|
|
| Wykonawcy: |
Ralf Hubert - Mekong Delta (gitara basowa), Martin LeMar - Mekong Delta (wokal)
|
strona: 1 z 10

Mekong Delta, Katowice 26.09.2009, fot. Lazarroni
Zagraliście pierwszy w swojej karierze koncert w Polsce. Jak podobała się wam reakcja polskiej publiczności?
Ralf Hubert: Była super.
Martin LeMar: Tak, była świetna.
Ralf Hubert: Ze wszystkich miejsc, w których dotychczas graliśmy, była chyba najbardziej entuzjastyczna. To naprawdę imponujące. Wyglądało to tak, jakby wszyscy nas wyczekiwali od dawna.
Tak było - wiele lat czekaliśmy na występ Mekong Delta w naszym kraju. Jak to się stało, że zawitaliście do Polski dopiero teraz?
Ralf Hubert: Jeśli przyjrzycie się naszym starym albumom, to zauważycie, że przy "Pictures at an Exhibition" osiągnęliśmy pewien szczyt. Doszedłem wtedy do wniosku, że pora nieco odsapnąć. Produkcja tej płyty zajęła nam dwa lata. Kosztowało mnie to dużo energii. Powiedziałem sobie wówczas: "musisz trochę przystopować, bo inaczej zwariujesz". Teraz znowu pracujemy, nagrywamy nowego długograja. Dostaliśmy zaproszenie z Polski, gdzie jeszcze nie graliśmy, z czego skwapliwie skorzystaliśmy. A sam wypad do Katowic, jak i koncert, były doskonałym relaksem od żmudnej roboty w studio.
Ralf, odnosiłeś sukcesy jako inżynier dźwięku, współpracowałeś z Warlock, Living Death i Steeler. Posiadałeś własną wytwórnię, Aaarrg Records. Co się stało, że zdecydowałeś się rozpocząć projekt Mekong Delta? Ponoć początkowo nie chciałeś się w nim udzielać jako muzyk?
Ralf Hubert: Jest tyle rozmaitych historii o narodzinach Mekong Delta. Pozwól, że opowiem tę właściwą i rozjaśnię ciemności niewiedzy... Wszystko zaczęło się, gdy poznałem Jorga Michaela i zauważyłem, że gość ma niebywały talent do gry na bębnach. Dlatego aranżowałem różne "okazje", aby umożliwić mu występy i angażować go w projekty muzyczne, którymi wówczas się zajmowałem. Jak się domyślacie, spędzaliśmy ze sobą bardzo wiele czasu i - co oczywiste - dużo rozmawialiśmy o muzyce. On był fanem rocka, ja z kolei wolałem bardziej klasyczne klimaty, jak Yes, ELP itd... Na potęgę dyskutowaliśmy o naszych upodobaniach, on nauczył mnie sporo odnośnie rocka, ja mu wpoiłem zamiłowanie do muzyki klasycznej.
Pewnego wieczoru, to był chyba 1984 lub 1985 rok, Jorg wpadł do studia z demówką zespołu, którego nikt wtedy jeszcze nie znał. To była Metallica! Puścił z taśmy pierwszą piosenkę pod tytułem "Fight Fire with Fire". Usłyszałem tam pewne rytmiczne anomalia, co znów nie było wtedy tak powszechne. Jorg był bardzo podekscytowany tym odkryciem, ja zresztą też - to była taka kombinacja punka i szybkiego rocka. Wtedy powiedziałem mu: "no jasne, to brzmi świetnie, ale ty możesz to zagrać o wiele lepiej". On spojrzał na mnie i rzekł: "ok, zrobię to!". Czemu miałby nie spróbować? Przez następne dwa tygodnie tworzyłem różne struktury piosenek. Oczywiście, nie wszystkie te pomysły były tak od początku do końca dopracowane, ale pomogły mi odnaleźć pewną koncepcję, według której chciałem podążać dalej. Kiedy Jorg usłyszał pierwsze riffy, które ułożyłem, poprosił mnie, abyśmy pojechali do sali prób "Avenger", gdzie znajdował się jego sprzęt, by mógł zagrać swoje partie do moich riffów.
autorzy: Martyna "AC" Palmowska, Verghityax
Dodaj swój komentarz!
|
|
| materiały dotyczące zespołu:
|
|