji dziesięciolecia Jesus Chrysler Suicide w 2001 roku, w rzeszowskiej Akademii, odszedł nasz basista - Maciej Owczarek, a jego miejsce zajął Marcin Blicharz. Potem zespól opuścił Dżabi [Sławomir Leniart - przyp. red.], który poświecił się graniu w zespole Agressiva 69. Nasz skład wzmocnił Diabeł [Jerzy Tomczyk - przyp. red.], grający na gitarze. Mieliśmy także dużo prozaicznych problemów związanych ze znalezieniem miejsca na salę prób, wyjazdami poszczególnych muzyków. Potrzebowaliśmy trochę czasu, zanim ustabilizował się skład. Na początku postanowiliśmy zgrać się z nowymi muzykami na starym materiale, więc graliśmy koncerty, głównie w Rzeszowie, Krakowie i Warszawie. W końcu doszliśmy do tego momentu, w którym mogliśmy zacząć przygotowywać materiał na nowa płytę. Dużo improwizowaliśmy, nagrywaliśmy wszystkie próby, potem odsłuchiwaliśmy taśmy. Wchodząc do studia zostawiliśmy też trochę niedopowiedzeń, aby móc odkryć w sobie coś jeszcze i zarejestrować to.
Te improwizacje to raczej nowa metoda jeżeli chodzi o komponowanie piosenek w Jesus Chrysler Suicide...
Różne były sposoby komponowania utworów na każdą z płyt Jesus Chrysler Suicide. Na pierwszą, "Romp", większość materiału komponowałem sam. Przy drugiej płycie pracowaliśmy dużo z Dżabim. Mieszkaliśmy wtedy razem przez jakiś czas i ten fakt miał wpływ na to, co znalazło się na "Schizovirusie". Potem Dżabi wyjechał do Warszawy i przy kolejnym albumie, "Eso Es", praca wyglądała trochę inaczej. To był pierwszy, i mam nadzieje ostatni, raz kiedy byłem zmuszony w tak wielu numerach zagrać na gitarze (śmiech). W przypadku "Rhesus Admirabilis" praca odbywała się bardziej naturalnie, jeżeli chodzi o zaangażowanie większej części zespołu w komponowanie. Stąd te improwizacje, dużo rozmów i analizowanie tego, co chcemy przekazać, co wybrać, a co odrzucić.
Interesująco brzmi utwór zamykający płytę. Skąd te orientalne brzmienie?
"Misie" stworzyliśmy przed jednym z koncertów w Rzeszowie. Nie zapomnę reakcji, jaką wywołała ta piosenka wśród publiczności. Prawdę mówiąc, jeszcze przed tym koncertem myśleliśmy, że będzie to jednorazowa akcja, ale okazało się, że ludzie tak załapali ten utwór, że nie chcieli dać nam go skończyć (śmiech). Stwierdziliśmy, że w takim razie grzechem byłoby go nie nagrać. Brakowało nam tylko pomysłu, jak on ma wyglądać na płycie. W końcu postanowiliśmy zostawić główną gitarę i wokal z pierwotnej wersji koncertowej, a resztę stworzyć i dograć w studiu. I to był chyba bardzo dobry pomysł. Myślę, że wyszła z tego ciekawa i oryginalna kołysanka (śmiech). Zamierzamy na niej w przyszłości zarobić masę kasy, bo nadaje się do jakiejś bajki, filmu, albo reklamy (śmiech).
autor: RJF
Dodaj swój komentarz!
|
|
| materiały dotyczące zespołu:
|
|