| Wykonawca: |
Jacek Kuderski - Myslovitz (gitara basowa) |
strona: 1 z 2
Krzysztof Kowalewicz: Jak to jest grać razem z bratem Wojtkiem w
jednym zespole?
Jacek Kuderski: Fajne, dlatego że wspólnie tworzymy sekcję
rytmiczną. Dzięki pokrewieństwu mamy dużo identycznych cech. Szybko
łapiemy te same klimaty. Nie musimy ćwiczyć specjalnie długo, rozumiemy
się niemal bez słów.
Dlaczego zostałeś basistą?
Z tego co mi opowiadali rodzice to zawsze mnie ciągnęło do
muzyki. Pamiętam, że jeżdżąc z babcią pociągiem śpiewałem i dostawałem
za to cukierki.
A bas?
Właściwie nigdy nie chciałem na nim grać. Zawsze wolałem zwykłą
gitarę. Nauczyłem się na niej grać na podwórku. Spotykaliśmy się z
chłopakami na ławce. Jeden z moich kolegów umiał grać na gitarze. Pokazał
mi parę akordów i tak się zaczęło. Gdy przyszedłem do Mysovitz to okazało
się, że już mają gitarzystów. Dlatego przerzuciłem się na bas.
W jaki sposób zaangażowany zostałeś do tej grupy?
Jeszcze przed Myslovitz graliśmy w domu kultury w innym zespole, który
nie miał żadnej przyszłości. To było takie granie dla samego grania. Tam
zauważył nas Artur (Rojek - wokalista - przyp. kk). Podobało mu się
jak wyglądamy i gramy.
Jak oceniasz swoje umiejętności gry?
Na średnie.
Czy razem z bratem perkusistą tworzycie w grupie jakąś koalicję
przeciwko reszcie?
Nie. Nigdy nie było takiej sytuacji i żaden z nas na pewno by tego nie
chciał. Na początku zespołu bardzo pilnowaliśmy punktualnego przychodzenia
na próby, żeby ćwiczyć regularnie. Byliśmy pod tym względem bardzo
rygorystyczni. Nawet wymierzaliśmy kary pieniężne za nie przychodzenie
lub spóźnienie się. Uważam, że dużo zrobiliśmy z bratem organizacyjnie
w początkach grupy.
A jaki jest wokalista i lider Artur Rojek?
Jest przede wszystkim bardzo dobrym wokalistą. To człowiek, któremu
się w życiu wszystko udaje, obojętnie czym by się zajmował. Poza tym
jest to fajny facet, bardzo mądry człowiek.
Jako jedyny w zespole oprócz nazwiska twój brat używa również
pseudonimu - "Lala". Reszta nie ma ksywek czy ich nie ujawniła?
"Lala" to się już przyjęło od bardzo dawna. To skrót od "Laluni". Mój
brat kiedyś wyglądał zupełnie jak dziewczyna, miał kręcone włosy. Na
mnie wołają "Jaca", na Artura mówimy "Rojas". Z kolei Przemek ma ksywę
"Przemo".
Co sobie myślisz, kiedy słuchasz waszej najnowszej płyty
"Miłość w czasach popkultury"?
autor: Krzysztof Kowalewicz
tutaj od 30.01.2000
Dodaj swój komentarz!
|