|
|
| Wykonawca: |
Tim Bowness - No Man
|
Piotruś Pan, hip-hop i symfonie Góreckiego - "Returning Jesus",
20.02.2001, rozmowa z Timem Bownessem.
Początek nowego roku zapowiadał się dość leniwie, żeby nie powiedzieć -
żenująco - jak na początek nowego wieku czy tysiąclecia. Zapowiedzi
wydawnicze krążyły wokół odgrzewanych reedycji, znanych albumów
uzupełnianych niekiedy o dyskusyjne bonusy. Nuda! "Nic się nie dzieje!" -
jakby powiedział inżynier Mamoń. Szczęśliwie jednak w obiegu pojawiać się
zaczęły pierwsze pogłoski związane z albumami godnie inaugurującymi XXI
wiek - artrockowy, progresywny. Jak kto woli - dziś te pojęcia są zbyt
sztywne i skromne, by wyrazić to, co można znaleźć na pojawiających się
płytach. Dzięki iście smoczej uprzejmości krakowskiej ekipy rockowego
serwisu, do rąk naszych trafiły dźwięki zaklęte w album zapowiadany
jeszcze w ubiegłym roku - "Returning Jesus" - nowa płyta zespołu
No-Man! Dotarła do mnie jeszcze przed premierą i już pierwsze
przesłuchanie wystarczyło, by przekonać się, że mam do czynienia z dziełem
niecodziennym. Nigdy przedtem nie wątpiłem w możliwości twórcze spółki
Wilson / Bowness. Nie zdążyłem jeszcze ochłonąć z pierwszego wrażenia,
kiedy dopadła mnie fantastyczna wiadomość - można zamienić kilka słów z
Timem Bowness! Zegar zniecierpliwienia zaczął głośno odmierzać
czas - godzina "zero" wyznaczona była na 20 lutego - wtedy to wraz z
Bogusią zasiedliśmy w studio radia PiK i punktualnie o 19:00 wystukaliśmy
na klawiaturze telefonu 14 cyfr, stanowiących szczęśliwy numer łączący
Bydgoszcz z Wyspami Brytyjskimi.
strona: 1 z 14
Adam i Bogusia: Witamy cię z Radia PiK. Z tej strony Bogusia
i Adam. Szukaj nas w północnych rejonach Polski. Czy kiedykolwiek
zaglądałeś w te strony?
Tim Bowness: Niestety nie. Nigdy nie byłem w Polsce, choć bardzo bym
chciał. Ostatnio dostaliśmy kilka ofert i byłoby miło z nich skorzystać.
Bogusia: Nareszcie mamy okazje poznać drugą połowę zespołu No-Man. Stevena
Wilsona mieliśmy szansę gościć w naszym mieście już trzy razy. Czy możesz
powiedzieć - kiedy i gdzie doszło do waszego spotkania?
Taaak! Było to nie tak dawno, bo w 1987 roku. Steven pracował nad albumem
kompilacyjnym "Double Exposure" i szukał kogoś do współpracy. Przeczytał
kilka recenzji muzycznych różnych zespołów... i natrafił na kilka zdań o
mnie. Spodobało się to, co napisali na mój temat. Steven skontaktował się
ze mną, odbyliśmy trzygodzinną rozmowę, m.in. o tym, co lubimy, a czego
nie cierpimy w muzyce. Zaaranżowaliśmy spotkanie i w ten oto sposób -
kilka miesięcy po naszej rozmowie telefonicznej - spotkaliśmy się. Było
to dwugodzinne spotkanie, w trakcie którego udało się nam napisać dwie
piosenki. Taka szybka, jednakże owocna sesja. Nasza znajomość okazała
się niezwykle miła. I tak jest do dziś!
Adam: Czy wasza współpraca to sztuka kompromisu, czy może jednak twórcza
harmonia?
To bardziej twórcza harmonia, w większości spraw się zgadzamy! Co wchodzi
na minus w kwestii No-Man, to ów dystans jaki dzieli pierwszy album
od następnego. Każda płyta jest inna, chcemy trochę odejść od tego,
co obecnie dzieje się w modnej muzyce - czy chodzi tu o rock, disco.
Robimy dokładnie to, co chcemy, co czujemy. Tak było w przypadku
"Flowermouth" czy "Returning Jesus", gdzie wspólnie tworzyliśmy
poszczególne sekcje, partie muzyki, słów. Chcieliśmy, aby te albumy
były bardzo osobiste... i zajęło to nam sporo czasu, by w końcu stworzyć
całość, o jaką nam chodziło.
Bogusia: Tim Bowness i Steven Wilson - to fundamenty formacji No-Man,
jednakże każdy wasz krążek kryje zawsze inne, bardzo interesujące
nazwiska.
Zarówno "Flowermouth" jak i "Returning Jesus" to albumy, przy których
realizacji współpracowali z nami znakomici muzycy. Jest to kombinacja tak
wspaniałych nazwisk jak Robert Fripp czy Mel Collins z grupy King crimson
- ludzie, których szalenie podziwiamy, Steve Jansen, Richard Barbieri
lub Colin Edwin z Porcupine Tree, którego znam osobiście od dłuższego
czasu, jeszcze zanim został częścią składu Porcupine Tree. Tak zatem -
są to wspaniali, wytrawni muzycy. Nasi znajomi, jak chociażby Colin,
czy Ben Christophers bądź David Kosten, którzy pojawili się przy okazji
"Returning Jesus", wcześniej współpracowali z No-Man, szybko stali się
znani w Wielkiej Brytanii. Złapaliśmy z nimi kontakt, spotkaliśmy się
na jakimś "party". Świetnie grają i dużo nam pomogli.
autorzy: Bogusia Wresiło, Turdus Musicus
Dodaj swój komentarz!
|
|
| materiały dotyczące zespołu:
|
|