Skład: Chris Reifert - perkusja i wokal Eric Cutler - gitara (czasem jak było trzeba to i na basie) Danny Coralles - gitara AUTOPSY - po polsku autopsja, czy, jak kto woli, sekcja zwłok, pod tą nazwą kryje się zespół, grający death+grindcore=gore-core metal z USA, stan California, miasto bodaj S.F. W 1984 Chuck Schuldiner nagrywa debiutancki album zespołu Death - "Scream Bloody Gore", gdzie Chris Reifert gra na perkusji. Niestety, drogi ich rozchodzą się. Na szczęście Chris zakłada swój własny zakład rzemieślniczy pod szyldem Autopsy. Do warsztatu zatrudniają się na posadzie gitarzystów Danny Coralles i Eric Cutler. Wokal i perkusja pozostają w gesti Chrisa Reiferta. Zapisując się w 1989 roku do wytwórni Peaceville, szybko nagrywają swój debiutancki LP "Severed survival". Niestety nie udało mi się zdobyć tego albumu, więc nie wiem jaki mieli start, ale ponoć zainspirowali muzyczką na nim sporo kapel. W sesyjnych nagraniach na basie grał Steve Digorgio z Sadus. Odbyła się trasa koncertowa po Europie - European Blood Brother - wraz z zespołami Bolt Thrower i Pestilience. Przyszło długo czekać na ich drugą quasi-płytkę, bo aż do 1991, na EP "Retribution for the dead", po wydaniu której wyruszyli na małą trasę koncertową po starym kontynencie razem z Paradise Lost. Wtedy to byli w Polsce, niestety, twórczość ich nie była mi wówczas znana, ani nie dotarł do mnie żaden afisz, nie mogę darować losowi, że przegapiłem ich jedyny występ w Polsce. Drugi LP "Mental funeral" był już ukończony, gdy wyruszali na tę trasę, a ujrzał światło dzienne w kwietniu 1991. Album został krytycznie przyjęty i spędził trzy miesiące w celi. Z klimatów na płytce, możnaby powiedzieć, że jest to taka metalowa mapa Indii [poniżej znajduje się link do transkrypcji na gitarę kilku utworów z tej płyty]. Ciągłe kłopoty ze znalezieniem stałego basisty, na płycie grał na basie brat Erica, Steve, lecz opuścił zespół zaraz po nagraniu płyty. Rok 1991 dobiegł końca. "Friend for blood" EP wydany w maju '92, znów ze Steve Digorgio z Sadus grającym na basie. Trzeci LP "Acts of unspeakable", opóźniony przez wakacje, w słoneczne lato na południowym wybrzeżu Ameryki, wydany został w październiku 1992 roku. Nagrany został w Starlight Studios w Californi, producentem ciągle byli chłopcy z Autopsy, przy pierwszej płycie w produkcji pomagał im John Marshall - gitarzysta z Metal Church, na drugiej Hammy, guru z Peaceville. Płyta miała, dzięki swojej okładce, ciekawy los. Wyszły dwie wersje, do rozpowszechniania w Ameryce (myślę, że bardziej pojebana) i okrojona graficznie w Europie, by uniknąć zakazu jej rozprowadzania, jak stało się to w Niemczech i Australii z pierwszą wersją. Czyżbym ja miał drugą wersję okładki? Myślałem, że nie ma już ohydniejszej i bardziej zboczonej od tej, którą mam. Nowy basistai, grający z nimi podczas nagrywania płytki, Josh Barohn zagrzał miejsce na dłużej w zespole, aż do stycznia 1993, gdy został zwolniony po pierwszej trasie koncertowej Autopsy po Ameryce, zaś wszystkie koncerty w Europie zostały odwołane z powodu niemożności znalezienia nowego basisty.
![]() "Shitfun" jest czwartą i ostatnią płytą zespołu. Na basie zachrzaniali wszyscy trzej muzycy, najwięcej z tego Eric Cutler. Dodatkowo pomocą służyli Freeway Migliore, Clint Bower - obaj w kilku utworach zagrali na basie, Petri Toivonen - dodatkowe krzyki w utworze "The birthing" i Mika Toivonen, spowiadający się w "Grave violators". Przykro mi to wam mówić, lecz zespół Autopsy rozpadł się, Chris Reifert i Danny Coralles grają w nowym Abscess, ale czy to jest wciąż to samo? Krótko mówiąc, ich muzyka jest to niesamowity czad, grany na obniżonych o 6 półtonów gitarach (Eric Cutler+Danny Coralles), pogłębiany basem, który jest już na progu słyszalności. Wokalista i perkusista zarazem, Chris Reifert, gość który powinien się leczyć albo być wyizolowanym ze społeczenstwa (tak, jak i ja), z wokalem radzi sobie w klasyczny sposób, czyli ryczy, czasem uda mu się coś powiedzieć, ale nigdy już zaśpiewać. Za sprawą orginalnej perkusji i świetnych riffów gitarowych, tak szaleję za tym zespołem, że mimo, iż byłem dobry z nauk ścisłych, dobrze radziłem sobie z naukami humanistycznymi, kochałem prawo, chciałem pójść na ekonomię, to zdałem na medycynę, dokładniej medycynę sądową i obecnie odbywam upragnione praktyki w prosektorium, a wszystkie pokrojone trupy dedykuję muzykom z Autopsy - he-he. Zarzekam się, lepszych bębnów nie słyszałem! Nie jest to zwykła sekcja deathowa, gdzie liczy się szybkość tombasu i walenie w werbel na wyścigi z mikserem itd. Tutaj perkusja jest idealnym dopełnieniem gitar, akcentuje każde uderzenie w strunyi, dopasowując się troche do rytmu gitar, lecz drobnymi dodatkowymi uderzeniami wprowadza rozmaite rytmy pokrewne, rozmywając i kołysząc w ten sposób morze gitar. Odzywa się Posejdon, gniewny wokal wyśpiewuje najgorsze koszmary, czuć jakby smierć zaczęła swój monolog w podziemnym państwie Hadesu, ukrytym w fałdach kory mózgowej. Teksty przeczytane raz, spłycone, mogą wydać się kubistycznym portretem kobiety rozjechanej czołgiem, z flakami na wierzchu + krew, mięso, połamane kości, dodatkowo przejawy zboczenia, polegającego na współżyciu wokalisty z jej trupem. Tak, tego łatwo się nie przełknie, a najprościej zaszufladkować i nadać temu tytuł "zgniły materializm i chorobliwy seks, poronione, nie słuchać" i umieścić w Indeksie. Lecz ja zastanowiłem się nad treścią utworów i, przyznając się do tej samej "choroby", postaram się wam o tym coś opowiedzieć.
Weźmy pod rozwagę płytę "Acts of unspeakable" ("Uczynki niemowy"), gdyż
tylko tej płyty teksty posiadam :-)))
"Your Rotting Face"
"Rot" Kończąc opowieść o tym zespole, okrywam się żałobą, Autopsy już nie istnieje w rzeczywistości. Pozostało tylko na (mo)ich płytach. Zespół rozpadł się, nie ulegając pewnie trendom i nie grając pod publiczkę, więc szmaciarze nie macie prawa podejrzewać, że Oni robią to dla szmalu czy zysku. Po prostu kochają to, co robią. Pozostaje nadzieja, Chris Reifert założył nowy zespół - Abscess, wydali już ze dwie płyty, być może będę miał niedługo okazję napisać coś o nich. Gra z nim człowiek ze składu Autopsy, gitarzysta Danny Coralles. Oby wszyscy, Chris, Danny i Eric żyli wiecznie! I ci, którzy im pomogli w wydaniu płytek, dawni basiści, jak i kilku będących przy nagrywaniu "Shitfun", ich ostatniego, najlepszego dziełka. "STAY ROTTEN!!!"
autor: welna tutaj od wiosny 1997 lub dłużej
|